/Kamilla Baar – Kochańska: „Oglądam produkcje z moim udziałem. W ten sposób uczę się siebie”

Kamilla Baar – Kochańska: „Oglądam produkcje z moim udziałem. W ten sposób uczę się siebie”

W ramach 21. festiwalu Kino na granicy / Kino na hranici miałam przyjemność rozmawiać z Panią Kamillą Baar – Kochańską. O festiwalu Kino na granicy, spotkaniach czeskiego i polskiego kina, filmie „Kamerdyner” oraz serialu „Echo serca”.

Po raz pierwszy rozmawiałyśmy w 2012 roku, minęło więc od tego momentu naprawdę dużo czasu. Czy da się w kilku słowach opisać zmiany, które zaszły w Pani zawodowym życiu?

fot. zdjęcie nadesłane

Trzeba to wszystko prześledzić, przeanalizować. Nie zastanawiam się nad tym w tym momencie.

Spotykamy się w ramach festiwalu Kino na granicy. Jaki jest Pani stosunek do tego rodzaju imprez?

Jest wspaniale. To spotkanie polskiego i czeskiego kina, więc ludzie mogą sporo dowiedzieć się o tym, czym się różnimy, a w czym jesteśmy podobni. To łączenie dwóch krajów jest fantastycznym pomysłem.

fot. zdjęcie nadesłane

To jeden z najbardziej znanych przeglądów filmowych w Polsce, a jego nieprzejednanym atutem bez dwóch zdań jest łączenie kultury polskiej, czeskiej i słowackiej. Jakie są trzy rzeczy z którymi kojarzą się Pani Czechy?

Hrabal, Kundera i…piwo. (Śmiech.)

Jakie filmy najbardziej lubi Pani oglądać z perspektywy widza? Czego Pani w nich poszukuje?

Lubię kino psychologiczne.

Czy udało się Pani obejrzeć jakieś filmy z repertuaru festiwalowego? Który zrobił na Pani największe wrażenie?

„7 uczuć”, „Słodki koniec dnia” oraz „Monument”.

Po filmie „Kamerdyner” spotkała się Pani z publicznością. Co dają Pani takie spotkania? Co jest dla Pani w nich najważniejsze?

Zawsze jestem ciekawa opinii widzów. Jak oni odebrali film, jak reagują, co czują. To jest dla mnie najciekawsze.

Proszę powiedzieć co Pani najbardziej podoba się w „Kamerdynerze” a za co w Pani ocenie widzowie najbardziej cenią ten film?

To bardzo dobre kino epickie, w którym główną rolę gra historia, na której tle toczą się losy rodziny. Uważam, że jeśli chodzi o podejmowane w nim tematy, film jest kompleksowy i kompletny.

Wcieliła się Pani w rolę Angeli von Krauss, żonę Fryderyka. Co w tej postaci było dla Pani najtrudniejsze? Jakie emocje chciała Pani przekazać widzom?

Grałam kobietę wyzwoloną, artystkę, która stopniowo popada w obłęd. To było największym wyzwaniem.

Do jakich widzów skierowany jest film?

Do wszystkich. Każdy powinien go zobaczyć.

Nie sposób pominąć w naszej rozmowie najnowszego serialu medycznego z Pani udziałem. Mowa oczywiście o „Echo serca”. To serial medyczny inny od dotychczasowych propozycji. W czym Pani zdaniem zawarta jest ta inność?

To serial medyczno – obyczajowy, który wiarygodnie oddaje szpitalną rzeczywistość.

Serial bardzo szybko zaskarbił sobie sympatię widzów. W czym tkwi jego fenomen w Pani odczuciu?

W Polsce seriale medyczne są bardzo lubiane, ponieważ lekarz jest zawodem ogromnego zaufania publicznego. Budzi ciekawość jaki jest człowiek, który ratuje życie i pomaga nam wyjść z opresji zdrowotnych. Serial jest uczciwie i dobrze zrobiony, a każda przedstawiona w nim historia jest zdarzeniem prawdziwym.

Zdarza się Pani oglądać serial? Czy spogląda Pani wtedy na siebie łaskawym okiem? (Śmiech.)

Tak. Oglądam, ponieważ w ten sposób uczę się siebie.

Rozmawiała Mariola Morcinková

fot. zdjęcia nadesłane