Skąd się bierze u kobiet ta radość z…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Skąd się bierze u kobiet ta radość z zakupów? Czy traktujemy to jak nagrodę? Wynagradzany się? Zakupy u kobiet powodują podniesienie poziomu endorfin, czyli najnormalniej w świecie – zakupy sprawiają nam PRZYJEMNOŚĆ.

Lubimy oglądać, przymierzać, dotykać, interesować się modą, po to, by się PODOBAĆ. Lubicie chodzić do tzw. „Second hand’ów”? Ja mam różnie, ponieważ, gdy idę do nich sama, to po dziesięciu minutach dostaję oczopląsu, nie wiem gdzie zawiesić wzrok, nie wiem w co ręce włożyć i z namalowanym grymasem na twarzy po prostu wychodzę z pustym koszykiem, ale pełnym portfelem 🙂

Natomiast, gdy idę z Mamą Rycerza, wychodzę obładowania po pachy, z siatką większą niż te eko z Intermarche, z bananem na buzi i… pustym portfelem 🙂

Zapytałam się Jej kiedyś, jak ona to robi, że znajduje takie perełki, a ja nie potrafię tam odnaleźć nawet siebie. Odpowiedziała mi – w gruncie rzeczy – bardzo oczywistą rzecz, „Trzeba mieć cierpliwość, wiedzieć, kiedy są dostawy i trzeba tam trochę posiedzieć”. A więc tak, cierpliwości to ja od urodzenia nie posiadam, zapominam o datach dostaw i nie umiem w sklepie odzieżowym wystać dłużej niż 15 minut, bo zaczynam się wszystkim irytować i jest mi w tych sklepikach po prostu za ciepło.

Kiedy byłam w ciąży, kilka razy wybrałam się – z jeszcze nieprawną – Teściową do Cieszyńskiej BIGI. Przesiedziałyśmy w niej… NIEWAŻNE ile czasu, ja oczywiście nic nie znalazłam, bo skupiałam się na kopaniu przez Juniora (szalał w moim brzuszku) i na obolałych stopach i tym, że o wszystko zahaczam sobą. Natomiast moja Kompanka zdążyła nazbierać pełny kosz, dumna ze znalezisk, obładowała mnie nimi, powtarzając „przymierz, przymierz, fajnie, nie? A popatrz – co tu mam”. W tym czasie stałam zauroczona znalezionymi rzeczami, jej zarażającą euforią i nagle dostałam jakiegoś „kopa” (nie, tym razem nie od Juniora) i zaczęłam grzebać jeszcze bardziej dociekliwie w ubraniach i faktycznie znalazłam kilka genialnych perełek, które do teraz są w mojej szafie, oraz znajdują się w rankingu ulubionych rzeczy w pierwszej dziesiątce 🙂

Wypady „na ciuchy” do dzisiaj dają mi dużo fun’u, ale tylko jak idę z Rycerzem albo koleżanką i tylko, kiedy mam minimum godzinę na spokojne przeglądanie wieszaków. Wcale nie czuję się gorsza posiadając kilka ubrań z „ drugiej ręki” – wręcz przeciwnie, cieszę się, że udało mi się kupić coś za śmieszne pieniądze i nadaje się to do codziennego użytku.

Często spotykam się z memami, na których dziewczyny są obrażone, złe na partnera, ponieważ On w ramach przeprosin proponuje Jej jedzenie, a tej, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przysłowiowy foch przechodzi. Potem przypomniałam sobie, że ze mną jest tak samo „wiejska z sosem czosnkowym” i BACH, po problemie, odpuszczam Ci Twe WINY. Mówią o nas, o kobietach, jako o skomplikowanej, zagmatwanej płci, a tu rozwiązanie jest takie banalne.

Natomiast przypominam sobie momenty, w których Rycerz miał swego FOCHA i kanapka nie zadziałała :),  więc idąc tym tropem – Babeczki, kto ma momentami gorzej  -MY, czy nasi Rycerze?

Fot. Mariusz Pietrzak

Miłego wieczorku,

Wasza Dora

Dopadł Was już szał przedświąteczny? Dora pisze…felieton!

