/Dopadł Was już szał przedświąteczny? Dora pisze…felieton!

Dopadł Was już szał przedświąteczny? Dora pisze…felieton!

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Dopadł Was już szał przedświąteczny? Mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Zdążyłam już zaliczyć kilka sklepów, wzbogacić się o jajko świeczkę, świecącego zajączka, nowy koszyczek na święconkę i tackę na owoce, oczywiście w tematyce świątecznej, a znając moją wybujałą wyobraźnię, na tym się nie skończy. Oczywiście body dla Juniora w jajka i zające są w poszukiwaniu. To nie obsesja i nie, nie kwalifikuję się na badania, to chęć stworzenia dziecku najlepszych świąt, jakie będzie miał w życiu (i tak co rok).

Pewnie znacie to z autopsji, każda matka chce być najlepszą ze wszystkich, chce mieć takie święta, jakimi maluchy będą się przechwalać między sobą w przedszkolach i szkołach. Ważne jest to, żeby nie popadać w paranoję, ani też nie starać się tylko od święta, a przez cały rok. Bo sztuka dążenia do perfekcji polega na codziennym pomysłowościom, codziennej walce z wadami oraz na pokonywaniu swoich barier i przeszkód.

Słyszeliście kiedyś o matkach, które podczas grypy leżą w łóżku, Mąż podaje im herbatę… W telewizji leci ulubiony serial… Dzieckiem zajmuje się Tatuś albo samo się grzecznie  bawi… Ja niestety rzadko tak mam, no chyba, że jest weekend i podobnie, jak Napoleon z reklamy zarządzam, iż potrzebuję święty spokój, bo jestem najnormalniej w świecie przeziębiona. Mimo tego, że zamierzony cel osiągam, to maksymalnie po godzinie wstaję z łóżka i nadrabiam zaległości z pomocą Rycerza. Nie lubię stwierdzenia, że jako matka nie posiadam możliwości odpoczynku, bo taki stereotyp nakazuje, że mam non stop być na najwyższych obrotach, do tego wszystkiego dobrze wyglądać, mieć zadbany kok, chociaż w miarę dobry makijaż, figurę modelki i do tego – dorzućmy jeszcze szczyptę uśmiechu oczywiście od ucha do ucha. TAK SIĘ NIE DA. Jeżeli jestem pełno – etatową mamuśką, to niestety Panowie, ale czasem dobrze mi wyglądać nie dobrze 🙂  Chociaż nawet, kiedy nie czeszę się cały dzień, o makijażu zapominam i do wieczora paraduję w piżamie, to Rycerz mówi, że wyglądam ślicznie, i że mnie kocha. Za to na drugi dzień, chociaż się poczeszę- ot motywacja. Ważne, byleby się tak codziennie nie zapominać, bo może to wejść w nawyk.

Ostatnie dni przyprawiły mnie o dawkę pozytywnej energii. Słoneczko, lekki wiaterek, spełnienie jednego z tych mniejszych, moich marzeń, ale to jednak zawsze marzenie, czyli posłuchania na żywo ukochanego MIKROMUSIC w Browarze. Przez  wszystkie wydarzenia zapomniałam o diecie, a zamiast tego przypomniał mi się WieśMac i McFlurry. No cóż. Czas wrócić na odpowiednie tory, bo inaczej się nie pozbędę tych kilogramów. 🙂

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora