Julia Wyszyńska: „Od filmów oczekuję wywoływania emocji”

Julia Wyszyńska, aktorka, która wystąpiła ostatnio w filmie „Atak paniki” pojawiła się w Cieszynie z okazji 20. edycji przeglądu filmowego Kino na Granicy / Kino na Hranici.

W Cieszynie pojawia się Pani z okazji jubileuszowego, 20. Przeglądu Filmowego Kino na Granicy. Jaki jest Pani stosunek do tego typu imprez?

Na festiwalu filmowym jest po raz trzeci w życiu. Byłam w Koszalinie, w Gdyni, a teraz jestem w Cieszynie. Imprezy tego typu bardzo różnią się od festiwali teatralnych. Tu mamy szansę spotkać się z innymi twórcami, co jest bardzo przyjemne.

To jeden z najbardziej znanych przeglądów filmowych w Polsce. W jaki sposób Pani dowiedziała się o nim?

Zaprosił mnie dyrektor programowy, Łukasz Maciejewski.

Zrzezsza fanów i sympatyków kina, a nieprzejednanym atutem tego festiwalu jest jednoczenie kultury polskiej, czeskiej i słowackiej. Jakie są trzy rzeczy, z którymi kojarzą się Pani Czechy?

Z czeskim piwem, śmiesznym językiem i pięknymi kobietami.

Jakie filmy lubi Pani oglądać z perspektywy widza? Czego Pani w nich poszukuje?

Od filmów oczekuję, by wywoływały we mnie jakiekolwiek emocje. Oczekuję też, by odkrywał przede mną świat, którego w innych okolicznościach nie miałabym szansy zobaczyć.

Jakie filmy udało się Pani obejrzeć w ramach KNG? Który zrobił na Pani największe wrażenie?

Obejrzałam maraton filmów krótkometrażowych i widziałam film „Światło i cień”.

Jednym z najnowszych filmów z Pani udziałem jest „Atak paniki” z 2017 roku. Co opowiedziałaby Pani o roli Wiktorii – Panny Młodej, w którą się Pani wciela?

Wiktoria jest ofiarą czasu, w którym młodzi ludzie działają pod presją osiągnięcia sukcesu i wszystkich etapów, które trzeba zaliczyć – m.in świetne studia, mieszkanie w najlepszej dzielnicy. W filmie pokazany jest moment, w którym Wiktoria orientuje się, że zabrnęła za daleko i straciła kontrolę nad swoim życiem.

Do jakich widzów skierowany jest film?

Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że film jest skierowany do widzów, którzy na filmie nie pojawiają się przez przypadek. To gatunkowe kino dla tolerancyjnego odbiorcy, który pozwala sobie również w trakcie seansu na poczucie nudy.

Kolejnym filmem, o którym warto coś powiedzieć są „Niedobitki i mutanci”. To film krótkometrażowy. Czym różni się praca nad filmem „krótkim”, a „zwykłym”?

Nie mam za dużego doświadczenia, jeśli chodzi o długi metraż. Na pewno w budżecie odczuwalny jest komfort pracy, podczas pracy nad krótkim metrażem warunki i okoliczności przyrody bywają bardzo trudne. Próba skondensowania historii jest wymagająca dla reżysera jak i dla reszty ekipy.

Jeden z filmów z Pani udziałem – „Miłość jest wszystkim” – jest obecnie w produkcji. Kiedy premiera?

Premiera filmu „Miłość jest wszystkim” zaplanowana jest na 30 listopada. To może być fajny film. Jest typową świąteczną komedią romantyczną, ze wspaniałą obsadą.

Mówi się, że będzie to film pokroju kultowych „Listów do M”. Zgodzi się Pani z tym stwierdzeniem?

Nie mam pojęcia. Są tam też dramatyczne wątki, ale może faktycznie, świątecznym klimatem przypomina trochę „Listy do M”.

Fot. Rafał Masłow

Rozmawiała Mariola Morcinková

Sound’n’Grace: Ania Żaczek – Biderman i Kamil Mokrzycki:…

Przed koncertem Sound’n’Grace w Ustroniu miałam przyjemność rozmawiać z Anią Żaczek – Biderman i Kamilem Mokrzyckim.

Spotykamy się w Ustroniu. Zagracie dzisiaj koncert z okazji otwarcia sezonu uzdrowiskowego. Co zostało przygotowane na dzisiejszy wieczór?