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Dopadł Was już szał przedświąteczny? Mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Zdążyłam już zaliczyć kilka sklepów, wzbogacić się o jajko świeczkę, świecącego zajączka, nowy koszyczek na święconkę i tackę na owoce, oczywiście w tematyce świątecznej, a znając moją wybujałą wyobraźnię, na tym się nie skończy. Oczywiście body dla Juniora w jajka i zające są w poszukiwaniu. To nie obsesja i nie, nie kwalifikuję się na badania, to chęć stworzenia dziecku najlepszych świąt, jakie będzie miał w życiu (i tak co rok).

Pewnie znacie to z autopsji, każda matka chce być najlepszą ze wszystkich, chce mieć takie święta, jakimi maluchy będą się przechwalać między sobą w przedszkolach i szkołach. Ważne jest to, żeby nie popadać w paranoję, ani też nie starać się tylko od święta, a przez cały rok. Bo sztuka dążenia do perfekcji polega na codziennym pomysłowościom, codziennej walce z wadami oraz na pokonywaniu swoich barier i przeszkód.

Słyszeliście kiedyś o matkach, które podczas grypy leżą w łóżku, Mąż podaje im herbatę… W telewizji leci ulubiony serial… Dzieckiem zajmuje się Tatuś albo samo się grzecznie  bawi… Ja niestety rzadko tak mam, no chyba, że jest weekend i podobnie, jak Napoleon z reklamy zarządzam, iż potrzebuję święty spokój, bo jestem najnormalniej w świecie przeziębiona. Mimo tego, że zamierzony cel osiągam, to maksymalnie po godzinie wstaję z łóżka i nadrabiam zaległości z pomocą Rycerza. Nie lubię stwierdzenia, że jako matka nie posiadam możliwości odpoczynku, bo taki stereotyp nakazuje, że mam non stop być na najwyższych obrotach, do tego wszystkiego dobrze wyglądać, mieć zadbany kok, chociaż w miarę dobry makijaż, figurę modelki i do tego – dorzućmy jeszcze szczyptę uśmiechu oczywiście od ucha do ucha. TAK SIĘ NIE DA. Jeżeli jestem pełno – etatową mamuśką, to niestety Panowie, ale czasem dobrze mi wyglądać nie dobrze 🙂  Chociaż nawet, kiedy nie czeszę się cały dzień, o makijażu zapominam i do wieczora paraduję w piżamie, to Rycerz mówi, że wyglądam ślicznie, i że mnie kocha. Za to na drugi dzień, chociaż się poczeszę- ot motywacja. Ważne, byleby się tak codziennie nie zapominać, bo może to wejść w nawyk.

Ostatnie dni przyprawiły mnie o dawkę pozytywnej energii. Słoneczko, lekki wiaterek, spełnienie jednego z tych mniejszych, moich marzeń, ale to jednak zawsze marzenie, czyli posłuchania na żywo ukochanego MIKROMUSIC w Browarze. Przez  wszystkie wydarzenia zapomniałam o diecie, a zamiast tego przypomniał mi się WieśMac i McFlurry. No cóż. Czas wrócić na odpowiednie tory, bo inaczej się nie pozbędę tych kilogramów. 🙂

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Ważne jest to, żeby BABSKIE święto spędzić w…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Wspaniała pogoda za oknem, prawda? Słonko naelektryzowało mnie pozytywną energią, Juniora tak samo, bo zaliczyliśmy dzisiaj zabawy za domem w ogródku. Potem ciepły rosołek, Krasnal do drzemki, a ja mogłam odpłynąć przy genialnej książce, czytałam kryminał. Zazwyczaj lubię czytać książki, które są spokojne, lubię romansidła, połączone z lekkim dramatem i obyczajówki.  Nie wiem skąd, wpadłam na genialny pomysł kupna książki o śledztwie nad makabrycznym morderstwem, ale ważne jest to, że czyta się ową zdobycz swobodnie i wciąga niemiłosiernie (mimo to, po czytaniu i tak skusiłam się na krótką drzemkę). 🙂  To pewnie przez Juniora. 

