/Maria Pawłowska: „Każda postać ma coś ze mnie”

Maria Pawłowska: „Każda postać ma coś ze mnie”

Rozmowa z Marią Pawłowską – jedną z najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia. Artystka sympatię widzów zdobyła dzięki takim serialom jak „Lekarze na start”, „Leśniczówka”, czy „M jak Miłość”. Pawłowska opowiedziała o studiach w Akademii Teatralnej i o codzienności aktorów. Zdradziła też, co wydarzy się w życiu Ani w kultowej „Emce”.

Zacznijmy od początku – jak to się stało, że zdecydowała się Pani zdawać do Akademii Teatralnej?

Miałam bardzo wiele planów na przyszłość, łącznie z zostaniem tłumaczem symultanicznym w Parlamencie Europejskim 🙂 Aktorstwo było jednym z nich, ale nie wiedziałam, czy się do tego nadaję. W drugiej klasie liceum zdecydowałam się pójść do pani Doroty Zięciowskiej, która na wstępnej konsultacji mówi wprost, jakie szanse ma dana osoba na dostanie się do państwowych Szkół Teatralnych, gdzie panuje bardzo ostra selekcja kandydatów. Pani Dorota oceniła mnie pozytywnie, to dodało mi energii i wiary w swoje możliwości. Ponadto zaczęłam też uczęszczać do niej na zajęcia i zaraz po maturze dostałam się do AT w Warszawie. Ot, taka moja historia.

Jak  wspomina Pani czas spędzony w Akademii Teatralnej w Warszawie?

Studia aktorskie są bardzo absorbujące. Nie ma dni wolnych, zajęcia są codziennie mniej więcej od 8 do 19-20, w soboty do 15. Po zajęciach i w niedzielę robi się próby scen, układów choreograficznych, pracuje się też indywidualnie nad głosem, ciałem. To był wyczerpujący czas, ale taka intensywność pracy dobrze przygotowuje do zawodu aktora, w którym również ciężko o wolną chwilę dla siebie. Poza tym zajęcia są trochę magiczne, jak z Hogwartu 🙂 pełno jest egzotycznych nazwy takich jak: „impostacja”, „plastyka ruchu”, „elementarne zadania aktorskie”, czy po prostu szermierka lub taniec. Oczywiście jest też teoria, jednak w szkole teatralnej stawia się najbardziej na praktykę. Studia aktorskie przypominają uczenie się czarów, a czasami obronę przed czarną magią. (Śmiech.)

Brzmi naprawdę enigmatycznie i interesująco. Musi mieć Pani mnóstwo ciekawych i zabawnych wspomnień z czasu studiów…

Mnóstwo. Z perspektywy osoby z zewnątrz całe te studia są dość zabawne. (Śmiech.) Jednak te najzabawniejsze momenty chyba muszą pozostać moją małą tajemnicą zawodową.

Obecnie jest Pani coraz bardziej popularną aktorką – widzowie mogą Panią oglądać w kultowym serialu ,,M jak miłość” oraz w nowej produkcji TVP ,,Leśniczówka”. Gra Pani także w spektaklach teatralnych. Uznać można zatem, że osiągnęła Pani zawodowy sukces. Jakich rad udzieliłaby Pani osobom, które chcą zdawać do Akademii Teatralnej oraz tym, którzy są na początku kariery aktorskiej? Jaka jest recepta na sukces wedle Marii Pawłowskiej?

Nie wiem, czy w tym zawodzie można uznać cokolwiek za receptę. Ja wierzę w to, że każda praca i wysiłek włożony w realizację marzeń daje piękne owoce, chociaż czasem nie te, których spodziewalibyśmy się.

Jak już wspomniałam ma Pani na swoim koncie wiele wspaniałych kreacji telewizyjnych i teatralnych. Ciekawi mnie, jaka rola spośród z tych, które Pani odegrała jest dla Pani najważniejsza?

