/Uwielbiam widok bawiącego się Juniora z Rycerzem. Dora pisze…felieton.

Uwielbiam widok bawiącego się Juniora z Rycerzem. Dora pisze…felieton.

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Uwielbiam widok bawiącego się Juniora z Rycerzem. Od zawsze wiedziałam, że spełnieniem moich marzeń będzie posiadanie szczęśliwej i dobrej rodziny. Czasami miewamy trudne chwile, ale nie poznałam pary z dzieckiem czy też bez, która ich nie doświadcza. Zakładając rodzinę nie myśli się o tym, jak źle będzie, tylko jak dobrze – ale by docenić te dobre chwile muszą być też te gorsze. 

Jednego zawsze doświadczam po sprzeczce, pomimo tego jak bardzo miałam ochotę wcześniej Rycerza zabić – nie umiałabym żyć bez Niego. Nie wyobrażam siebie chwili, gdzie nie wyczekuje połowy dnia na Jego powrót z pracy albo obezwładniającego mnie szału, gdy widzę naczynia po raz enty, gdzie pozostawione? Oczywiście na blacie (wiesz co robić J ). Rycerz jest jedyną osobą, która w moment wyprowadzi mnie z równowagi i jedyną, która w moment sprawi, że chwyta mnie kolka ze śmiechu. To bezcenne mieć go przy boku, a idealną osobą kompletującą  nasze relacje jest Junior, czyli mieszanka wybuchowa osób z dwóch różnych planet.

Zawsze mimo przeciwności losu nie można się poddawać. Wygrana życiowa bitwa to najlepszy prezent jaki sami sobie możemy zafundować.  Też bywały u mnie momenty, w których dokładnie przed metą rezygnowałam. To nic złego, każdy ma prawo upaść i nie chcieć się przez jakiś czas podnieść by odpocząć.  Każdy ma swoją piramidę wytrzymałości.

Moją piramidą wytrzymałości dziś po raz kolejny była Ewka- turbo spalanie (tu przydałoby się hiper, ale takowego nie znalazłam). Gdybym była jeszcze bardziej kopnięta niż jestem to – tak jak planowałam – szminkami na buźce barwy wojenne machnęłabym. Następnie stanęłabym naprzeciwko laptopa z dzidą zamiast wody w ręce i wytrzymałabym do końca. Tym razem po trzydziestu minutach brakło mnie. Ale to kolejne dziesięć minut więcej, więc wyszłam mokra jak szczur z kanału z walk i padłam na rogówkę, a że chciałam dosłownie na nią upaść (dla podkreślenia widowiskowego dramatu) przywaliłam głową o róg kanapy. GAME OVER.

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora