/Mikołaj Roznerski: „Żyję tym, co tu i teraz”

Mikołaj Roznerski: „Żyję tym, co tu i teraz”

 Jeden z  najpopularniejszych aktorów młodego pokolenia. Patrząc na Niego, można pomyśleć, że to bezkompromisowy twardziel. Jednak już chwila rozmowy wystarczy, by przekonać się, że Mikołaj to wrażliwy, pełen pasji, pokory oraz uroku  osobistego facet, który pod płaszczem mięśni kryje artystczno – romantyczną duszę.
Opowiedział o swoich najnowszych projektach i planach na przyszłość. 

Spotykamy się przy okazji spektaklu  „Piękna Lucynda” . W tej sztuce wcielasz  się w postać Adama. Co możesz o nim opowiedzieć? 

Hrabia Adam to przykład bohatera romantycznego, który cierpi z  miłości.  Nie jest to  jednak typowe cierpienie werterowskie. Mój bohater to bowiem  postać  komiczna, która przez swoją głupotę, niedomówienia oraz plotkarstwo traci  miłość swojego życia.

Co było najtrudniejsze podczas  przygotowań do roli Adama?

Najtrudniejsze dla mnie było śpiewanie. Nigdy nie uważałem siebie za świetnie śpiewającego aktora. Ostatnio ze śpiewaniem miałem styczność w szkole teatralnej na drugim roku studiów. Już wtedy  mój śpiew nie dawał mi powodów do radości. (Śmiech.)  W „Pięknej Lucyndzie” dodatkową trudnością było to, że musiałem połączyć właśnie śpiew z tańcem i grą aktorską. Było to dla mnie bardzo stresujące oraz trudne.

No, ale od  premiery „Pięknej Lucyndy” minęły już trzy   miesiące, otrzymała ona świetne recenzje czy mimo to  stres przed wyjściem nad scenę nadal Ci towarzyszy? 

Oczywiście, że  mi towarzyszy ponieważ, to jest w dalszym ciągu dla mnie zmaganie się, walka ze swoimi słabościami, niedoskonałościami.Muszę przyznać, że  każdy spektakl jest trudny. Są  w nim pewne rytmy i schematy, których nie można pomylić, bo się wszystko wali… Jak ja popełnię jakiś błąd  albo jak, któryś  z kolegów pomyli się, to potem musimy  odnaleźć się w muzyce tego tekstu, żeby odpowiednio podać to widzowi.  Nawet drobne  pomyłki powodują, że  sztuka traci swój urok. Poza tym,  jak sama widziałaś, ja jestem przez większą część  spektaklu na scenie. To  dla mnie ogromny wysiłek fizyczny i emocjonalny.  Ja przez te dwie godziny z hakiem   występuję w  rajstopach. Jak schodzę ze sceny po  pierwszej części,  to mi słabo, jestem cały mokry, a mam jeszcze w głowie to, że muszę za chwilę  wrócić  do gry i zaśpiewać trzy   piosenki.  W tym „Spotkanie w łazienkach”. W przypadku tego utworu, jeśli ktoś się pomyli – chociaż jednym słowem, to  możemy sobie zaśpiewać potem tylko jednogłośnie „dadada”.

Po prostu zawsze jest spektakl pełen wrażeń, emocji. Nigdy nie wiemy, co się wydarzy.

Zdradź zatem, jakie masz sposoby na walkę ze stresem, tremą sceniczną?

Nie wiem, czy mam sposoby.  Nie czuję   tremy na scenie, tylko przed  wyjściem na nią. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to jest taka umiejętność  doświadczonego aktora, żeby  ten stres obrócić   w korzyść  tego, co można pokazać na scenie. Po prostu ważne  jest, by tą stresującą  energię zamienić w przyjemność z gry na scenie. Uspokaja mnie też  myśl, że nawet, jak pójdzie coś nie tak,  to my – aktorzy  wiemy o tym, ale nie wie tego widz.  No chyba, że zdarzy się coś spektakularnego, że nie wiem, nie wyjdę z tej dziury, ktoś mnie tam zamknie albo Sylwek Maciejewski kopnie mnie nogą, gdy wyskakuję z tego kosza.