Zdecydowanie Daga z ,,Lekarzy na start”! To była bardzo odważnie napisana postać! Dodatkowo dostałam wolną rękę w jej tworzeniu. Reżyserzy i producenci byli otwarci na najbardziej szalone pomysły aktorów, co zwykle dawało naprawdę fajny efekt. Do tego spędziłam mnóstwo czasu na planie ze wspaniałymi ludźmi, którzy tworzyli ten serial! To niezapomniany czas!

A do której z odegranych postaci jest Pani najbardziej podobna?

Każda postać ma coś ze mnie i ja też uczę się czegoś od bohaterów, w których mam okazje się wcielać. To, co gram ma do pewnego stopnia wpływ na mój charakter na codzień, dlatego myślę, że częścią pracy aktora jest nauka, które emocje są „twoje”, a które pochodzą od postaci.

Ma Pani jakąś rolę marzeń? Czy jest jakaś postać, w którą chciałby się Pani w szczególności wcielić?

Raczej nie mam postaci, w którą chciałabym się w szczególności wcielić. Uwielbiam za to pracę w musicalach i spektaklach muzycznych! Tuż po studiach miałam okazję zrealizować kilka przedsięwzięć utrzymanych w tej konwencji i muszę przyznać, że to takie moje małe pragnienie, by ponownie wystąpić w jakimś musicalu czy spektaklu muzycznym.

Lubi Pani siebie oglądać na małym i wielkim ekranie?

Nie znoszę patrzeć na swój utrwalony wizerunek. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio uczę się dystansu do siebie i oglądania swojej pracy z pozycji „dobrego doradcy”, już nawet nie jestem zażenowana własną osobą (Śmiech.)

Często aktorzy nie potrafią określić czy wolą grę w teatrze czy w serialach i filmach? Jak to wygląda u Pani?

Aktorzy zwykle kochają i to i to, bo są to zupełnie różne doznania. Ja również nie potrafiłabym wybrać jednej drogi. Ponadto, my – aktorzy zwykle robimy wiele rzeczy poza pracą na planie i w teatrze. Czasami wynika to z konieczności, dlatego że ten zawód jest po prostu bardzo trudny i często wiąże się z niskimi zarobkami… Trzeba, więc kombinować – dubbingujemy, prowadzimy warsztaty, organizujemy swoje projekty. Jeśli o mnie chodzi, kocham takie życie jako całość, mimo, że czasami nie jest łatwo.

No właśnie, zawód aktora wydaje się wielu osobom barwny, łatwy i przyjemny. Jednak wiąże się on z ciągłymi castingami, brakiem prywatności, krytyką… Czego najbardziej nie lubi Pani w swoim zawodzie?

Tego, czego w ogóle nie lubię w życiu, czyli oceniania. Wielu ludzi ma bardzo zerojedynkowy sposób odbierania rzeczywistości… Takie osoby czują potrzebę krytykowania wszystkiego, co nie wpisuje się w ich światopogląd. Dotyczy to również postaci z filmów i seriali, a także aktorów, którzy wcielają się w te postacie. O ile wypowiadanie niepochlebnych komentarzy o bohaterach fikcyjnych jest moim zdaniem ok, to często zdarza się też, że widzowie nie oddzielają świata fikcji od rzeczywistości i łączą danego aktora z jego rolą… Przez to atakują np. nasz wygląd, umiejętności aktorskie. Robią to tylko dlatego, że nie popierają działań fikcyjnej osoby, którą widzą na ekranie. Pocieszające jest jednak to, że coraz bardziej się to teraz zmienia – dzięki social mediom widzowie mogą obserwować nas na co dzień i zobaczyć nasze prawdziwe oblicze…

Skąd czerpie Pani siłę, by pokonywać trudności napotykane na aktorskiej drodze?

Siłę czerpię głównie z myśli, że cała moja rodzina bardzo we mnie wierzy 🙂 Pomaga mi też świadomość, że wykonywanie tego zawodu nie jest dla mnie jedyną opcją w życiu. Jeśli będzie mi w nim źle, to zawsze mogę pójść w inną stronę.

Rozmawiając z Panią, nie mogę nie poruszyć tematu serialu ,,M jak miłość”. Jak potoczą się dalsze losy pani bohaterki Ani?

