/Późne popołudnie i smartfon. Kamil Pietrzak pisze felieton…

Późne popołudnie i smartfon. Kamil Pietrzak pisze felieton…

Późne popołudnie; posilony późnym obiadem, koncypuję, pod sklepieniem czaszki, jak aktywnie i twórczo oraz możliwie tanio, spożytkować te resztki – okruchy słonecznej pogody, które dzień serwuje nam tuż przed zmierzchem.

Niesiony tą myślą, czy też podmuchem wiatru, który wdarł się do pokoju przez uchylone okno, ubieram jeansy, już ciut starte; narzucam na siebie kurtkę – również ciut startą i jeansową. Łapię smartfona, którego bateria dogorywa, podłączam słuchawki i odpalam skocznego hard rocka. Zamykam drzwi, zbiegam schodami z klatki.

Już na dworze, bez zarysu, choćby mglistego, miejsca w jakie się udam, ruszam przed siebie… nogi już same prowadzą mnie ścieżką, która biegnie wzdłuż potoczka odgradzającego Osiedle Centrum od ulicy Cieszyńskiej. Tuż przy rozwidleniu dróg, przekraczając drewniany mostek, skręcam w lewo.

Idę osiedlem domków jednorodzinnych, sytuowanym na pagórku, przy ulicy Jana Wantuły i Pięknej. Osiedle jest spokojne i niemal wyludnione – jak to zwykle bywa. Mijam ciemnobrązowe płotki, zielone tuje, białe i szorstkie fasady segmentów jednorodzinnych. Wiosenny wicherek, niby zadziorny kompan, targa i rozwiewa gęstą grzywkę, ze słuchawek sączy się; rytmiczne tap tap perkusji; energiczne brummm gitary prowadzącej.

Na horyzoncie malują się tęgie bloki osiedla Manhatan – kiedyś jasnoszare, teraz odświeżone w różnokolorowe trójkątne wzory u podstawy i szczytu elewacji. Prawdziwa gratka dla koneserów Modernizmu i konstrukcji z tzw. „wielkiej płyty”. Jest tu zdecydowanie tłoczniej i gwarniej, przestępuję na drugą stronę ulicy. I odnogą, wiodącą przez ulicę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, skręcam w lewo, schodząc na brukowany chodniczek tuż przy ulicy Spacerowej. Stamtąd odbijam w prawo po przekątnej w stronę Jelenicy.

Owa Jelenica, u podnóża góry Czantorii, to krajobraz nad wyraz spokojny i przyjemny, jak i atrakcyjna baza turystyczna. Można znaleźć tu: dom wczasowy, ośrodek wypoczynkowy, pokoje do wynajęcia, kempingi, ville… a nawet usługi związane z samochodami – koniec dygresji.

Przechodzę pod wiaduktem, rozglądam się w poszukiwaniu różnorakich kadrów… mam do wyboru: drzewa, gałązki, niebo, żółty mostek. Robię parę przymiarek, jednak znaki drogowe i kable psują kompozycję – szkoda zachodu, idę dalej.

W końcu chodniczek zawija się w prawo, prowadząc lekko pod górkę, aż nagle się urywa i pozostaje mi maszerować dalej poboczem. Mijam zakład produkcji wód mineralnych oraz napojów: Ustronianka Sp. z o.o. Maszeruję cały czas przed siebie, przestępuję potoczek i samotny domek na obrzeżach lasku u podnóża Małej Czantorii. Kroczę ściółką leśną, usłaną mchem, kamieniami, martwymi liśćmi – coś przykuwa moją uwagę…

 

Wkomponowana pośród kawałków kory, brunatnych listków i patyczków, w szarobiałym uśmiechu, szczerzy się do mnie żuchwa – swoiste memento mori natury. Uśmiecham się też, ale w duszy i snuję myśl, że utrwalę informację za pomocą przetwornika w aparacie smartfona – zapiszę te pośmiertne tchnienie zwierzęcia.

 

Słońce opada za horyzont; ostatnie promyki płoną zza gałęzi. Chwytam więc za jeden z wielu martwych listków i przykładam do obiektywu, cedząc przezeń ostatnie okruchy dnia – nim ten zgaśnie we śnie.

Fot. Kamil Pietrzak

(KP)