/Michał Czernecki: „Spotkania z czytelnikami są dla mnie małymi spektaklami”

Michał Czernecki: „Spotkania z czytelnikami są dla mnie małymi spektaklami”

Przed X Kosmicznym Meczem Siatkarsko – Koszykarskim w Jastrzębiu – Zdroju miałam przyjemność rozmawiać z Panem Michałem Czerneckim. Tematów naszej rozmowy było wiele. Poruszyliśmy m.in kwestię serialu „Diagnoza” i książki „Wybrałem życie”.

Spotykamy się przed X Kosmicznym Meczem w Jastrzębiu – Zdroju. Jak wyglądały Pana przygotowania do dzisiejszej imprezy?

Nie przygotowywałem się w żaden sposób do tego wydarzenia. W siatkówkę nie grałem ponad dwa lata. Odnowienie kontaktu z tym sportem jest dla mnie ogromną frajdą. Kiedyś trenowałem częściej.

fot. zdjęcie nadesłane

Co jest dla Pana najważniejsze w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka?

To jedyna inicjatywa, która cieszy się tak ogromnym i powszechnym zaufaniem społecznym. WOŚP bezwzględnie łączy ludzi.

Po raz pierwszy rozmawialiśmy w 2013 roku. Jak podsumowałby Pan w kilku słowach zmiany na tle zawodowym, które nastąpiły w Pana życiu od tego momentu?

(Śmiech.) To zmiany na dobre. Zyskałem możliwość wyboru propozycji, które przyjmuję. W czasie o którym rozmawiamy musiałem mierzyć się z pewnego rodzaju zawodowym nadmiarem. Zawsze jednak lepiej jest mierzyć się z nadmiarem, niż z niedoborem.

Gdyby miał Pan wyszczególnić jedną rolę, która od tego czasu była dla Pana najważniejsza, na którą mogłoby paść?

Mam wrażenie, że jest to doktor Sadzik z „Diagnozy”. Ta rola bardzo dużo zmieniła w moim życiu. Dokonała ona rzeczy w moim jeszcze do niedawna niezachwianym poczuciu – niemożliwej. W świadomości widzów wygumowała rolę Huberta z „Pierwszej miłości”, z którą byłem kojarzony najczęściej.

fot. zdjęcie nadesłane – kadr z jednego ze spotkań Michała Czerneckiego z czytelnikami

Tak myślałam, że Piotrek Sadzik jest dla Pana ważny. (Śmiech.) Ma na to wpływ również fakt, że podczas wcielania się w tę postać może Pan rozmawiać po śląsku?

Możliwość rozmawiania po śląsku jest dla mnie bonusem. Od Ślązaków, którzy oglądają „Diagnozę” wiem, że z każdym sezonem „godomy“ coraz lepiej. To promocja śląskiej kultury i języka. W telewizji ogólnopolskiej zrobiono coś takiego pierwszy raz na tak szeroką skalę.

Czyim pomysłem było wprowadzenie śląskich dialogów do serialu?

To była w zasadzie moja inicjatywa. Zaproponowałem, żeby śląskiego było więcej. Produkcja na to przystała.

Nabycie jakich umiejętności okazało się konieczne, by mógł Pan wiarygodnie wcielać się w rolę lekarza?

Wątków zawodowych u Piotrka jest stosunkowo niewiele. Nazewnictwa medycznego i wykonywania poszczególnych czynności uczymy się na bieżąco.

fot. Latający Kowal

Co okazało się najtrudniejsze?

Bardzo forsownym zadaniem okazało się dla mnie np. trzymanie haków. Oczywiście, ja miałem łatwiej, bo wykonywałem to na specjalnie spreparowanym fantomie, ale dla lekarzy musi to być bardzo ciężka praca fizyczna.

Jak radzi Pan sobie z przyswajaniem nazewnictwa medycznego?

Nie radzę sobie. (Śmiech.) Jak każdy. To czasami dosyć trudne i zupełnie niezrozumiałe, ale zawsze do opanowania.

Nie rozmawiajmy o samych serialach. (Śmiech.) Nie można przejść obojętnie obok książki „Wybrałem życie”. Kiedy pojawił się u Pana pomysł na jej wydanie?

Pomysł był we mnie od dawna. Kiedy przy okazji wywiadu dla portalu WeMen.pl spotkałem na swojej drodze Monikę Sobień pomyślałem, że albo zrobię to z Moniką, albo nie dojdzie do napisania mojej książki jeszcze przez długi czas. Na szczęście wszystko się udało. Książka została wydana i sądząc z odzewu wielu osób dobrze się ją czyta.

Co podczas procesu tworzenia książki było dla Pana najważniejsze? Ma Pan w niej swój ulubiony / najważniejszy fragment?

Najbardziej lubię te lekkie fragmenty, dotyczące pracy. Cała książka jest ważna.

Wiele osób po przeczytaniu „Wybrałem życie” przyznaje, (choćby w internecie), że Pana książka pomaga w walce z depresją. Do Pana również dochodzą takie opinie?

fot. zdjęcie nadesłane – Michał Czernecki i Monika Sobień

Być może pomaga ludziom sięgnąć po pomoc i przyznać się do tego, że wobec pewnych spraw jesteśmy po prostu bezradni. To bardzo dużo. Jedna z czytelniczek poprosiła mnie o numer do mojego terapeuty. Próbuje poskładać swoje życie. Niezależnie od tego czy to się ostatecznie uda, moje rachunki z poczuciem sensu powstania tej książki uważam za wyrównane i zamknięte.

Co dają Panu spotkania z czytelnikami?

Spotkania z czytelnikami są dla mnie małymi spektaklami. To bardzo przyjemna i inspirująca wymiana energii. Na takie spotkania przychodzą ludzie, którzy chcą tam być. Wyjeżdżam z nich zawsze w lepszej kondycji niż przyjechałem.

Na zakończenie porozmawiajmy o filmie „Miłość jest wszystkim”. Co opowiedziałby Pan o swoim bohaterze?

W filmie „Miłość jest wszystkim” swoją rolę dostałem w momencie, kiedy był już kręcony. Dokoptowałem do obsady w jakiś sposób awaryjnie. W tym kontekście zabawnym wydaje się fakt, że po raz pierwszy moje zdjęcie jest na plakacie filmu i to nawet w jego centralnym miejscu. Film bardzo mi się podobał. Wyszło nam coś fajnego. Nie tania komedyjka.

Lubi Pan oglądać siebie na szkalnym ekranie, czy zalicza się Pan do grona tych aktorów, którzy tego nie lubią? (Śmiech.)

Coraz bardziej lubię. Z reguły jest tak, że na ekranie widzę to, co sobie zamierzyłem. Na tle zawodowym jestem zadowolony z miejsca, w którym obecnie się znajduję.

Rozmawiała Mariola Morcinková

fot. Latający Kowal oraz zdjęcia nadesłane przez Michała Czerneckiego