/Tomáš Kollárik: „W Krakowie i Levicach zostawiłem swoje serce”

Tomáš Kollárik: „W Krakowie i Levicach zostawiłem swoje serce”

W Warszawie miałam ogromną przyjemność spotkać się z aktorem młodego pokolenia, Tomášem Kollárikiem. Rozmawialiśmy o jego rodzinnych stronach, Towarzystwie Słowaków w Polsce, ale także o serialu „M jak miłość”.

Urodził się Pan w Levicach na Słowacji, ale od ponad 22 lat mieszka Pan w Krakowie, które nazywa swoim rodzinnym miastem. W jednej z rozmów przyznał Pan, że Słowakiem czuje się Pan dzięki Tacie, a Polakiem dzięki Mamie… Ma Pan jakieś ulubione wspomnienie związane ze Słowacją, z Levicami? Często wraca Pan w tamte strony?

Przyznam, że Levice i Kraków traktuję jako dwa moje najbliższe domy. Na Słowację jeżdżę do dwóch razy w roku. W dzieciństwie spędzałem tam Wielkanoc. Za każdym razem, kiedy wyjeżdżam z Levic i spoglądam na horyzont, który je otacza, stwierdzam, że wyjeżdżam z domu do domu. Powroty do Polski są za każdym razem pełne ciepła. W Krakowie i Levicach zostawiłem swoje serce.

W ramach przygotowania do naszej rozmowy natknęłam się na archiwalny (2017) wywiad z Panem, przeprowadzony w ramach audycji „Prameň” emitowanej dla słowackiej mniejszości narodowej w Małopolsce. Jak w chwili obecnej wygląda Pana współpraca z Towarzystwem Słowaków w Polsce? (Spolek Slovákov v Poľsku.)

Spolek Slovákov v Poľsku, czyli Towarzystwo Słowaków w Polsce mieści się przy ulicy św. Filipa w Krakowie.

Rodzice poznali się w Beskidach, podczas międzynarodowej wymiany studentów, rajdu studenckiego. Przy pierwszym spotkaniu Tato obiecał, że się z Mamą ożeni. Wrócił na Słowację. Przez kilka lat pisali do siebie listy. Potem znowu się spotkali. Wzięli ślub. Kiedy miałem 3,5 roku przyjechaliśmy do Krakowa, gdzie Mama kilka lat wcześniej obroniła dwa fakultety, a Tato znalazł pracę w Towarzystwie Słowaków.

Kiedy skończyłem studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, odezwałem się do Towarzystwa. Zrobiłem to trochę z sentymentu, ale też dlatego, aby nadal mieć kontakt ze Słowacją i językiem. W wakacje jeździmy na różnego rodzaju przeglądy, (m.in występy cheerleaderek i pokazy orkiestr dętych). Wszystko dzieje się na terenie Polski przygranicznej, czyli w okolicach Oravy i Spišu. Tam w dalszym ciągu przeżywam moją słowacką przygodę.

Jak wyglądają Pana najbliższe plany związane z Towarzystwem Słowaków w Polsce?

Nie określamy tak do końca swoich zajętości. To współpraca grzecznościowa. Ustalamy terminy przeglądów, festiwali i po prostu spotykamy się na miejscu.

Czy to prawda, że chciałby Pan realizować się w zawodzie aktora również na Słowacji?

Takie plany są. Ani publiczność słowacka, ani moja rodzina nie ma możliwości śledzenia mnie w „M jak miłość”, ponieważ platformy, które umożliwiają oglądanie serialu w Polsce, niestety posiadają ograniczenia terytorialne. Kiedy będę miał już wystarczająco interesujące CV, wybiorę się do agencji castingowych na Słowacji.

Jednak, wróćmy do początków. Co było takim pierwszym impulsem, który spowodował, że wybrał Pan aktorstwo? To dziś niepewny zawód.

Decyzja była podjęta dość spontanicznie. Uczęszczałem do Szkoły Podstawowej i Gimnazjum przy ulicy Strąkowej w Krakowie. Nauczycielem wspomagającym była Pani Agnieszka Rzepka – Basta, która zaproponowała mi udział w Teatrze Nieco Większych Form. Była to forma kabaretu dla dzieci. W ten sposób powstała nasza pierwsza trupa teatralna. Nasz pierwszy występ miał miejsce w Piwnicy pod Baranami w Krakowie. Było to dla nas wszystkich dużym przeżyciem. Poczucie, że chciałbym przekazywać ludziom prawdę nastąpiło w momencie, kiedy byłem lektorem u siebie w kościele. Po pierwszym wejściu na ambonę, choć prawie nie zemdlałem wtedy ze stresu, uświadomiłem sobie, że bardzo mi się to podoba i chcę dalej się tym zajmować.

Czy jednym z czynników, które miały wpływ na wybór tego zawodu była reklama, od której zaczynał Pan swoją przygodę z kamerą?

Reklama pojawiła się nieco później, ponieważ w trakcie moich studiów na Wydziale Aktorskim PWST w Krakowie. Szkoła skupiała się przede wszystkim na teatrze. Reklama była naturalną koleją rzeczy. Zdecydowałem się na nią z chęci sprawdzenia mojego kontaktu z kamerą.

Jak Pan wspomina swoją przygodę z reklamą? Czym różni się dzień zdjęciowy na planie reklamy, od dnia zdjęciowego na planie filmu, bądź serialu?