Relacje Ani i Marcina bardzo zacieśni się w nowym sezonie. Ania będzie miała okazję zrewanżować się za to, co do tej pory narozrabiała. Bardzo pomoże Marcinowi w walce z Arturem, który będzie miał coraz to okrutniejsze pomysły…

To znaczy że Ani uda się ostatecznie zdobyć serce Marcina?

Na razie ta historia nie ma końca, więc nie wiadomo, co wydarzy się ostatecznie. Myślę, że sytuacja nie jest prosta dla żadnej ze stron i od pewnego momentu żadne rozwiązanie nie będzie w stu procentach dobre.

Nie raz spotkałam się z takim stwierdzeniem, że ekipa ,, M jak miłość ” jest jak jedna wielka rodzina. Czy faktycznie tak jest?

Na większości planów filmowych czy serialowych ludzie bardzo zżywają się ze sobą. Spędzamy razem nawet po 12h dziennie. Dlatego każdy plan wytwarza swój klimat i tak – w pewnym sensie każdy przypomina wielką rodzinę. W ,,M jak miłość „również tak jest.

Z kim z ,,Emkowej” rodziny zżyła się Pani najbardziej?

Nie mam jednej takiej osoby. Pracujemy dwiema ekipami i w każdej spotykam wspaniałych ludzi.

Z Mikołajem Roznerskim, który wciela się miłość Pani bohaterki spotkała się już Pani na planie filmu ,,Karuzela” . Czy łatwiej gra się z osobami, które zna się już wcześniej?

Pewnie! Myślę, że chyba w każdej pracy łatwiej i miłej się pracuje, jeśli ma się kogoś znajomego w pobliżu.

Ma Pani okazje grać także z małym aktorem – Stasiem Szczypińskim. Jak pracuje się Pani
z tym uroczym czterolatkiem? Jaka jest Pani zdaniem różnica w pracy z dzieckiem,
a graniem z dorosłym człowiekiem?

Dziecko nie daje się kontrolować i nikt nie może go zmusić do wykonania konkretnych rzeczy. Przebywanie na planie ma być dla niego zabawą, a nie obowiązkiem. Dlatego wszyscy musimy dostosowywać się do tego, co Stasiu zaproponuje 🙂 Czasami jest świetnie nastawiony i wykonuje wszystkie zadania, które wymaga dana scena, a czasami ma zupełnie inny pomysł i wtedy nawet musimy zmienić na bieżąco scenariusz. Zawsze zaczynamy pracę od ujęć z dziećmi, więc jeśli zrobią jakieś nieoczekiwane ruchy, np. założą czapkę na twarz, to musimy zapamiętać,
w którym momencie to się stało i później za każdym razem (kiedy dzieci już nie widać) reagować tak, jakby właśnie ta czapka została założona. Nie wiem, czy da się to jaśniej wytłumaczyć (Śmiech.)

Niewiele wiadomo o Pani życiu prywatnym. Co lubi Pani robić w wolnych chwilach?

Przede wszystkim muszę te wolne chwile mieć, co wcale nie jest proste. Jeśli nie pracuję na planie albo w teatrze, to prowadzę warsztaty teatralne lub realizuję filmy i inne projekty razem z moim mężem – Michałem Poznańskim. Czas wolny potrafi mi się bardzo zmieszać z pracą. Jednak, kiedy mam czas tylko dla siebie, to spędzam go bardzo zwyczajnie, sprzątam, gotuję lub po prostu daję się ponieść słodkiemu lenistwu. Muszę przyznać, że właśnie takich zwykłych czynności najbardziej mi brakuje na co dzień! Ponadto moją pasją są również podróże – bardzo lubię czasem gdzieś pojechać i odpocząć od codzienności.

 

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Muszę przyznać, że nie planuję za bardzo życia.

W jakich projektach będzie można Panią oglądać w najbliższym czasie?

Już 3 września odbędzie się premiera Teatru TV „Fryderyk”, w którym zagrałam siostrę Fryderyka Chopina, Ludwikę. Obecnie pracuję również na planie najnowszej serii „W rytmie serca”.

fot. Zdjęcia z archiwum prywatnego Marii Pawłowskiej

Rozmawiała DS