/Dawid Czupryński: „Lubię spełniać się na każdej płaszczyźnie”

Dawid Czupryński: „Lubię spełniać się na każdej płaszczyźnie”

Młody, pełny energii i pasji aktor, znany widzom z roli Brunona Krawczyka w serialu „Na Wspólnej”. Zdradził kilka anegdot z życia zawodowego, opowiedział o marzeniach i planach na przyszłość. W rozmowie zdradza m.in o jakiej roli marzy i nad czym obecnie pracuje.

Zacznijmy od początku. Jak to się stało, że zdecydowałeś się zdawać do Szkoły Teatralnej?Było to spełnienie Twoich marzeń czy czysty przypadek?

Zawsze lubiłem być na świeczniku, lubiłem, kiedy ludzie na mnie zwracali uwagę. Generalnie lubiłem dużo hałasu robić wokół siebie.Ważne jest też to, że byłem ministrantem, uwielbiałem czytać liturgię słowa. To było coś niesamowitego, że słuchał mnie tłum ludzi! I to właśnie bycie ministrantem przyczyniło się do tego, że zdecydowałam się zostać aktorem. Bardzo miło wspominam także występy w amatorskim teatrze. I tak ta pasja do aktorstwa stopniowo rodziła się we mnie. Już w gimnazjum w mojej głowie powstał plan, żeby zdawać do szkoły teatralnej.Od początku wiedziałem, co chcę robić w życiu. Stąd pojawiałem się coraz częściej w różnych grupach teatralnych, uczęszczałem też na warsztaty aktorskie. Czas tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że aktorstwo jest tym, co chcę robić w życiu.

Kim byłbyś, gdybyś nie został aktorem?

Myślę,że byłbym informatykiem. Od dzieciństwa, kiedy dostałem swój pierwszy komputer, lubiłem przy nim majsterkować. Mogę nawet powiedzieć, że byłem takim osiedlowym informatykiem. Zawsze pomogłem znajomym, kiedy mieli jakiś problem ze swoimi komputerami. Sprawiało mi to ogromną frajdę. Kto wie, może pracowałabym teraz w jakieś bogatej, informatycznej firmie albo programowałbym jakieś aplikacje. Być może o wiele więcej zarabiałbym, może bym nawet w Polsce nie mieszkał, ale nie żałuję.

Jak wspominasz czas studiów?

To był magiczny czas! Człowiek, który osiąga swój cel, jakim jest dostanie się do szkoły teatralnej, jest z tego powodu szczęśliwy. Powiem Ci szczerze, że te 9 semestrów zleciało mi bardzo szybko. Czas w szkole teatralnej bardzo szybko leci. Pewnie dlatego, że jest intensywnie, bo zajęcia odbywają się od poniedziałku do niedzieli. Są różne próby, zajęcia, imprezy i tak w kółko. Człowiek studiuje to, co kocha, więc ten okres studiów aktorskich rządzi się zupełnie innymi prawami czasowymi.

Masz może jakieś zabawne wspomnienia z tego okresu?

Mam mnóstwo takich wspomnień. Miło wspominam Jasełka, które organizowaliśmy już na pierwszym roku studiów. Pamiętam, że grałem małego, a raczej dużego Jezuska z takim mocnym przymrużeniem oka. Pamiętam, że na pokazie przed całą szkołą kołyska, w której byłem, rozwaliła się ( Śmiech.) Miałem więc takie całkiem nietwarde lądowanie, bo spadłem na sianko. Takich anegdot jest mnóstwo. Pamiętam też wiele wyjść ze szkoły. Raz po premierze „Trzystu” urządziliśmy sobie noc Spartan. Wówczas weszliśmy na teren budowy – dosłownie jak ci bohaterowie zaczęliśmy biegać po rusztowaniach, udało nam się nawet otworzyć kopnięciem jakieś ciężkie metalowe drzwi (Śmiech.)Co jeszcze ciekawe —wrota od budowy uderzyły mnie w czoło. Po tym to uderzeniu zostałem namaszczony blizną Harrego Pottera – na szczęście śliwa i znamię z czasem zniknęły. Brzmi może groźnie, ale wszystko dobrze się skończyło…

Co sprawiało Ci największą trudność podczas nauki w szkole teatralnej?

Nie miałem nic takiego, co sprawiłoby mi jakąś szczególną trudność. Owszem potrzebowałem dużo czasu i pracy, by sobie uświadomić pewne aspekty, nabrać świadomości swojego ciała, zrozumieć, na czym ten teatr powinien polegać. Idąc do szkoły teatralnej, myślałem, że aktorstwo polega na udawaniu, z czasem zrozumiałem, że w teatrze chodzi o coś więcej.

