Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Przypomniałam sobie wczoraj, jak Junior naciskał stopkami na moje żebra, a ja z ogarniającej mnie nudy wynikającej z siedzenia w domu nie umiałam się wyzwolić. I to ciągłe znużenie, senność- doprowadzało mnie do szału. A teraz łapię się sama na tym, jak kładąc się spać, obmyślam wyimaginowany plan, jak cudownie byłoby spędzić cały jeden dzień w zaciszu własnych myśli. Następnie uświadamiam  sobie, że po czterech godzinach nie widzenia Krasnala dostaję szału i moja głowa skupia się jedynie na przeglądaniu galerii w telefonie rozczulając się nad tym, jak on szybko rośnie, coraz więcej mówi, coraz lepiej chodzi. Więc  mimo szczerych chęci wolę jednak być w domu, trochę pomarudzić, poględzić, nie być wyspana, ale być z moimi chłopakami spokojna i szczęśliwa, że są cali i zdrowi.

Dwa dni temu byłam zmuszona wybrać się do fotografa. Nie cierpię, gdy ktoś robi mi  zdjęcia, a na dodatek wszystkie moje niedoskonałości komentuje i wyolbrzymia. Super doświadczenie, będące miodem dla moich uszu i sumienia 🙂 . 

 Trafił mi się (na domiar wszystkiego) uroczy, przesympatyczny PAN FOTOGRAF. Świetnie. Szanowny Pan na wstępie zmierzył mnie wzrokiem i stwierdził, że spróbuje „coś ze mną zdziałać” oraz „ coś uratować”. Umówmy się – znoszę krytykę i do pewnego stopnia przyjmuje ją na klatę. Tutaj miałam istny egzamin z życia. Podsumowując, była to dla mnie świetna zabawa 🙂  Cały czas się śmiałam, uśmiech nie znikał z mojej twarzy! Moja wizyta u fotografa była przezabawna. Czułam się tam bardzo dobrze. Przyznam się szczerze, że miałam lekki stresik, idąc tam. 

Fachowiec zrobił co miał zrobić,  sprawdzając moje granice wytrzymałości z każdej strony. Na domiar wszystkiego miałam okazję widzieć, jak mnie retuszuje na zdjęciu, obrabiając i ratując moją twarz  :). „ tutaj mi coś jeszcze nie pasuje […] tu trzeba wyszczuplić […] i uratowana!”  Wychodząc od niego przez połowę drogi gapiłam się w samochodowe lusterko zastanawiając się czy jest AŻ TAK ŹLE, A MOŻE AŻ TAK DOBRZE?  🙂 . Puentą tego wyjazdu i szalonej sesji jest fakt, że dziś już zaliczyłam serię porządnych ćwiczeń, aby ta moja urocza buźka nabrała odpowiednich kształtów. DZIĘKUJĘ ZA MOTYWACJĘ PANIE  FOTOGRAFIE 🙂 

Czasami ktoś musi nam zaserwować terapię wstrząsową, żebyśmy tupnęły nogą i zabrały się za siebie- dla  siebie samej. Często widzę, jak koleżanki bronią się rękami i nogami i nonszalancko biorą na SERIO do siebie słowa niezbyt dla nich miłe. I to się często w  ich życiu powtarza i powtarza, a one się bronią i bronią. Najlepsze jest to, że nic z tego tak naprawdę nie wynika… Znam je na tyle dobrze, że wiem, iż pewna krytyka nie jest dla nich wygodna. Jednak wolą tę krytykę brać do siebie, obrażać się i gniewać na potencjalnego krytykanta, niż obrać jakiś cel i powalczyć o lepszą siebie!  Ludzie od zawsze boją się, że coś im nie wyjdzie, nie chcą się podejmować wyzwań, bo obawiają się porażek. A tak naprawdę od tych wszystkich porażek najgorsze jest to, że nie próbujemy! Konstruktywna krytyka powinna nas zmotywować do mądrego działania.

Wyznaczcie sobie jakiś cel, prosty, do wykonania. I zacznijcie już dziś! Nie jutro, nie w przyszłym tygodniu. Im dłużej z czymś zwlekamy, dłużej przesuwamy coś w czasie, tym większe prawdopodobieństwo, że nigdy nie zaczniemy.

ZACZNIJ DZIŚ I ZA JAKIŚ CZAS POCHWAL SIĘ PIERWSZYMI EFEKTAMI!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

 

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Home sweet home… Dopóki nie spędzasz w nim 24h w ciągu dłużej niż trzy dni. W końcu doczekałam się promieni ukochanego słoneczka nad naszym smogowym Cieszynem! I, gdy tylko udało mi się skończyć obiad, ogarnąć mieszkanie, ubrałam się czym prędzej z Juniorem i postanowiliśmy przejść się na cieszyński rynek i pobiegać za gołębiami (czyż to nie wspaniały widok jak Wasz maluch dorasta i nawet byle ptaszyna sprawia mu tyle frajdy?). 