(Śmiech.) No, ale na to wpływu już nie mamy. To właśnie za tą nieprzewidywalność kocham teatr. Jest to cudowne miejsce! Żywe,  pełne emocji i niespodzianek.

To prawda. Jakie była najśmieszniejsza wpadka podczas „Pięknej Lucyndy”?

Ostatnio  Piotrowi Gąsowskiemu po raz kolejny  wypadł mikrofon! On się wystraszył, zdezorientował. Na  nasze nieszczęście działo się to, gdy wykonywaliśmy nasz najtrudniejszy utwór, przy którym zawsze się ktoś myli. Gąs  pomieszał wszystko, zrobił to z takim komizmem oraz urokiem, że my wszyscy  nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się śmiać.

Kończąc już temat ,, Pięknej Lucyndy”, powiedz, co podczas przygotowań do tego spektaklu podobało Ci się najbadziej?

Podobała mi się precyzja reżysera – Eugeniusza Korina.  To z jaką dokładnością  pracował nad kolejnymi etapami spektaklu i to czego od nas wymagał  było naprawdę imponujące.  Dzięki niemu  mam  świadomość, że  jestem w  świetnym zespole porządnego, zawodowego teatru warszawskiego.

Życie aktora, to nie tylko teatr, Ty podczas  wakacji miałeś okazję pracować na planie serialu o Agnieszce Osieckiej. Wcielisz się w nim w postać Wojciecha Frykowskiego. Jak czujesz się w roli tak legendarnej postaci?

Świetnie. Wojciech Frykowski to niezwykle ciekawa, barwna postać. Był to biznesmen, producent filmowy, człowiek stworzony do robienia interesów, prywatnie  bezgranicznie kochał Agnieszkę Osiecką.  Pociągało go w niej to, że była wykształcona, wyrafinowana i miała   ten swój świat. Pobrali się, ale  im  niestety nie wyszło. Finalnie, jak pewnie wiesz, historia Frykowskiego  skończyła się  tragicznie. To dla  mnie ogromny zaszczyt i radość, że mogę brać udział w tym projekcie i wcielać się  w takiego faceta, jakim był Frykowski! Poza tym cudowne  pracuje mi się na planie. Mam to szczęście współpracować z takim reżyserem jak Michał Rosa. Jest on dla mnie  autorytetem, jego uwagi  do mnie trafiają. Mam nadzieję, że serial ten osiągnie sukces i spodoba się widzom.

Jak wyglądały przygotowania do tej roli?

Moje przygotownia polegały na tym, że poczytałem sobie o Frykowskim, później na podstawie zebranych informacji stworzyłem sobie jego obraz w głowie. Co ciekawe ostatnio, gdy byłem na planie w Łodzi,  podszedł  do mnie jeden z aktorów, który- jak się potem  okazało był serdecznym przyjacielem Frykowskiego. Zapytał się mnie czy miałem kontakt z kimś z rodziny Frykowskiego. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie.Ten aktor powiedział mi , że to niesamowite, bo identycznie jak mój bohater  poruszam się, macham rękami. To był dla mnie wielki komplement. Podbudowało mnie to!  W takich momentach czuję, że moja praca ma sens.

Kiedy możemy spodziewać się  premiery tego serialu?

Myślę, że pojawi się na wiosnę. Wiem, że zdjęcia jeszcze się nie zakończyły, będą realizowane w miesiącach zimowych.  Mimo to już  teraz zapraszam Państwa do oglądania serialu o Agnieszce Osieckiej z moim skromnym udziałem.

Podczas wakacji pracowałeś także na planie filmu „Jak poślubić milionera”. W kogo wcielisz się w tej produkcji?

Nie mogę za bardzo mówić o  tym projekcie, produkcja prosiła mnie o dyskrecję. Chcemy zrobić widzom niespodziankę. Mogę powiedzieć tylko tyle,  że „Jak  poślubić milionera” to komedia romantyczna. Będzie opowiadała o niespełnionych marzeniach głównej bohaterki, w którą wciela się Małgosia Socha.Jeśli chodzi o mój wątek, to moimi filmowymi partnerkami są  Małgorzata Foremniak oraz Justyna Steczkowska.    Premiera już w listopadzie. Zapraszam Państwa do kin.