Z kim ze znanych i wybitych postaci ze świata teatru oraz filmu miałeś okazje zetknąć się w szkole teatralnej?

Moimi wykładowcami byli m.in. Pan Krzysztof Dracz, Anna Ilczuk, Mariusz Kilian, Monika Strzępka, Paweł Demirski, Waldemar Krzystek, czy Teresa Sawicka.

Odłóżmy wspomnienia na bok, skoncentrujmy się na teraźniejszości. Właśnie jesteś w trasie z nowym spektaklem „Jaskiniowcy”. Co możesz powiedzieć o postaci Tarzana, którego się wcielasz?

Jest to chłopak, który jest osobą publiczną, wyrusza w podróż, bo chce oderwać się od rzeczywistości, zapomnieć o kobietach, problemach dnia codziennego. Jednak, jak się okazuje – wpada z deszczu pod rynnę, ale nie pokazuje, że coś mu przeszkadza.Woli zrobić z siebie głupka….

Polubiłeś tę postać?

Lubię tę postać! Mam ogromną przyjemność z jej grania, bo czuję, że daję dużo radości ludziom, rozweselam ich. A to w tym zawodzie jest dla mnie najważniejsze. Lubię też nabierać dystansu do siebie, a ten spektakl mi to umożliwia. Pierwszy raz mam okazję grać bez koszulki, także jest to dla mnie również jakieś przełamywanie lodów.

Z Markiem Rębaczem spotkasz się w pracy po raz pierwszy. Jak współpracuje Ci się z tym reżyserem?

Tak, po raz pierwszy pracuję z Markiem Rębaczem. Moim zdaniem jest to bardzo owocna współpraca. Jest ogromnym profesjonalistą, od razu przechodzi do konkretów. Zamiast prób stolikowych spektaklu od razu przechodziliśmy do praktyki. Od pierwszej próby była już scenografia i kostiumy. Także muszę powiedzieć, że praca z nim jest bardzo kreatywna. To fajny człowiek prywatnie i zawodowo. Ma ogromną wyobraźnię, dystans do siebie, świata i poczucie humoru. Bardzo dobrze mi się z nim współpracuje.

Nie da się ukryć, że dołączyłeś do obsady „Jaskiniowców” w dość szczególnych okolicznościach, zastępujesz bowiem Mikołaja Roznerskiego, który początkowo miał wcielić się w postać Tarzana. Nie bałeś się podjąć tego wyzwania? Nie miałeś obaw, że publiczność będzie nadmiernie porównywać Cię do tego aktora?

Nie sądzę, żebym zastępował Mikołaja Roznerskiego, bo moim zdaniem robi to jego serialowy kolega – Tomasz Ciachorowski. To on wskoczył na miejsce Mikołaja. Ja jestem dublerem Tomka. Każdy aktor w tym spektaklu ma dublera… Ale wracając do pytania,to nie, nie bałem się podjąć tego wyzwania, nie miałem obaw, że publiczność będzie mnie porównywać do Mikołaja. Nie jesteśmy do siebie podobni. Mikołaj jest aktorem, nota bene po tej samej szkole, co i ja. Ja robię swoje, on robi swoje. Każdy kroczy swoją ścieżką. Absolutnie nie miałem poczucia, że muszę komuś coś udowadniać. Natomiast myślę, że z Mikołajem Roznerskim spotkam się jeszcze kiedyś, gdzieś w pracy.

Przebywanie w trasie ze spektaklem daje aktorom możliwość bezpośredniego kontaktu z publicznością . Masz może jakąś zabawną, szczególnie ciekawą historię związaną właśnie z fankami?

Często jestem otoczony wianuszkiem pań, które pragną mnie uściskać, dostać autograf i zrobić sobie ze mną zdjęcie. Czasami trudno się od nich uwolnić. Ostatnio miałem taką sytuację po „Jaskiniowcach”. Wyszedłem ubrany w koszulkę i w tę skórę, którą mam założoną podczas spektaklu. Dziewczyny tak się szarpały, że rozerwały mi ten kostium. Dobrze, że miałem coś jeszcze pod spodem ( Śmiech).

Bycie popularnym, spotkania z fanami, prośby o autografy, zdjęcia są dla Ciebie przyjemnością czy raczej nieprzyjemnym „skutkiem ubocznym” bycia aktorem?

