/Filip Bobek: „Komedię trzeba zagrać poważnie”

Filip Bobek: „Komedię trzeba zagrać poważnie”

Przed spektaklem „Selfie.com.pl” w Jastrzębiu – Zdroju miałam ogromną przyjemność rozmawiać z Panem Filipem Bobkiem. Nie tylko o rolach komediowych, ale także tych mrocznych, w które wciela się na dużym ekranie.

Spotykamy się w Jastrzębiu – Zdroju przed spektaklem „Selfie.com.pl”. Wciela się Pan tutaj w rolę Pawełka. Co opowiedziałby Pan o swojej postaci?

To singiel w zaawansowanym wieku. (Śmiech.) Nie chce dać się namówić ojcu na randki, na które ten go namawia. Ojciec wpada na pomysł założenia w sieci profilu Pawełka, ale ten sceptycznie podchodzi do tego pomysłu. Nie chce mieć dziewczyny na siłę. Woli zakochać się naprawdę. Podczas trwania całego spektaklu dochodzi do wielu śmiesznych sytuacji.

Jak wyglądały prace nad spektaklem? Jak długo trwały?

fot. ze strony www.selfie.com.pl

Prace nad spektaklem trwały około trzech miesięcy, był to bardzo intensywny czas. Staraliśmy się, aby wyszło dobrze. Mam nadzieję, że spektakl wszystkim się spodoba.

To spektakl komediowy. Wielu aktorów w rozmowie ze mną zwykło przyznawać, że komedia jest najtrudniejszym gatunkiem sztuki do zagrania dla aktora. Czy zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem? W czym Pana zdaniem zawiera się ta trudność?

Tak uważam. Jeśli gramy coś komicznego, w pewnym momencie przestaje to być śmieszne. Sztuką jest, aby komedię zagrać bardzo poważnie, ponieważ moim zdaniem udaje się wtedy osiągnąć najfajniejszy efekt. To najbardziej wciąga widza. Uważam, że widza trzeba w sposób nienachalny wciągnąć w opowiadaną przez nas historię.

Tematyka spektaklu idealnie wpasowuje się w dzisiejsze realia, albowiem mowa w nim o mediach i portalach społecznościowych. Jakie jest Pana podejście do mediów społecznościowych?

Uwielbiam media społecznościowe, ale niosą też pewne niebezpieczeństwo. My pokazujemy go w nieco komiczny sposób, ale takie podszywanie się jest na porządku dziennym. Nigdy nie wiemy, kto podaje się za nas w sieci. To jest bardzo niebezpieczne.

Wnioskuję, że dobre, ponieważ na Instagramie jest Pan bardzo aktywny. (Śmiech.) Czym najchętniej dzieli się Pan z sympatykami w sieci?

Wszystkimi zdjęciami, które robię. Kiedy spada moja aktywność na Instagramie, dużo osób na to reaguje. Przerwy spowodowane są tym, że mam dużo pracy. Nie wrzucam byle czego, ale przede wszystkim to, co podoba się moim fanom. Zawsze reaguję na feedback. To bardzo żywy Instagram. (Śmiech.)

Idąc tym tropem, może uda się Panu przytoczyć najczęstsze pytanie, które otrzymuje od swoich fanów?

fot. ze strony www.selfie.com.pl

Chyba nie ma takiego, które pojawia się najczęściej.

Można także podzielić się takim, które przez swoją orginalność zapadło w Pana pamięci. (Śmiech.)

Nic nie przychodzi mi teraz do głowy.

Przejdźmy o krok dalej w naszej rozmowie. W Teatrze wciela się Pan w bohaterów komediowych, ale jeśli chodzi o produkcje telewizyjne, tu jest Pan przeważnie obsadzany w rolach mrocznych. (Śmiech.) Czy wcielanie się w bohatera „z rysą lub jak kto woli – po przejściach – jest dla Pana z perspektywy zawodowej bardziej atrakcyjne?

Takie wyzwania są super. Nie jest do końca tak, że jestem obsadzany tylko w mrocznych rolach, ale ostatnie faktycznie takie były. Jeśli chodzi o Marcina z „Na dobre i na złe” jest to bohater zupełnie inny od wszystkich lekarzy z Leśnej Góry. Dla mnie wcielanie się w takiego bohatera jest bardzo atrakcyjne, ponieważ to zupełne przełamanie charakterów, które kreowałem do tej pory.

Marcin jest człowiekiem, któremu scenarzyści chyba najczęściej ingerują w wątek. Raz jest dobry, raz zły. (Śmiech.)

Z perspektywy widza jest dla mnie postacią raczej negatywną. A Pan jak to odbiera?

Bardzo go lubię. Zagubił się, nie ma wsparcia wśród bliskich. Nie dzieli się swoją przeszłością, ale zawsze pojawia się czarna ręka, która wciąga go w otchłań. On za nią idzie.

Nabycie jakich umiejętności okazało się dla Pana koniecznością, by mógł wiarygodnie wcielać się w postać lekarza?

To, czego nie znoszę najbardziej – przyswajanie terminologii medycznej. (Śmiech.) Uważam, że jest pioruńsko trudna. Nie jestem lekarzem i mam prawo nie używać pewnych zwrotów, których nie rozumiem. (Śmiech.)

Tak myślałam. (Śmiech.) Czy uda się Panu przytoczyć dwa najtrudniejsze terminy?

Nie. Nie ma takiej możliwości. Moja głowa wypiera tę wiedzę. (Śmiech.)

W serialu „W rytmie serca” także wciela się Pan w raczej negatywnego bohatera. Co opowiedziałby Pan o Piotrze Nowackim, bracie Weroniki? Wyjdzie na prostą?

Nie, Piotr wcale nie jest negatywnym bohaterem. Mało się uśmiecha, bo dużo przeszedł. Był policjantem, został niesłusznie oskarżony, siedział w więzieniu. Od życia dostał w kość.

Jak z perspektywy zawodowej ocenia Pan mijający 2018 rok?

Bardzo fajnie. (Śmiech.) Dużo jeździliśmy ze spektaklem, ale powinniśmy jeździć jeszcze więcej. (Śmiech.) To był intensywny, dobry czas, również na planie, nie tylko w teatrze.

fot. ze strony selfie.com.pl

Rozmawiała Mariola Morcinková