/Magdalena Zawadzka: „Zachowuję w pamięci tylko dobre chwile”

Magdalena Zawadzka: „Zachowuję w pamięci tylko dobre chwile”

Przed spektaklem „Śmiertelna pułapka” w Cieszynie miałam przyjemność rozmawiać z Panią Magdaleną Zawadzką. O podróżach, roli szczęścia w codziennym życiu i książce „Moje szczęśliwe wyspy”.

Jest tyle tematów, na które można z Panią rozmawiać, że długo zastanawiałam się, od czego zacząć naszą rozmowę. Chciałabym zacząć od książki „Moje szczęśliwe wyspy”, wydanej w kwietniu 2017 roku. Nie sposób pominąć fakt, jak wielką jest Pani miłośniczką podróży. Czy tytuł nawiązuje do tego faktu?

Tak, tytuł nawiązuje do tego, że kocham podróże.

Chciałabym zapytać Panią o miejsce, które ostatnio Panią zachwyciło. Dlaczego?

Zachwycają mnie wszystkie miejsca do których się wybieram, ponieważ są dla mnie nowością. W książce „Moje szczęśliwe wyspy” piszę o tych wyspach, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Są nimi Islandia i Mauritius.

Dlaczego Islandia? Dlaczego Mauritius?

Islandia zachwyciła mnie swoją niezwykle ciekawą florą i fauną, obyczajami oraz przepięknym krajobrazem w którym są piękne pola, wspaniałe jeziora polodowcowe, wulkany i gejzery. Bardzo ciekawa jest też obyczajowość ludzi i ich tradycyje, które nie zmieniły się chyba od ponad tysiąca lat.

Podróż marzeń Magdaleny Zawadzkiej na ten moment to…

Moją podróżą marzeń jest Argentyna. Nigdy jeszcze nie byłam w Ameryce Południowej a o Argentynie czytałam, że jest Paryżem Ameryki Południowej. Może ciągnie mnie argentyńskie tango. (Śmiech.) Nie wiem, ale Argentyna jest tak daleko, że musi być zupełnie inna od tego, co znam.

Czyli odległość również Panią motywuje…

Tak. Jestem ciekawa ludzi, świata i wszystkiego, co inne.

Czy oznacza to, że z reguły decyduje się Pani na dalekie podróże?

Nie, bo na przykład ostatnio byłam na Elbie, która wcale nie jest tak daleko od Polski. Jestem bardzo ciekawa świata, a jeszcze nie widziałm tylu krajów, że za każdym razem, kiedy tylko czas pozwala, staram się nadrabiać wszystkie zaległości i wyruszam w podróż.

Podróżuje Pani również po Polsce?

Tak, zarówno prywatnie jak i zawodowo.

Pani książka to nie tylko podróże, ale też sentymentalne wspomnienia. Co w pisaniu „Moich szczęśliwych wysp” było dla Pani najważniejsze? Na co najbardziej zwracała Pani uwagę podczas procesu jej powstawania?

Najważniejsze były dla mnie te wspomnienia, które mogą być ciekawe zarówno dla tych, którzy przeżyli to, co ja, jak i dla tych, którzy nie znają świata w którym ja wzrastałam. Są to przeważnie dobre wspomnienia. Bez względu na to, jak było i co było, zachowuję w pamięci dobre chwile. Pielęgnuję w sobie dobro, które spotykało mnie przez całe życie.

Jest pełna dobrych emocji i wspomnień. Czy znajduje Pani w niej fragment, który jest dla Pani w pewien sposób szczególny? Czego dotyczy?

Nie wartościuję w ten sposób. To, co jest najważniejsze w moim życiu niekoniecznie musi być opisane. Niech to zostanie we mnie.

Są także anegdoty. Czym kierowała się Pani wybierając te, które zostaną opublikowane?

Anegdoty zawsze łączą się z tym, o czym piszę.