Idąc dumnie na spacer, uznałam, że zadzwonię do mojej przyjaciółki WuSi. Gdy próbowałam wybierać numer, ona już dzwoniła do mnie. Wszystko byłoby super, gdyby WuSia na wstępie nie wywrzeszczała mi do słuchawki „MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE JESTEŚ JESZCZE POZA DOMEM! NIE WYCHODŹ! W RADIO MÓWILI O TYM SMOGU! A MÓWIŁAM FERDKOWI, NO WIESZ, TEMU MOJEMU NOWEMU FACETOWI, ŻE MA DO CIEBIE ZADZWONIĆ I PRZYPOMNIEĆ, ŻE MASZ OKIEN NIE OTWIERAĆ, NAWET MU ZOSTAWIŁAM KARTKĘ”. Myślę sobie…, że ciekawie się zapowiada dzień. Jest dopiero 11:00, a ja dostaję takie mrożące krew w żyłach ostrzeżenie. WuSia kochana! Melduję się cała i zdrowa w domu! Nic mnie nie wciągnęło, nic mnie nie udusiło i niestety, ale pewnych rzeczy choćbyśmy, jak chcieli oraz nie wiadomo, jak się starali to nie unikniemy.

Dziś jednak nie będę dalej pisała o smogu. Dziś chciałabym wszystkie Was zachęcić, byście postarały się więcej uwagi skupiać na siebie samych. Tak bardzo angażujemy się, by być tymi najlepszymi, idealnymi, perfekcyjnymi kobietami, kucharkami, matkami, że w pewnej chwili zapominamy o tym, że nam też od życia się coś należy, choćby ta godzinka przed wywaleniem swoich zmęczonych zwłok przed telewizorem, bo „zrobiłam już chyba wszystko…(?!)”.

Wstańcie jutro z łóżek i powiedzcie sobie, że to właśnie ten dzień, w którym zamienię się w Fionę z Shreka i zrobię sobie maseczkę z zielonej glinki, pójdźcie do sklepu i kupcie w końcu ten wymarzony balsam do ciała, który poleca tyle znanych aktorek czy blogerek. Nie żałujcie tego czasu oraz tych kilku złotych. Całymi dniami robicie wszystko z sercem dla wszystkich, a więc teraz oddajcie siebie – w dobre ręce, bo swoje!. Sama wiem po sobie, jak po całym dniu (mimo iż czasami odpuszczam z wykończenia PRZYZNAJĘ SIĘ ), zamykam się w łazience na cztery spusty, informuję Rycerza, że przejmuje on pałeczkę w usypianiu, bawieniu, tuleniu, i poświęcam się tylko sobie. Ta krótka godzinka z maseczkami, balsamami, solami do kąpieli, odżywkami do włosów sprawia, że czuję się w pewnym sensie wynagrodzona za cały mój ciężki dzień. Działa to odprężająco, bo to ja zadbałam o siebie i dla siebie. W końcu poświeciłam czas na to, by przyjrzeć się sobie. Prawda jest taka, że nikt mnie nie zna tak dobrze, jak ja sama. To jakby czas spędzony z najlepszą przyjaciółką, którą jestem sama dla siebie. Wy też tak czujecie?!

Ja dziś skusiłam się na mały eksperyment. Dużo słyszałam o domowych sposobach  wybielenia zębów. Fakt, najpierw chciałam zamówić odpowiednie preparaty, ale niestety ich ceny są kolosalne w porównaniu z samą metodą. Chodzi mi o kapsułki z węglem. Okazuje się, że węgiel ściąga ogromną ilość zanieczyszczeń. Wystarczy wymieszać jedną kapsułkę,(którą wcześniej przecinamy i wysypujemy jej zawartość do malutkiego pojemniczka) z wodą i szczoteczką do zębów oraz nakładamy taką miksturę na zęby. Trzymamy trzy minutki, płuczemy, myjemy zęby pastą i…BAM! Nowy, śliczny bielszy uśmiech!

Dajcie znać na forum w komentarzach pod felietonem, czy próbowałyście tej metody, oraz czy okazała się ona  skuteczna. Czy Waszym zdaniem jest strzałem w dziesiątkę!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. Tylko na SCI24.pl. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

 

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że zaglądasz właśnie tutaj!

 Mam nadzieję, że po dłuższym czasie zechcesz poznać mnie lepiej, a w zamian ja, postaram ubarwić Ci każdy dzień dawką codziennego humoru prosto z mojego tęczowego życia. Jestem młodą matką rocznego Juniora. Nie jestem fit, na co dzień wolę dresy niż leginsy, innym razem się wysilę i pomaluję, a raz wypożyczę z szafy mojego Rycerza największą bluzę, upnę niedbały kok, (który mimo oczekiwań nie wygląda tak, jak u reszty koleżanek tylko, jakbym pozbyła się resztek włosów przez ostatnie farbowanie), lubię zjeść niezdrowo i zdrowo. Czasami ryczę ze śmiechu, innym razem z wykończenia. Nie jestem idealna. Ale spokojnie. Każda z nas nawet w swojej nieidealności jest IDEALNA. Jesteśmy matkami! Mamy prawo wybuchnąć, mamy prawo przesolić zupę i nie posolić ziemniaków.  O tych wszystkich naszych wzlotach i upadkach poczytacie właśnie u mnie!

W moich felietonach znajdziecie coś śmiesznego, coś motywującego i coś nostalgicznego. Wszystko to, czym my matki żyjemy na co dzień. A jak to u nas bywa (a mamy do tego stuprocentowe prawo) przeżywamy te wszystkie trzy nastroje (odliczając czas na sen) w przeciągu dwunastu godzin.

Mam nadzieję,  że znajdziecie we mnie swoją portalową kompankę do pokonywania każdych codziennych przeszkód z podniesioną głową!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora