/Słoiczki vs domowy obiad?!

Słoiczki vs domowy obiad?!

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Uwielbiam gotować Juniorowi. Przyjemność i duma z patrzenia, jak zjada to co mu mama przygotowała jest olbrzymia! Mam to szczęście, że Krasnal nie stroni od jedzenia, to też my z łatwością przyswajamy nowe smaki. Cieszę się, gdy widzę dzieci, które lubią świeże owoce, a nie tonę słodyczy, chociaż też czasami mu je daję, ale oczywiście z określonym umiarem. Nie jestem przeciwniczką słodyczy, dla mnie to normalne, że dzieciaki je lubią, ponieważ SĄ SŁODKIE. O wiele bardziej podobają mi się jednak od słodyczy, tzw. saszetki owocowe. Mam świadomość, że zawierają konserwanty, ale nie sądzę, że jest w nich zawarta dawka groźna dla Juniorowego zdrowia, skoro z założenia jest to produkt skierowany dla dzieci.

Prawdą jest, że te wszystkie sklepowe owoce i warzywa zawierają wszelakie pestycydy. Stąd właśnie nasze ZDROWE warzywa i owoce są takie lśniące, duże i piękne. Mimo to, my je jemy i nasze dzieci też. Oczywiście mamy w Cieszynie targ warzywny, ale nie każdy przed pracą ma czas i głowę jechać tam i obzłocić się w ekologiczne warzywka. Dlatego też, gdy mam jeden dzień z tych zatytułowanych „Urwanie głowy” nie mam wyrzutów sumienia, gdy Junior zje raz na ruski rok słoiczek z Gerbera. Nie jest on na pewno tak bardzo odżywczy, jak to, co JA SAMA przygotuję, ale nie uważam, by miał Juniora otruć 🙂 Traktuje słoiczki jak opcję AWARYJNĄ lub tzw. plan B.

Fot. Mariusz Pietrzak

Dora