/Ewelina Dyda: „Pisarstwo od zawsze mi towarzyszyło”

Ewelina Dyda: „Pisarstwo od zawsze mi towarzyszyło”

Rozmowa z Eweliną Dydą, pisarką, której książki magnetyzują tak, że nie sposób się od nich oderwać. Opowiedziała o tym, jak wygląda praca nad książką. Zdradziła też, skąd czerpie inspiracje. Ewelina w bohaterach swoich kryminałów odnajduje cechy gwiazd ze świata filmu i muzyki…

Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisarstwem?

Właściwie odkąd pamiętam, to pisarstwo zawsze gdzieś mi towarzyszyło. Już w szkole podstawowej uwielbiałam język polski i prace domowe, których celem było napisanie jakiegoś teksu, im bardziej kreatywnego tym lepiej. Trochę inaczej wyglądało to w szkole średniej, gdzie główny nacisk był jednak na to, aby wiedzę wykuć na blachę i potem ją zawrzeć w wypracowaniu lub w wypowiedzi ustnej. Ale zarówno szkoła podstawowa i średnia to jeszcze nie był ten czas, kiedy zaczęłam podejmować właściwe próby pisarskie. Ten czas przyszedł dopiero na studiach, gdy napisałam kilka opowiadań. Choć i tu były to raczej teksty do szuflady, do pokazywania tylko nielicznym osobom, znajomym. Potem skończyłam studia i długo nic nie pisałam, ale za to starałam się dużo czytać. Czytanie stało się moją pasją i to z niej narodziły się marzenia o podjęciu kolejnego kroku, czyli tym razem napisaniu czegoś swojego, ale nie do szuflady, lecz książki, którą mogłabym wysłać do wydawcy, a potem oddać w ręce czytelników.

Marzenia jednak się spełniają. Dlaczego zdecydowałaś się pisać kryminały? Czy współpraca z portalem o tematyce kryminalnej przyczyniła się do tego?

Wśród książek, po które zaczęłam sięgać znalazło się mnóstwo kryminałów. Głównie z tego względu, że to obecnie najpopularniejszy gatunek, dużo się w nim dzieje i byłam po prostu ciekawa o co cały ten szum. Czytałam zarówno autorów zagranicznych jak i krajowych, współczesnych i klasyków gatunku. Jednocześnie był to czas, kiedy działałam recenzencko. Pisałam między innymi dla Portalu Kryminalnego, więc czytanie kryminałów było też po części z mojej strony zajęciem zawodowym. Ale też bardzo się wówczas tym gatunkiem zafascynowałam, jego różnorodnością i możliwościami. Myśląc o napisaniu czegoś swojego, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że będzie to właśnie kryminał, gatunek, który sama lubię i który da mi możliwość napisania nie tylko powieści gatunkowej, ale także takiej, w którą wplotę również elementy miejskiego realizmu, czy poruszę aktualne problemy społeczne. Kryminał idealnie się do tego nadawał. Myślę, że po części do takiego wyboru przyczyniła się też współpraca z Portalem Kryminalnym. Współpracując z nimi przeczytałam naprawdę sporo kryminałów.

Jak wygląda u Ciebie proces twórczy? Jakie są etapy powstania książki wedle Eweliny Dydy?

Na początku pojawia się pomysł. Czasem dotyczy problemu, który chciałabym w książce poruszyć, czasem od razu pojawia się pomysł na intrygę, a innym razem to pojedyncze sceny, opisy, początkowo ze sobą nie powiązane, ale w jakiś sposób inspirujące do snucia dalszej historii i tworzenia powiązań między nimi. Ważnym etapem jest również gromadzenie informacji na temat, który chce się poruszyć, odwiedzanie miejsc, gdzie chce się umieścić akcję. U mnie zwykle odbywa się to jednocześnie z etapem pisania. Robię również notatki, tworzę plany, spisuję dialogi, które potem umieszczam w odpowiednim miejscu w książce. Nigdy jednak nie trzymam się kurczowo stworzonego wcześniej planu i jeśli w trakcie pisania wpadnie mi do głowy zupełnie inny pomysł na poprowadzenie danego wątku, to nie mam oporów przed wprowadzeniem zmian. Ważnym etapem są również poprawki, kiedy książka jest już napisana, ale nie do końca jestem ze wszystkiego zadowolona, wtedy siadam nad gotowym tekstem i poprawiam go dotąd, aż spełni moje oczekiwania.

