/[WYWIAD] Paulina Kut (Dollz) „(…) wierzymy w naszych odbiorców, a także w to, że droga, którą idziemy, jest dla nas najlepsza.”

[WYWIAD] Paulina Kut (Dollz) „(…) wierzymy w naszych odbiorców, a także w to, że droga, którą idziemy, jest dla nas najlepsza.”

Zapraszamy do lektury naszego najnowszego wywiadu. Tym razem rozmawiamy z Pauliną Kut, wokalistką zespołu Dollz. Grupa zakwalifikowała się m.in. do konkursu Debiutów Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Głos Pauliny znany jest szerszej publiczności m.in z piosenki tytułowego Złomowiska.PL

Karolina Filarczyk

Dollz

Pamiętasz, kiedy przyszła ta myśl, że muzyka, to jest to, co chcesz robić?

Zawsze była ta myśl. Ale długo mi zajęło urzeczywistnianie tej myśli. Życie toczyło się zwyczajnym torem, do momentu, w którym uświadomiłam sobie, że chcę śpiewać, tworzyć, być na scenie. I nie żałuję tego wyboru.

Jesteś wokalistką z wykształcenia, czy z zamiłowania?

Bardziej z zamiłowania. Nigdy nie uczyłam się śpiewać profesjonalnie… Zdarzyło mi się kilka lekcji wokalu, ale nie działają na mnie żadne techniki i metodologie. Śpiewam tak jak czuję…Ciężko to ogarnąć i ustawić. .

Masz za sobą występy w różnych talent show. Na początku próbowałaś sił solo, a potem z zespołem. Niestety w żadnym bez wymiernych sukcesów, ale czy oby na pewno? Z perspektywy czasu, jak oceniasz tamte decyzje? Warto było?

Nie patrzę na to w kategoriach, czy było warto, czy nie….Robię to co lubię, śpiewam, komponuję i piszę nowe kawałki. Dobrze się przy tym bawię, a że przy okazji na naszej drodze pojawiła się szansa by pokazać to szerzej, to czemu nie. Nigdy nie miałam wielkich oczekiwań od tych programów.

Słuchając wywiadów z tobą, wnioskuję, że mocna z Ciebie osobowość. Wiesz czego chcesz i jak dalej ma wyglądać Twoja kariera. Jak pracuje Ci się zatem w zespole?

Nie jestem łatwa.(śmiech). Najczęściej musi być po mojemu. Trudno u mnie o kompromis, ale chłopaki nie narzekają. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo (śmiech). Co do mojej dalszej tzw. kariery – nie mam pojęcia jak się potoczy. Życie jest bardzo nieprzewidywalne, podobnie jak oczekiwania rynku…Nie ukrywam, że bardziej ciągnie mnie za granicę. Zmęczyło mnie np. dobijanie się do polskich stacji radiowych…Ciągle słyszymy to samo – świetne, oryginalne, ale nie radiowe… i tak w kółko…wszędzie wszyscy grają to samo… nuda.

Jak powstało Dollz?

Maciek poznał Paulinę, zaczęli się spotykać. Maciek grał na gitarze a Paulina próbowała śpiewać. Potem znaleźli człowieka z basem i perkusją i zaczęli grać wszyscy razem. I tak do dziś…



Psychedelic Rock – tak nazywacie swoją muzykę. A czym ona jest na prawdę? Jakie gatunki mieszacie, by uzyskać tak fenomenalny efekt?

Nie mieszamy. Nie obliczamy. Nie da się wypracować jakiejś matematycznej formuły, z której wyjdzie idealny psychodeliczny kawałek. Robimy dokładnie tak, jak czujemy i co nam w danym momencie siedzi w głowach. A że głowy mamy duże i pojemne – siedzi w nich naprawdę wszystko.

Do listy Waszych sukcesów bez wątpienia można zaliczyć występ na opolskich „Debiutach”. Wygrać w prawdzie się nie udało, ale nie wierzę, że nie zostaliście zauważeni przez szersze grono odbiorców. Pochwal się, jakie korzyści przyniósł
Tobie i zespołowi, ten występ?

Przede wszystkim cieszyliśmy się, że udało nam się dostać do opolskich Debiutów. Że piosenka „Nibyland” znalazła uznanie w uszach bardzo zacnych jurorów. Było to kosmiczne doznanie. Występ z orkiestrą, legendarna scena, cudowna publiczność…Życzę tego każdemu artyście. Nie wygraliśmy, ale przygoda była to niesłychana. Do dziś mamy ciarki :). Ale radia nadal nie chcą nas grać (śmiech).

Widziałam Wasz najnowszy klip – wiem, późno, niestety, jakoś się nie składało. Oglądałam do parę razy, ponieważ wywarł na mnie dość piorunujące wrażenie. Każdy klip jest inny… nie ma dwóch podobnych, jest za to element wspólny… dym. Czy to tylko moje spostrzeżenie, czy faktycznie coś jest na rzeczy?

Lubimy czasem dobrą zadymę (śmiech), ale tak na poważnie to nie zwróciłam wcześniej na to uwagi. Muszę lepiej przeanalizować nasze teledyski!


Kadr z teledysku do piosenki „Przetrzyj oczy”

„Przetrzyj oczy”, to kolejny owoc waszej współpracy z Marcusem Backmanem. Jak się poznaliście? Będziecie dalej współpracować?

Nasza managerka miała z nim wcześniej kontakt i zasugerowała, żeby spróbował zrobić coś dla nas. Posłuchał naszych wcześniejszych utworów i zgodził się. Nasza współpraca odbywa się wirtualnie. Wysyłamy sobie pomysły, inspiracje. Marcus jest bardzo pracowity i kreatywny i szybko łapie o co nam chodzi. Mamy super przelot, chociaż do tej pory jeszcze się nie spotkaliśmy. Ale mam nadzieję, nastąpi to niebawem, bo mamy mnóstwo nowych pomysłów. I chcemy zacieśnić przyjaźń polsko – szwedzką 🙂

Teledysk został nakręcony w dość nietypowe scenerii. Czyj to był pomysł?

Był to pomysł Siergieja Marczuka, operatora tego teledysku. To on podsunął nam pomysł na rzekę Świder, po której można chodzić jak Jezus i są dookoła dzikie chaszcze. Prawdziwa naturalna sceneria. Lepszej nie mogliśmy sobie wybudować.

„Przetrzyj oczy”, to nie jest piosenka łatwa, prosta i przyjemna. Na tego rodzaju muzykę trzeba znaleźć odpowiedni target. Nie boicie się, że mimo iż teledysk jest świetny i nietypowy jak na polskie realia, zniknie wśród innych plastikowych produkcji?

Nie boimy się, bo wierzymy w naszych odbiorców, a także w to, że droga, którą idziemy, jest dla nas najlepsza . Gdybyśmy się bali na pewno nasz teledysk wyglądałby inaczej. W ogóle wszystko wyglądałoby inaczej.

Komu jest dedykowany ten utwór?

Utwór to taka krótka historia czasu, w którym zamyka się wszystko – nasze małe, ważne rzeczy, a także próby ogarnięcia tego wszystkiego…I te próby niestety nie zawsze są skuteczne. A czas ucieka… Dedykuję ją wszystkim, którzy kochają.