„Jak poślubić milionera” to  kolejna komedia romantyczna. Jak sądzisz w czym tkwi fenomen tego gatunku?

Myślę, że sukces tego typu  produkcji taki tkwi w tym, że dominuje w nich  lekkość, można się pośmiać,  oderwać od otaczającej rzeczywistości i co najważniejsze uwierzyć w piękną, wyidealizowaną miłość, której nam na co dzień brakuje. Komedia romantyczna to bardzo trudny i specyficzny gatunek. Ma wielu przeciwników, jak i zwolenników. Ja uwielbiam komedie romantyczne, zarówno polskiej jak i zagraniczne. Moja ulubiona to ,,Notting Hill”- to piękna historia, z cudowną obsadą. Mogę ją oglądać setki razy i nigdy mi się nie znudzi. Za  każdym razem, gdy ją oglądam wywołuje we mnie te same emocje.

A propos komedii romantycznych, w mediach stale pojawiają się doniesienia, że pojawi druga część  kultowych ,, Porad  na zdrady”. Wiesz coś na ten temat?

Tak, to prawda – powstanie druga część tej komedii. Z tego co wiem obecnie pisany jest scenariusz, więc zanim „Porady na zdrady 2” pojawią się w kinie minie jeszcze trochę czasu.

Jeśli pojawi się propozycja tego, abyś ponownie wcielił się w postać Macieja Woltyńskiego, to przyjmiesz ją?

Myślę, że tak, ale najpierw muszę zapoznać się ze scenariuszem. Dopiero wtedy będę mógł podjąć ostateczną decyzję.

Co do kontynuacji filmowych hitów, słyszałam,  że  w planach jest stworzenie drugiej części filmu  „7 rzeczy których nie wiecie o facetach”. Podobnobędzie ona nosiła tytuł „8 rzeczy których nie wiecie o facetach”, a jej premiera jest przewidziana na 10 stycznia 2020 roku. Dostałeś może propozycje wzięcia udziału w tym projekcie?

Tak, dostałem, ale na razie za bardzo nie mogę o tym mówić, ponieważ scenariusz jest  w fazie przygotownia.

A są jakieś role, których nigdy nie zgodziłbyś się zagrać?

Nie potrafię odpowiedzieć Ci  na to pytanie. To tak jakbyś zapytała mnie, co mnie spotka  w przyszłości. Tego nie wiemy. Żyję tym, co tu i teraz. Obecnie jestem aktorem, gram, ale za kilka lat może się zdarzyć tak, że będę np. taksówkarzem.  Mam taką zasadę w życiu ,, Nigdy  nie mów nigdy”. Stale  czekam na to, co przyniesie mi los, staram się też   cieszyć z tego,  co mam i pokornie patrzeć w przyszłość. Tyczy się to też właśnie propozycji, które otrzymuję. Weryfikuję je na bieżąco.

A co decyduje o tym, że przyjmujesz rolę?

Przyjmuję role, które przyniosą mi radość , sprawią,że  poczuję satysfakcję.Wybieram  też propozycję, które wiem, że będę umiał zagrać, nie biorę czegoś, co wiem, że mi nie wyjdzie i mnie przerośnie. Poza tym rola musi być ciekawa, interesująca dla mnie. Ważne by mój nowy bohater miał jakąś  cząstkę ze mnie, musi nas łączyć jakaś wspólna cecha, nie da być się całkiem oderwanym od postaci, bo wtedy nie jest ona autentyczna. W każdym bohaterze trzeba najpierw znaleźć jakąś  prawdę, a później dopiero użyć walorów aktorskich.

Czy tak popularny aktor jak Ty, uczęszcza na castingi czy propozycje same do Ciebie napływają?