Który z tych etapów jest najbardziej eksytujący, a który wyczerpujący i żmudny?

Bardzo ekscytujący jest początek pracy nad książką. Kiedy w głowie pojawiają się pierwsze pomysły, wszystko jest świeże, nowe i wzbudza ogromny zapał. Ma się wtedy poczucie, że w sensie dosłownym i przenośnym stoi się nad czystą, białą kartą, przed nowym początkiem, i że jest się zdolnym do stworzenia czegoś naprawdę wielkiego. Drugim ekscytującym etapem jest oczywiście skończenie książki, wydanie i przekazanie jej do rąk czytelnika. Niemniej ekscytujące jest także czekanie na pierwsze czytelnicze wrażenia, czy spotkania z czytelnikami. Ale pomiędzy jest oczywiście ten żmudny etap, czyli praca nad książką. Nie zawsze ten początkowy entuzjazm daje się utrzymać w trakcie całego procesu pisania. Podejrzewam, że wówczas wiele osób odpada, nie kończąc książki. Wtedy przydają się takie cechy charakteru jak konsekwencja, pracowitość, cierpliwość. To trochę tak jak ze sprawami uczuciowymi. Większość odpada, kiedy mija etap fascynacji i szuka wrażeń z inną osobą. Natomiast żeby zbudować coś wartościowego, trzeba pracy, wysiłku, cierpliwości.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Ze wszystkiego, co mnie otacza, bo zainspirować może naprawdę wszystko. Jakaś z pozoru błaha sytuacja, strzęp rozmowy usłyszany gdzieś na mieście. Inspirują również przedmioty, rzeczy materialne, które można użyć w powieści w formie rekwizytu. Tak było w przypadku ostatniej książki, czyli „Przychodzę nie w porę”, do napisania której zainspirowała mnie książka wypożyczona z biblioteki. Występuje w powieści zarówno jako rekwizyt, ale też ma wpływ na całą kryminalną intrygę. Skoro już przy książkach jesteśmy, to oczywiście inspiruje mnie również literatura. Wciąż staram się sporo czytać, choć zauważam też, że im więcej piszę, tym mam mniej czasu na lekturę dla przyjemności. Ale coś za coś. Moje dwie powieści mocno wyrastają z tradycji literackiej, a dokładniej z czarnego kryminału. Posługuję się określoną konwencją, która ma swoje charakterystyczne elementy, ale wszystko to efekt moich wcześniejszych lektur. Literatura więc, obok życiowych sytuacji, również stanowi dla mnie ważny punkt odniesienia i przestrzeń inspiracji. Podobnie zresztą jak film.

Wiem, już skąd czerpiesz inspiracje, ciekawi mnie jeszcze,  kto z pisarzy jest dla Ciebie autorytetem? Masz jakiegoś ulubionego autora kryminałów?

Moi ulubieni autorzy to przede wszystkim klasycy czarnego kryminału. Jeśli spojrzymy na współczesną literaturę kryminalną, to zauważymy, że niemal u każdego autora gdzieś pobrzmiewa echo klasyki, nawet jeśli dany autor sam nie jest tego świadomy. To, co w dzisiejszych kryminałach jest popularne, ma swoje źródło w amerykańskim czarnym kryminale. Oczywiście zostało przetworzone w różny sposób, dodano mu charakterystyczne dla danego obszaru elementy, kryminalistyka poszła do przodu, to również uwzględniają współcześni autorzy, ale postać śledczego zawsze gdzieś tam ma chandlerowski rys. Nawet jeśli dla odmiany jest to kobieta, czy nawet wtedy, gdy autor decyduje się swojego bohatera wykreować na postać bez problemów alkoholowych, czy rodzinnych, bo wówczas jest to tworzenie opozycji do bohatera-samotnika z nieułożonym życiem osobistym, czyli wciąż odnoszenie się jednak do bohatera chandlerowskiego. Te klisze są obecnie tak popularne, zarówno wśród autorów jak i czytelników, że na dobrą sprawę nie trzeba nawet znać Chandlera, aby stworzyć kryminał bazujący na elementach, których ten wybitny pisarz był jednym z prekursorów. I właściwie odpowiedź na Pani pytanie już mi wyszła – moim ulubionym pisarzem, gdybym miała wymienić tylko jednego, jest Raymond Chandler. W moich powieściach nawiązuję do niego, do konwencji, którą wypracował i robię to całkowicie świadomie. Oczywiście nie można zapomnieć o Dashiellu Hammetcie, bo to on właściwe był prekursorem gatunku, ale z kolei Chandler wyniósł ten gatunek nieco wyżej, sprawiając, że stał się on czymś więcej niż kryminałem, bo jego twórczość jest też po prostu dobrą literaturą. Mimo że Hammetta również cenię, to gdybym miała wybierać, to jednak na pierwszym miejscu byłby Chandler.