Lubicie czasami eksperymentować w kuchni? Przyznam się, że mi to raz wyjdzie,  drugim razem głupio się do swojego dania przyznać, bo wyszło jedno wielkie… NIC. Mimo tych kilku niewypałów i tak sprawa mi to ogromną frajdę, traktuję to, jako aktywną formę relaksu i odstresowania się, a ponadto uwielbiam karmić ludzi 🙂 Lubię, jak wpadają znajomi i wychodzą uśmiechnięci z pełnymi brzuchami. Także nawet, jak boicie się którejś potrawy, to nakazuję spiąć pupoki i do dzieła!!! Próbujcie!

BABECZKI, CIOTECZKI:  KTO MA JUTRO SWOJE ŚWIĘTO!?!!?!?

Macie wtedy totalnie, hiper, mega wolny leniuchowaty dzień lub chociażby wieczór, czy tak, jak większość praca, potem szybko, szybko obiad, dzieci? Teraz nastąpi tort na wisience – uwaga – … Winko z mężem, zamówione jedzonko i wspólny wieczór, jak pociechy już zasną?  Jestem osobą, która lubi wszystko planować, więc jutrzejszy dzień mam zaplanowany już od kilku dni, chociaż mimo tego zawsze liczę na małą dozę kreatywności ze strony Rycerza, (a która z Was nie?). Mimo uwzględnienia w tych, otóż swoich planach Rycerza, znajdę w ciągu tego dnia godzinkę z samą sobą (nie dotyczy to ćwiczeń, jutro sobie odpuszczam). Na pewno spędzę chwilę na pielęgnacji mojej skóry, więc kilka maseczek nie zaszkodzi plus kąpiel z solami 🙂 ,  żeby mój tłuszczyk nie poczuł się – Broń Boże- pominięty, zadbam o jego słodkie zapasy 🙂 , a więc  jakaś dobra czekoladka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Tak, mam na myśli tabliczkę, nie kosteczkę. CO do jutra to wieczorem namówię Rycerza do jakiejś fajnej planszówki, bo zawsze gry planszowe sprawiały nam dużo frajdy, a ważne jest to, żeby BABSKIE święto spędzić w sposób inny, niż na co dzień. A, jeśli chodzi o cały dzień z Juniorem (jutro ma być słonecznie), to pewnie dobra, spora dawka witaminy D na spacerku nam nie zaszkodzi.

Wychodzę zawsze z założenia, że lepiej mieć w zapasie swoje plany, niż w stu procentach liczyć na faceta, a potem z przytupem i fochem dzwonić do WuSi i marudzić. PO CO? Po co psuć sobie nasze święto? Nie ma sensu marnować w ten sposób tego dnia. Także, jak nie masz jeszcze na jutro planów, to spokojnie usiądź wieczorem i opracuj swój awaryjny plan B po to, by mimo wszystko jutrzejszy dzień zakończyć z uśmiechem.

Do dzieła!

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Jednak zawsze najlepiej wychodził nam kompromis- dziś oglądamy…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Nikt nie lubi, jak w swoje relacje z partnerem ciężkimi krokami, powoli i skutecznie wchodzi nuda i rutyna. Na domiar złego, dochodzą kłopoty w pracy i codzienna domowa kobieca monotonność, czyli gotowanie, sprzątanie, kawa (zimna lub gdy życie Cię trochę rozpieszcza – to letnia :).

Najbardziej bawi mnie to, gdy cały dzień z Rycerzem planujemy wspólny wieczór, dobrą kolację, wybieramy film, przy czym w tym podpunkcie już dochodzi do pierwszego starcia, BO JA chcę oglądać to, A ON chce to, a nie to, i to. Zazwyczaj po tej rundzie oboje się poddajemy. Każdy idzie obrażony oglądać na swoim laptopie to, co dane z nas chce. Plusy tego są takie, że każde z nas poniekąd ugrało swoje. Nie widzę w tym nic złego.