Uwielbiam to. Oczywiście wiem o tym, co wiąże się z popularnością. Na razie nie znudzilo mi się to. Uwielbiam robić zdjęcia z fanami, rozdawać autografy, wchodzić w różne interakcje z nimi.

Jaki element Twojej pracy uważasz za najmniej przyjemny? Co Cię w Twoim zawodzie męczy najbardziej?

Najbardziej mnie męczy niepewność jutra. Ten zawód to jedna wielka sinusoida. Raz jest praca, raz tej pracy jest mniej. Jesteśmy jak takie jednoosobowe firmy, które ktoś zatrudnia. Raz mamy kontrakty , ale po jakimś czasie możemy ich nie mieć. Z dnia na dzień liczba zleceń może się zwiększyć, ale też i zmniejszyć. Trzeba się zastanowić czy zadzwoni do mnie telefon czy dostanę nową propozycję, to właśnie ta niepewność jest takim nieprzyjemnym elementem pracy aktora. Nawet osoba topowa może przestać dostawać propozycje, o czym większość ludzi często zapomina.

Rozmawiając z Tobą nie mogę nie poruszyć tematu „Na Wspólnej”, czyli serialu, który przyniósł Ci największą sławę. Zdradź, proszę, co wydarzy się w życiu Twojego bohatera, Brunona Krawczyka?

Miałem teraz parę miesięcy przerwy od serialu, ponieważ była przerwa urlopowa, nie miałem też rozpisanego wątku. Natomiast już w najbliższych dniach dowiem się, co wydarzy się w życiu Brunona. Bo my studenci wracamy na plan. Bardzo się cieszę, bo stęskniłem się za tym niesfornym studentem i mam nadzieję, że mój wątek zostanie rozpisany komediowo i będę mógł dalej bawić widzów. Wszystkich fanów proszę o trzymanie kciuków i podzielenie się pomysłami rozwinięcia wątku Brunona. Możecie wysyłać wiadomości na widzowie@tvn.pl – będzie to mile widziane. Jeśli brakuje Wam Brunona,to proszę o pomoc i wysłanie maili.

Grasz w serialu, w kilku teatralnych sztukach. Powiedź, co sprawia Ci większą frajdę – występowanie w serialach i filmach czy gra w teatrze?

Lubię spełniać się na każdej płaszczyźnie. Bycie aktorem mi to umożliwia. Ale jeśli mam być szczery to wolę kamerę, plany serialowe i filmowe. Lubię tworzyć coś, co się zapisuje na lata. W teatrze nie ma takiej możliwości, oczywiści można zarchiwizować materiał spektaklu, ale to już nie to samo… Jeśli ktoś postawiłby mi ultimatum, to wybrałbym seriale i filmy, ale mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał wybierać, bo teatr to też magiczne miejsce. Każdy spektakl jest inny, jest inna energia, trzeba być skupionym i nastawionym na nowości od widzów, partnerów…

Nad jakimi projektami obecnie pracujesz? Gdzie Cię będzie można zobaczyć w najbliższym czasie?

Obecnie pracuję nad nowym spektaklem, który będzie można obejrzeć w Teatrze Komedia w Warszawie. Jest to komedia opatrzona tytułem „Apartament prezydencki”, premiera już 31 grudnia. Ponadto zrealizowałem już serial dla Canal Plus. Roboczy tytuł tej produkcji to „Zasada przyjemności”, jest to kryminał, zagrałem w nim policjanta dobrego, ale z problemami. Serial w emisji już wiosną 2019 roku. W sieci jest mnóstwo informacji na ten temat. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z nimi.

Masz może jakąś rolę marzeń?

Chciałbym zagrać czarny charakter – wcielić się w złych facetów np. w mordercę czy dilera narkotyków. Chciałbym też zagrać transwestytę – marzę o tym, by przebrać się za kobietę, założyć szpilki i spróbować poczuć się jak ona. To byłoby niesamowicie ciekawe doświadczenie aktorskie.

Na zakończenie powiedz, jak widzisz siebie za 10 lat.

Na pewno chciałbym dalej spełniać się w zawodzie aktora! Liczę, że za 10 lat będę miał na koncie już dziesiątki nowych ról. Marzę o tym, żebym dalej mógł robić to, co kocham. Poza tym chcę być piękny, sławny, bogaty – po prostu szczęśliwy i tryskający pozytywną energią. Mam nadzieję, że za 10 lat uda mam się ponownie porozmawiać i przeanalizować mój dorobek.

fot. zdjęcia nadesłane

Rozmawiała DS