/Skąd się bierze u kobiet ta radość z zakupów?

Skąd się bierze u kobiet ta radość z zakupów?

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Skąd się bierze u kobiet ta radość z zakupów? Czy traktujemy to jak nagrodę? Wynagradzany się? Zakupy u kobiet powodują podniesienie poziomu endorfin, czyli najnormalniej w świecie – zakupy sprawiają nam PRZYJEMNOŚĆ.

Lubimy oglądać, przymierzać, dotykać, interesować się modą, po to, by się PODOBAĆ. Lubicie chodzić do tzw. „Second hand’ów”? Ja mam różnie, ponieważ, gdy idę do nich sama, to po dziesięciu minutach dostaję oczopląsu, nie wiem gdzie zawiesić wzrok, nie wiem w co ręce włożyć i z namalowanym grymasem na twarzy po prostu wychodzę z pustym koszykiem, ale pełnym portfelem 🙂

Natomiast, gdy idę z Mamą Rycerza, wychodzę obładowania po pachy, z siatką większą niż te eko z Intermarche, z bananem na buzi i… pustym portfelem 🙂

Zapytałam się Jej kiedyś, jak ona to robi, że znajduje takie perełki, a ja nie potrafię tam odnaleźć nawet siebie. Odpowiedziała mi – w gruncie rzeczy – bardzo oczywistą rzecz, „Trzeba mieć cierpliwość, wiedzieć, kiedy są dostawy i trzeba tam trochę posiedzieć”. A więc tak, cierpliwości to ja od urodzenia nie posiadam, zapominam o datach dostaw i nie umiem w sklepie odzieżowym wystać dłużej niż 15 minut, bo zaczynam się wszystkim irytować i jest mi w tych sklepikach po prostu za ciepło.

Kiedy byłam w ciąży, kilka razy wybrałam się – z jeszcze nieprawną – Teściową do Cieszyńskiej BIGI. Przesiedziałyśmy w niej… NIEWAŻNE ile czasu, ja oczywiście nic nie znalazłam, bo skupiałam się na kopaniu przez Juniora (szalał w moim brzuszku) i na obolałych stopach i tym, że o wszystko zahaczam sobą. Natomiast moja Kompanka zdążyła nazbierać pełny kosz, dumna ze znalezisk, obładowała mnie nimi, powtarzając „przymierz, przymierz, fajnie, nie? A popatrz – co tu mam”. W tym czasie stałam zauroczona znalezionymi rzeczami, jej zarażającą euforią i nagle dostałam jakiegoś „kopa” (nie, tym razem nie od Juniora) i zaczęłam grzebać jeszcze bardziej dociekliwie w ubraniach i faktycznie znalazłam kilka genialnych perełek, które do teraz są w mojej szafie, oraz znajdują się w rankingu ulubionych rzeczy w pierwszej dziesiątce 🙂

Wypady „na ciuchy” do dzisiaj dają mi dużo fun’u, ale tylko jak idę z Rycerzem albo koleżanką i tylko, kiedy mam minimum godzinę na spokojne przeglądanie wieszaków. Wcale nie czuję się gorsza posiadając kilka ubrań z „ drugiej ręki” – wręcz przeciwnie, cieszę się, że udało mi się kupić coś za śmieszne pieniądze i nadaje się to do codziennego użytku.

Często spotykam się z memami, na których dziewczyny są obrażone, złe na partnera, ponieważ On w ramach przeprosin proponuje Jej jedzenie, a tej, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przysłowiowy foch przechodzi. Potem przypomniałam sobie, że ze mną jest tak samo „wiejska z sosem czosnkowym” i BACH, po problemie, odpuszczam Ci Twe WINY. Mówią o nas, o kobietach, jako o skomplikowanej, zagmatwanej płci, a tu rozwiązanie jest takie banalne.

Natomiast przypominam sobie momenty, w których Rycerz miał swego FOCHA i kanapka nie zadziałała :),  więc idąc tym tropem – Babeczki, kto ma momentami gorzej  -MY, czy nasi Rycerze?

Fot. Mariusz Pietrzak

Miłego wieczorku,

Wasza Dora