Tarnobrzeg, czyli miasto, w którym mieszkasz jest także miejscem akcji rozgrywających  się zdarzeń w Twoich książkach. Jak mieszkańcy Tarnobrzega zareagowali na to, że  ich miasto zostało opisane w kryminale? Z jakimi opiniami się spotkałaś?

Opinie mieszkańców, które do mnie wciąż docierają są bardzo pozytywne. Dostaję miłe wiadomości z życzeniami dalszych sukcesów oraz wyrazy zadowolenia po lekturze. Bardzo mnie to cieszy, bo oznacza, że książki nie popadają w próżnię, że są czytane, podobają się. I przyznam szczerze, że bardzo mnie to motywuje, bardzo sobie cenię takie gesty ze strony czytelników. Oczywiście książki pewnie nie wszystkim przypadają do gustu, ale to zupełnie normalne, nie można zadowolić wszystkich. Poza tym to niesamowite, że wyrazy wsparcia dostaję od osób, które tak na dobrą sprawę mnie nie znają, no może tylko poprzez książki. Jeśli kiedykolwiek uda mi się osiągnąć większy sukces, na pewno będę pamiętała te wszystkie osoby, osoby, które już na początku entuzjastycznie zareagowały na moje książki i od początku mi dopingowały. O takich sprawach pamięta się do końca życia.

Czyli można powiedzieć, że jesteś już rozpoznawalna?

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że bardziej niż osobą rozpoznawalną jestem osobą skromną, głównie skoncentrowaną na pisaniu i pracy nad tym, aby moje pisanie było coraz lepsze. I częściej niż o sobie, wolę opowiadać właśnie o pisaniu. A w świecie, gdzie nawet pisarz musi się zachowywać jak wojownik, być medialny i ciągle o sobie przypominać, to nie zawsze jest pożądane. Żyjemy w rzeczywistości, kiedy nawet słabe książki się dobrze sprzedają tylko dlatego, że autor lub autorka potrafią zrobić szum wokół siebie. Niemniej jednak znam też wagę promocji w procesie popularyzowania książki i osoby autora, więc nie uciekam od tego. Staram się brać udział w spotkaniach autorskich, jestem otwarta na wszelkie propozycje, które przyczyniają się do spopularyzowania mojej twórczości. To skutkuje tym, że w moim mieście jestem rozpoznawalna. A fakt, że obydwie powieści zostały wydane w dużym ogólnopolskim wydawnictwie sprawia, że na pewno także duża część czytelników literatury kryminalnej, jeśli jeszcze nie czytała, to przynajmniej słyszała o tarnobrzeskim cyklu kryminalnym z detektywem Jakubem Rauem.

Na Twoim profilu w social mediach spotkałam się z postem, w którym napisałaś, że znany aktor, Mikołaj Roznerski bardzo kojarzy Ci się z Jakubem, głównym bohaterem książki. Skąd takie porównanie?

Kiedy kreowałam tę postać tak na dobrą sprawę nie miałam w głowie żadnego pierwowzoru jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Wiedziałam tylko tyle, że Kuba Rau jest wysoki, przystojny, ma ciemne włosy i oczy, których tęczówka jest tak ciemna, że niemal zlewa się ze źrenicą. Taki opis Kuby zawarłam w notatkach jeszcze przed przystąpieniem do pisania pierwszej książki, czyli „Złej waluty”. Natomiast już po napisaniu drugiej, zatytułowanej „Przychodzę nie w porę”, spacerując po moim mieście, natrafiłam na plakat na słupie z afiszami kinowymi. Jeden z nich informował o komedii romantycznej, która miała być puszczana w tarnobrzeskim kinie. Mikołaj Roznerski grał w nim jedną z głównych ról i jego zdjęcie znajdowało się na afiszu. Wtedy mnie olśniło. Pomyślałam, że tak właśnie wizualnie może wyglądać mój bohater, że Mikołaj Roznerski idealnie pasuje do kreacji Jakuba Raua.

Czy jest jeszcze ktoś ze znanych osób, przypominających bohaterów Twoich książek?