Jeśli mam być szczery, to ten proces rekrutacji wygląda różnie, ale tak, oczywiście,  chodzę na castingi.  Rolę  do serialu o Osieckiej  dostałem właśnie  dzięki udziałowi w castingu, natomiast rolę w filmie „Jak poślubić milionera”  zaproponowano mi bez udziału w castingu. Ostatnio też wraz z Piotrem Stramowskim byłem na castingu do „Ultraviolet2”. Starałem się  o rolę policjanta, jednak nie  dostałem jej, otrzymał  ją Piotrek. Ja natomiast wcielę się w innego bohatera. My -aktorzy cały czas walczymy o  wszelakie role i nasze być, nie być w  tym świecie.

A jaka jest Twoja wymarzona rola?

Nie mam wymarzonej roli. Moim zdaniem każda rola jest ciekawa,  tylko trzeba  z niej wyłuskać coś niesamowitego. Myślę, że nawet z najnudniejszego bohatera można coś wydobyć.

Rozmawiając z Tobą, nie mogę nie zapytać o serial ,, M jak miłość”. Co w nowym sezonie wydarzy się w życiu Marcina?

Marcin prowadzi teraz rodzinne, spokojne życie. Sielanka  nie potrwa długo, ponieważ Artur ciągle  będzie mieszał w życiu mojego bohatera i Izy. Ponadto będą musieli oni zmierzyć  się też  z  nowym oponentem. Jak to w serialu – muszą  być emocje. Z jednej strony Marcin tworzy szczęśliwą rodzinę , ale w jego życiu pojawi się ktoś nowy. No, ale więcej nie mogę zdradzać,niech dalsze losy Marcina będą niespodzianką dla widzów. Czy będzie ona miła, to się okaże już niebawem!

Jakie są Twoje plany zawodowe na najbliższe miesiące?

Niedawno  wróciłem z wakacji. Trudno mi się odnaleźć w tej rzeczywistości, która tak nagle na mnie spadła. Jestem już po spektaklach „Pięknej Lucyndy”, od razu wróciłem też  na plan , „Emki”. Teraz wezmę również  udział w dużej społecznej kampanii reklamowej.                                Mam więc  zobowiązania marketingowe. Poza tym to czeka mnie jeszcze 12 dni zdjęciowych na planie wspomnianego serialu o Agnieszce Osieckiej. Dodatkowo  gram w czterech spektaklach. Parę dni temu  odbyła  się oficjalna premiera,,Niemego kelnera” . Zagraliśmy wcześniej kilka przedpremierowych sztuk, by zobaczyć jak się ona przyjmie. Po oficjalnej premierze, ruszymy w trasę, mamy zaplanowane 100 miast. Dostałem także od pewnego producenta  propozycję zagrania w nowej sztuce. Nie wiem, co z tego wyjdzie. Czy znajdę na ten projekt siły i czas. Jeśli chodzi o seriale,  to zagram w nowej produkcji ,, Na horyzoncie” . Będzie to serial kryminalny. Być może wcielę się  w nim policjanta. Także tej pracy mam dużo obecnie, cieszę się z tego, ale są takie momenty, kiedy chciałbym odpocząć.

A jak widzisz siebie za 10 lat? Może wtedy dasz radę trochę odpocząć.

Też mam taką nadzieję, że uda mi się za 10 lat odpocząć (Śmiech.) Poza za  tym za 10 lat będę mieć 47 lat. Pewnie będę mieć większy brzuch, na razie staram się nie zapuścić, bo żyje zdrowo i aktywnie. Za 10 lat będę też  miał więcej zmarszczek,  mniejsze oczy, będę bardziej siwy, bo już siwieje – widzę to.  Myślę, że będę też bardziej doświadczony, spokojny, będę   czerpał mnóstwo radości. No, ale nigdy nie wiemy, co przyniesie los, dlatego lepiej jest żyć tym, co jest tu i teraz. A obecnie mam mnóstwo  powodów do zadowolenia. Jestem szczęśliwym ojcem, partnerem. Spełniałam się również zawodowo. Jednym  moje szczęście się podoba, innym nie. Stram się tym nie przejmować, tylko robić swoje.

fot. zdjęcia nadesłane

Rozmawiała DS