Gdy siedzimy w jednym pokoju i każde z nas ogląda film, na który miało ochotę, jest to także dla mnie udany wieczór.

Zazwyczaj po osobnych, (a mimo wszystko wspólnych, ponieważ obok siebie) seansach, opowiadamy jedno drugiemu, ile straciło fajnych akcji, nie oglądając danego filmu, tylko ten drugi, na który tak „strasznie”  jedno z nas uparło się.

Jednak zawsze najlepiej wychodził nam kompromis- dziś oglądamy Twój film, jutro mój. I to według mnie jest najlepsze rozwiązanie, no chyba, że dochodzi do kolejnej rodzinnej wojny, który dziś, czyli jego, czy mój 🙂

Mam też świadomość, że tak jak ja, tak samo i  Rycerz, mamy, co któryś wieczór chęć spędzenia go osobno, chociażby tylko po to, by odpocząć od siebie. I te wieczory też uważam za udane. 🙂

Kilka dni temu przeżyłam jedną z najbardziej rozczarowujących chwil w moim życiu 🙁  Przed wieczorną kąpielą stałam sobie, w sumie na luzie na wagę. Nie dowierzam – 10 kg mniej!!! W takiej euforii na golasa (nie ma czasu się ubierać, trzeba dobrą nowinę nieść dalej), dzwonię do Mamci i prawie ze łzami w oczach chwalę się tym cudownym odkryciem, ale przyznaję szczerze, że wcześniej nie zauważyłam tego po sobie, że aż tyle schudłam!  NO ALEEE, nie wszystko od razu wychodzi na zewnątrz. Dumna po kąpieli postanowiłam jeszcze raz nacieszyć wzrok i strzelić fotkę magicznym cyferkom na wadze.  Wchodzę na wagę, a tam… znowu 10 kg na plusie. Durna Dora położyła wcześniej wagę do połowy na dywan, przez co wcześniejszy wynik został zakłamany. Szkoda tylko, że połowę znajomych już obdzwoniłam i zrobiłam z siebie fit mamę, profesorkę doktor  habilitowaną z dziedziny jadłospisu podczas diet, które pozwoliły mi osiągnąć ten sukces. 🙂

Miłego wieczorku!

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Dziś Dzień Teściowej – Dora pisze…felieton

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Drodzy Państwo! Dzisiaj jedno z najważniejszych świąt niekalendarzowych oraz niepaństwowych, ustanowione przez tych, co sobie dobrze trafili :), a mianowicie Dzień Teściowej!!!

Kiedy byłam mała, nie rozumiałam skąd wzięła się moda, na te wszystkie durne dowcipy o teściowych, nie rozumiałam o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Mając za sobą już kilka kandydatek na teściową, (że tak to grzecznowściowo napiszę) już wiem o co chodzi. Stereotyp goni stereotyp, a głupota głupotę.

Czemu nie ma żartów o złych, wrednych, wścibskich zięciach? Czemu nie udało mi się z takowymi jeszcze spotkać?

Teściowa to tak naprawdę słowo skrót od „Drugiej Mamy”. One tak samo chcą dla nas samego dobra, chcą byśmy sobie dobrze w dorosłym życiu radzili. Tak samo jak nasze mamy. I tak samo jak te „złe i okrutne teściowe” nasze mamy (w naszym mniemaniu) też nas czasami denerwują i wtrącają się, więc skoro nasze mamy mogą to czemu one nie? 🙂
To wszsytko jest naturalnie zdrowe. Nie warto przez kilka kłótni, (których mimo naszych,  szczerych chęci, momentami nie jesteśmy w stanie ominąć, chociażby dlatego, bo wstaliśmy rano, nie tą nogą co trzeba) wrzucać wszystkie Drugie Mamy do jednego kotła i szczuć durnowatymi żartami (choć niektóre są naprawde dobre hihi). 😛
Jeśli każdy przyjrzałby się sobie dokładniej, dostrzegłby, że każdy z nas ma w sobie taką mała teściową; raz komuś chcemy wejść do tyłka i pomóć, a raz sprzeciwić się i tupnąć nogą, ponieważ MY ZROBILIBYŚMY COŚ LEPIEJ.

