/Olga Szomańska: „Jestem przede wszystkim sobą”

Olga Szomańska: „Jestem przede wszystkim sobą”

Dnia 30 grudnia 2018 roku odbyło się VII „Pogorskie kolędowanie”. W Pogórzu wystąpiła Olga Szomańska. Miałam przyjemność rozmawiać z artystką. O koncercie, wyjątkowej płycie „Kolędowa” oraz o fenomenie serialu „M jak miłość”.

Po raz pierwszy rozmawiałyśmy w 2015 roku, na kilka dni przed koncertem we Wrocławiu, podczas którego wykonała Pani z Andrea Bocellim utwór „Vivere”. Co idealnie wkomponowuje się w naszą rozmowę, kilka dni temu pokazała Pani zdjęcia z występu na swoim Instagramie. Jak wspomina Pani ten wyjątkowy wieczór?

Był to naprawdę wyjątkowy wieczór. Nie często zdarza się, żeby Andrea Bocelli wybierał kogoś do duetu. Znalazłam się w gronie tak wspaniałych wokalistek jak Barbra Streisand i Celiné Dion. To dla mnie wielkie wyróżnienie.

Jak w kilku słowach podsumowałaby Pani zmiany, które nastąpiły w Pani życiu zawodowym od momentu naszej pierwszej rozmowy?

Od tego czasu wydarzyło się bardzo wiele. Rozwinęłam się muzycznie. Ukończyłam prace nad drugą solową płytą, którą mam zamiar wydać. Zakończyłam etap produkcyjny tego, co we mnie było. Mam tu na myśli kompozycję piosenek, czas zbierania i pisanie tekstów. To bardzo ważny czas dla mnie. Wystąpiłam na wielu różnych koncertach, miałam okazję m.in występować na Światowych Dniach Młodzieży.

fot. Łukasz Darłak

Aktorka, czy wokalistka? Które z tych określeń najtrafniej opisuje Panią w tej chwili?

Jestem przede wszystkim sobą. Najważniejsze jest dla mnie śpiewanie. Tak naturalne, jak oddychanie.

Mam wrażenie, że jedno i drugie. (Śmiech.) Dzisiaj spotykamy się w Pogórzu, gdzie zaśpiewała Pani podczas Pogorskiego Kolędowania. Zaprezentowała Pani repertuar swojego koncertu „Kolędowa”. Czy ma Pani wśród wszystkich kolęd, pastorałek i zimowych piosenek swoje ulubione?

Tak. Przez cały czas trwania koncertu mówię o swoich ulubionych kolędach, tłumaczę jaką mają dla mnie wartość. Bardzo dużo jeżdżę z „Kolędową” po Polsce. Gdybym miała śpiewać coś, czego nie lubię, nie miałoby to sensu. Oddaję się temu w pełni, więc bardzo lubię utwory, które wykonuję.

„Kolędowa” to nie tylko zimowa trasa koncertowa, ale także płyta, której okładkę sama Pani zaprojektowała. Skąd pomysł na projekt? Co było dla Pani najważniejsze podczas jego tworzenia?

Najważniejsza podczas tworzenia okładki płyty była dla mnie miłość do ludzi. Chciałam podzielić się nie tylko cząstką tego, co na niej jest. Tu wszystko jest zrobione ręcznie, w formie prezentu. To podarunek dla słuchacza.

fot. Piotr Serafin

Koncert i kolędy to jedno, ale nie możemy przejść obojętnie obok tematu serialu „M jak miłość”, gdzie brawurowo od 5 lat wciela się Pani w rolę Marzenki. Co najbardziej lubi Pani w swojej postaci?

Najbardziej lubię to, że jest nieprzewidywalna. Podsłuchuje, czasem nawet intryguje, ale uwielbiam ją za to, że bardzo kocha Andrzejka.

Wasz serial w listopadzie stał się pełnoletni. (Śmiech.) Czy zanim trafiła Pani do obsady, zdarzało się Pani oglądać „Emkę”?

fot. Piotr Serafin

Oczywiście. Kiedy „M jak miłość” wchodziło na anteny, w TVP emitowane były tylko trzy inne seriale – „Na dobre i na złe”, „Złotopolscy” oraz „Klan”, a to właśnie bohaterowie „Emki” stali się mi bliscy.

W czym w Pani odczuciu zawarty jest fenomen serialu „M jak miłość”?

Fenomen serialu „M jak miłość” zawarty jest w pokazywaniu codzienności. Co prawda teraz jest sporo wątków sensacyjnych, co trochę od niej odbiega, ale serial niezwykle się rozwija.

Spotykamy się w oparach świątecznej atmosfery. Ma Pani swój ulubiony film, do którego wraca Pani w każde święta? Kevin sam w domu? (Śmiech.)

Do „Kevina” wróciłam po latach. Bardzo lubię film „To właśnie miłość”.

fot. Piotr Serafin

Jak z perspektywy zawodowej ocenia Pani mijający 2018 rok? To był bardzo dobry rok dla Pani (Śmiech.)

To był niezwykle twórczy rok. Wydarzyło się wiele dobrych rzeczy.

fot. Łukasz Darłak oraz Piotr Serafin

Rozmawiała Mariola Morcinková