Czy jest szansa na kolejną książkę w Pani dorobku?

Napisałam już trzy wspomnieniowe książki. „Gustaw i ja” to książka, która najbardziej mnie dotyka, ponieważ napisałam ją w krótkim czasie po śmierci mojego męża, Gustawa Holoubka. „Taka jestem i już” jest bardziej otwarta na różnego rodzaju wspomnienia i na mnie samą. A „Moje szczęśliwe wyspy” to wyspy wspomnień, które są w mojej jaźni, we mnie i zaznaczone są również na mapie. Czy zdecyduję się na napisanie czwartej książki? Podkreślam, że nie jestem pisarką zawodową. To, co piszę jest rodzajem amatorskiej zabawy w pisanie. Jeżeli jest przez ludzi akceptowana i czytana, jest to dla mnie największym komplementem. By napisać czwartą książkę, muszę zebrać myśli. Ta była wydana tak niedawno, niespełna rok temu. Na razie robię to, co potrafię najlepiej, czyli gram jako aktorka.

Przejdźmy jednak do kolejnego tematu. Jest Pani osobą niezwykle pozytywnie nastawioną do ludzi i świata. Skąd czerpie Pani radość życia?

Z siebie. Nikt nie musi nakręcać mnie w tej kwestii. Cali jesteśmy w naszym umyśle i głowie.

Mam wrażenie, że Polacy nie zawsze umieją cieszyć się chwilą. Uważa Pani, że każdy dzień może być dobrym, bo wszystko zależy tylko od nas samych?

Nie wszystko zależy od nas, bo są okoliczności, które nas przytłaczają, ale od nas zależy jak się w tych okolicznościach odnajdziemy.

Jaka jest Pani recepta na udany dzień?

Trzeba się cieszyć każdą dobrą chwilą. I tak, jak napisałam w książce – Często duże szczęście długo nie przychodzi albo wcale, ale małych szczęść jest po drodze bardzo dużo. Trzeba je dostrzegać i nimi się cieszyć.

Nawet pogoda za oknem może być źródłem naszej frustracji, czy radości. Może być zimno i brzydko, ale można odnaleźć w tym dniu również piękno.

Dzisiejszy dzień też jest dla Pani udany. Rozmawiamy w Teatrze w Cieszynie, a o 18tej zagra Pani w sztuce komediowej „Śmiertelna pułapka”. To inteligentnie i zabawnie opisana historia misternie zaplanowanego morderstwa. Jak w kilku słowach opisałaby Pani swoją bohaterkę?

Moja bohaterka jest postacią drugoplanową, ale niesłychanie ważną dla całej akcji. Jest osobą wyjątkową, choć nie zdradzę, na czym jej wyjątkowość polega. Takich ludzi nie ma na świecie zbyt wielu. Jest całkowicie inna, co jest najważniejszą nicią tej intrygi.

Komedia, czy kryminał? Czego jest tu więcej?

Według mnie jest to kryminał, który ma bardzo dużo elementów ogromnego zaskoczenia i komediowości. Często wybucha się śmiechem, ale później okazuje się, że akcja wcale nie jest śmieszna. Cały czas rośnie napięcie i dramatyzm tego, co się dzieje.

Mówi się, że komedia jest najbardziej lubianym gatunkiem publiczności, ale jednocześnie najtrudniejszym gatunkiem do grania. Jest Pani tego samego zdania?

Też tak uważam. Jest łatwiej wywołać u widzów płacz, czy smutek, niż ich rozbawić.

W jakich jeszcze sztukach można Panią obecnie oglądać?

„Lilka cud miłości” o życiu Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, wspaniała opowieść. Są jeszcze dwa spektakle – „Pocztówki z Europy” (Och Teatr) oraz „Pan Jowialski” (Teatr Polonia).

Fot. z archiwum prywatnego Magdaleny Zawadzkiej

                                                                                                        Rozmawiała Mariola Morcinková