Ania Żaczek – Biderman: Przygotowaliśmy wszystko to, co mamy najlepsze. Przywieźliśmy materiał z naszej najnowszej płyty, ale nie zabraknie też piosenek z naszego debiutanckiego krążka „Atom”. Mamy nadzieję świetnie się bawić, jeżeli publiczność będzie miała ochotę, razem zakradniemy Ustroń.

Panie Kamilu, po raz pierwszy rozmawialiśmy w styczniu 2017 roku. Jak opisałby Pan najważniejsze zmiany, które zaszły w Pana życiu zawodowym od tego czasu?

Kamil Mokrzycki: Najważniejsza jest nowa płyta. To sprawa kluczowa dla całej pracy Sound’n’Grace, że nasze miejsce na rynku udało się zapieczętować płytą, która zyskała już status złotej.

Na pewno warto wyszczególnić tu moment wydania Waszego drugiego albumu studyjnego „Życzenia”. Miało to miejsce w 2017 roku. Skąd taka nazwa płyty? Ma jakąś konkretną symbolikę?

Ania Żaczek – Biderman: Tytuły naszych obydwu płyt każdy może interpretować na swój sposób. Są tacy, którzy kojarzą to ze Świętami. A dla nas „Życzenia” to po prostu dobra energia dla słuchaczy i naszych fanów.

Może tytuł kojarzy się z piosenką świąteczną, która pojawiła się na płycie?

Ania Żaczek – Biderman: Medley tam zamieszczony był prezentem dla wszystkich, którzy współpracowali z naszym zespołem.

Dla Pana Kamila najważniejszym utworem jest „Sens”. Jak jest w Pani przypadku?

Ania Żaczek – Biderman: Wszystkie piosenki są dla mnie ważne, trudno wytypować jedną.

Który z utworów najbardziej podoba się na koncertach?

Kamil Mokrzycki: To dosyć zróżnicowane. Każdy z utworów jest dosyć entuzjastycznie przyjmowany przez różne osoby. To bardzo nas zaskakuje i jest świetnym impulsem do działania. Single grane w radiach zawsze sprawiają na koncertach słuchaczom wiele radości. Warto wymienić tu „Na pewno”, „Horyzonty”, „Idealnie”, czy utwór „100” wykonywany wraz z Filipem Lato.

Jak doszło do Waszej współpracy z Filipem Lato?

Ania Żaczek – Biderman: Był to kolejny szalony pomysł naszej wytwórni Gorgo Music.

Czy w planach jest kolejna piosenka z jego udziałem?

Kamil Mokrzycki: Filip pracuje nad solowym materiałem, nie mamy takich planów.

Ania Żaczek – Biderman: Może nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą.

Ostatnio najczęściej w radio można usłyszeć piosenkę „Idelanie”. Spotkałam się z komentarzem autorki tekstu, Patrycji Kosiarkiewicz, że to piosenka na przekór dzisiejszym czasom. Zgadzają się Państwo z tym stwierdzeniem?

Kamil Mokrzycki: Tak, do życia wkrada się malkontenctwo. Ludzie lubią sobie ponarzekać, nie ma w tym nic złego, ale warto doceniać też małe rzeczy i z nich się cieszyć.

Siłą Waszej muzyki są nie tylko motywujące teksty, ale również kolorowe, radosne teledyski. Skąd najczęściej czerpiecie inspirację do ich tworzenia?

Ania Żaczek – Biderman: Wszyscy jesteśmy kolorowi. (Śmiech.) To wychodzi pewnie też z różnorodności naszych charakterów. Przekaz i spójność z obrazem jest bardzo ważny w dzisiejszych czasach. Ma podkreślić to, co chcemy opowiedzieć. Kolorowe teledyski są naszą domeną.

Czy w te wakacje pojawi się Wasz nowy singiel? Myślicie o nowej płycie, czy skupiacie się raczej na promocji tej obecnej?

Kamil Mokrzycki: Mamy w zanadrzu małą niespodziankę, ale nie wiem, czy ujrzy światło dzienne już w wakacje. W obiegu jest cała masa naszych singli. Tak to wygląda.

Praktycznie cały czas jesteście w trasie. Zastanawiał się Pan kiedyś, ile kilometrów przemierzacie w czasie trwania letniej trasy koncertowej? (Śmiech.)

Ania Żaczek – Biderman: Na pewno w czasie letniej trasy koncertowej okrążymy Ziemię, a może nawet kilkukrotnie. (Śmiech.)

Rozmawiała Mariola Morcinková

Fot. Kajus W. Pyrz