Na planie serialu, filmu i reklamy pracuje się bardzo intensywnie. Prędzej zauważyłbym różnicę między tymi formami artyzmu a Teatrem. Aktor przez półtorej godziny przeprowadza myśli swojej postaci. Jest dużo czasu na skupienie. Próby zaczynają się na kilka miesięcy przed premierą. W serialu i reklamie zazwyczaj wszystko dzieje się w ciągu jednego dnia zdjęciowego. Bardzo wiele czasu na planie zajmuje ustawienie sprzętu.

Właśnie. Zatrzymajmy się przy serialu „M jak miłość”, w którym od 2016 roku wciela się Pan w rolę aspiranta Janka Morawskiego. Nabycie jakich umiejętności okazało się konieczne, by mógł Pan wiarygodnie wcielać się w postać policjanta?

Przede wszystkim pragnę zauważyć powiązanie nazwiska mojej postaci (Janek Morawski) z Moravami na terenie Czechosłowacji, co mnie bardzo cieszy. (Śmiech.) Musiałem opanować umiejętność szybkiego składania broni, co odbywało się w asyście przeszkolonego policjanta, musiałem też nauczyć się szybko zakładać kajdanki, opanować odpowiednią postawę i powagę ważną w tym zawodzie. To umiejętności, które nabyłem dzięki „M jak miłość”.

Która z tych czynności sprawia Panu największą frajdę, a co okazało się dla Pana najtrudniejsze?

Największą przyjemność sprawiają mi sceny walki. (Śmiech.) Są one nadzorowane przez kaskaderów. Nie ukrywam, że właśnie wspominane już przeze mnie szybkie składanie broni jest wymagające. Największym wyzwaniem policjanta, które ja na szczęście przeżywam tylko fikcyjnie jest papierologia, czyli uzupełnianie dokumentów, które musi być za każdym razem przygotowane na odpowiednią godzinę.

fot. Kasia Panas

Co opowiedziałby Pan o najbliższych losach swojego bohatera?

Nie mogę zdradzać zbyt wiele. (Śmiech.) Ula (Iga Krefft) wiąże się z Bartkiem (Arek Smoleński) a mój bohater tworzy związek z Sonią (Barbara Wypych). Przeżywa zachwianie emocjonalne, jest na rozdrożu, ponieważ nadal czuje coś do Uli. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Miejmy nadzieję, że ślub Uli i Bartka przebiegnie bez żadnych komplikacji, ale nigdy nie wiemy, jaką drogę wskaże nam serce.

Praca z tymi wspaniałymi, młodymi aktorami to czysta przyjemność.

W czym według Pana tkwi fenomen serialu „M jak miłość”? Od ponad 18 lat „Emka” ma największą oglądalność w Polsce.

Kiedyś pewna Pani powiedziała mi, że nasz serial z bardzo ciekawej perspektywy pokazuje losy polskiej rodziny. Nie pokazujemy tylko momentów w których wszystko dobrze się układa, ale również takie, kiedy rodzina okazuje się największym wsparciem. Punkt odniesienia jest taki, że wszystko skończy się dobrze. Jeżeli rodzina nas wspiera, mamy tego kogoś, kto nam doradzi, da dobry sygnał. Ciepło i więź emocjonalna jest tym, co najbardziej podoba mi się w „M jak miłość”.

Czy zanim trafił Pan do obsady, zdarzało się go Panu oglądać? Miał Pan swoje ulubione wątki, ulubionych bohaterów?

Tak, oczywiście. „M jak miłość” oglądałem przede wszystkim w dzieciństwie. Kiedy rozpocząłem swoją przygodę z serialem, byłem zaskoczony, że mogę poznać postaci, które widywałem na ekranie.

Lubi Pan oglądać siebie na ekranie, czy tak, jak, większość aktorów, poszukuje Pan wtedy czegoś, co mógł zrobić lepiej, inaczej?

To trudne. Każdy aktor, który obserwuje siebie na ekranie, podchodzi do siebie bardzo krytycznie, zauważa rzeczy, które mógłby poprawić. Dla celów rozwojowych oglądam odcinki i denerwuję się, że mogłem zrobić coś lepiej.

Chciałabym poruszyć jeszcze jeden temat. Na próżno szukać Pana oficjalnej strony na Facebooku, czy konta na Instagramie. Nie wierzy Pan w siłę internetu?

Wierzę w siłę internetu, natomiast na chwilę obecną nie czuję potrzeby prowadzenia swoich profili w mediach społecznościowych. Myślę, że przyjdzie taki czas, że rzucę pewien kontent i pojawię się na Facebooku i Instagramie. Być może pojawi się również moja oficjalna strona internetowa. Mogę jeszcze chwilę zaczekać. Nigdy nie jest za późno. (Śmiech.)

Proszę na sam koniec sprecyzować swoje najbliższe plany zawodowe.

Już wkrótce pojawię się gościnnie w jednym z odcinków serialu „Na dobre i na złe”, gdzie wcielę się w postać muzyka heavymetalowego. Zmiana z grzecznej stylizacji. (Śmiech.) Widzę wiele możliwości rozwoju artystycznego dookoła siebie.

Zapraszam Państwa do oglądania nowych odcinków serialu „M jak miłość”.

Rozmawiała Mariola Morcinková

fot. Kasia Panas