Właściwie troje bohaterów wykreowałam, nadając im cechy wyglądu znanych osób. Komisarz miejscowej policji przypomina Jerzego Stuhra, ale z racji wykonywanego zawodu komisarz starzeje się mniej szlachetnie – tak zauważa Kuba w „Przychodzę nie w porę”. Stąd również ksywa policjanta, który w rzeczywistości nazywa się Walery Orłowski. Olga Lewicka-Haddad urodę ma po Monice Bellucci. To postać, która jest niezwykle seksowna i ma na celu trochę zbałamucić Kubę. Z taką urodą z powodzeniem jej się to udaje. Mamy również Konrada, adoratora Danuty, u której Kuba wynajmuje pokój. Ta postać z kolei wykreowana została na podobieństwo George’a Clooneya. Posłużyłam się tymi zabiegami, aby czytelnik mógł bardziej unaocznić sobie bohaterów moich powieści.

Prawdziwa plejada gwiazd. Skoro w sławnych osobach odnajdujesz swoich bohaterów, może przyszedł czas na ekranizację Twoich powieści?

Myślę, że każdy autor, nawet ten początkujący, marzy skrycie o ekranizacji swoich utworów. Nie będę się krygować i przyznam się do tego, że i ja też mam takie marzenia. To niezwykłe móc zobaczyć film na podstawie własnej książki, przekonać się jak reżyser i aktorzy interpretują postacie, które ja gdzieś tam wykreowałam w swojej wyobraźni. Muszą się jednak znaleźć ludzie, którzy chcieliby się podjąć takiego przedsięwzięcia. Wszystko jest jeszcze przede mną. Nawet jeśli teraz to odległe marzenia, to i tak myślę, że warto marzyć. Dwa lata temu o tej porze kończyłam pierwszą książkę i do jej wydania była jeszcze długa droga. Dla kogoś moje plany mogły się wówczas wydawać nierealne. Tymczasem minęły dwa lata, a ja mam na koncie już dwie wydane książki.

Pisanie książek traktujesz bardziej jako spełnienie marzeń, czy pracę?

I jedno i drugie. Pisanie to moja pasja. Pisząc i otrzymując potem nowiutki, świeżo wydany egzemplarz książki, czuję, że spełniam marzenia. Ale też nie ukrywam, że jest to także moja praca, która wielokrotnie kosztuje mnie dużo wysiłku, pokonywania przeciwności, i chciałabym sobie ten wysiłek jakoś wynagradzać. Z jednej strony dużą frajdę sprawiają mi słowa zadowolonych czytelników, ale z drugiej dobrze by było, aby książki sprzedawały się na tyle dobrze, abym mogła spokojnie pisać, nie martwiąc się o zabezpieczenie finansowe. Na razie różnie z tym bywa. Pieniądze za książki stanowią raczej dodatkowy zastrzyk finansowy. Mam nadzieję, że z każdą kolejną książką będzie się to zmieniać, będzie przybywać kolejnych czytelników, zadowolonych i chętnych do zakupu moich książek. Naprawdę, to bardzo ważne, aby w ten sposób wspierać autorów, których się lubi. Dzięki temu mogą oni spokojnie pracować i oddawać w ręce czytelnika kolejne powieści.

Czym zajmujesz się w wolnych chwilach?

Pisanie to moje hobby. Ale oczywiście nie samym pisaniem autor żyje. Czasem trzeba wstać od klawiatury i się zresetować. Wtedy czytam, oglądam filmy, chodzę na spacery, latem uwielbiam wypady nad Jezioro Tarnobrzeskie. Lubię też od czasu do czasu wyjechać z miasta. Staram się wówczas nie myśleć o pisaniu, ale tak na dobrą sprawę nie zawsze się to udaje. Przypadkowa rozmowa, sytuacja, jakieś zdarzenie, czasem wydają mi się na tyle interesujące, że muszę od razu sięgnąć po długopis i zrobić choć szkicową notatkę.

Jakie plany na przyszłość?

Bardzo sprecyzowane. Aktualnie pracuję nad trzecią częścią cyklu kryminalnego z Jakubem Rau. Otrzymałam również ciekawą propozycję od mojego wydawcy dotyczącą napisania książki nieco innej niż moje dotychczasowe. Wstępnie się zgodziłam i prawdopodobnie gdy ukończę trzecią część, zabiorę się za tę właśnie propozycję. Mam więc dość konkretny plany jeśli chodzi o ten rok i następny.

fot. zdjęcia nadesłane

Rozmawiała DS