 

Będę to powtarzała Wam non stop. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie kategoryzujmy się.

To, że w naszym Państwie ( Sorry, Polsko) łatwiej docenić głupotę, niż coś mądrego, nie oznacza to, że mamy iść za tłumem i odbijać na kimś swoje frustracje. Teraz, z innej beczki, żeby nie było, że Mojej Teściowej słodzę 🙂
Ostatnio wpadłam na świetny pomysł, by poczuć się jak w SPA i tym razem zaserwowałam luksus swoim stopom.

Dlaczego?

Ponieważ mimo codziennego chowania ich do pantofli, one tak samo, jak dłonie czy twarz, zasługują na swoje 5 minut. Kupiłam z czystej ciekawości 1,5h- maseczkę na stopy, która po tygodniu od zastosowania złuszcza twardy naskórek i zostawia nam piękny gładki naskórek z „zadbanymi szfajkami”  🙂
O dziwo namówiłam również na ten eksperyment  Rycerza (nie wiem czemu uznał, że to babskie, a guzik prawda, bo dbanie o siebie jest ważne dla obu płci) i był w sumie zadowolony, więc dziś jak wróci z pracy od progu „zmolestuję” go tą propozycją i wyjścia zbyt dużego nie będzie miał – mając drzwi za sobą oczywiście 🙂

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Ludzie!!! Jeden dzień z pozamykanymi sklepami, to ani…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Podczas wczorajszych zakupów potwierdziłam tylko swoje przekonanie, że ludzie jeszcze wiele razy zaskoczą mnie do tego stopnia, że zniechęcę się do nich jeszcze bardziej.

Ludzie!!! Jeden dzień z pozamykanymi sklepami, to ani inwazja obcych, ani nadejście trzeciej wojny światowej!!

Już nie wspomnę o tym, że to nie w tę niedziele (4.03) jest ta straszna dla ludzi data, w której nie będą mogli kupić ciasta zza szyby lodówki, tylko musieli je z dzieciakami upiec sami w domu.

Płynne babeczki oreo

Są tak pyszne, że co weekend będą lądowały na waszym stole i znikały w 5 minut <3 i ta płynna masa w środku… #noizzfood

Opublikowany przez Noizz Food na 3 marca 2018

 

Nie żebym była święta, bo też chodzę w niedzielę na mały shopping, ale bardzo ucieszył mnie fakt, że ta możliwość chociaż w połowie zostanie mi odebrana, bo niedziela to czas dla rodziny, takie samo prawo mają do niej kasjerki; handlowcy, jak i ja.

Także spokojnie baby. W ciągu 1 dnia nie zabraknie Wam cukru, soli, mięsa, ziemniaków i nie trzeba robić zapasów jak na zimę… (zły przykład … mróz jak cholera!).

Pomijając ten drażniący mnie temat, wpadłam dziś na genialny pomysł i odpuściłam ćwiczenia.

TAK! ZROBIŁAM TO!

I jestem z siebie może nie dumna, ale żebym się miała czuć gorzej… Dziś wybrałam zamiast tego, wyjazd po obiadku do mojej rodzinnej wsi. A tam u rodziców czeka „ciachoo” i same pyszności, więc na co mi dziś ćwiczyć, jak wszystko nadrobię. Poza tym niedzielę chcę mieć tylko dla Juniora i Rycerza. Niedziela to mój ulubiony dzień w tygodniu. Jesteśmy od rana razem w Trójkę, jemy w spokoju śniadanko, nikt się z niczym nie śpieszy, wszystko robimy takim tempem, na jakie mamy ochotę narzucić sobie bez jakichś odgórnych nakazów. Tego dnia pod wieczór wspólnie wybieramy film (oczywiście Babeczki, to my tu mamy większą władzę niż panowie), robimy pyszniutką kolacyjkę, a ja dla siebie dorzucam kilka maseczek, świeczki zapachowe i mały „masażyk” dla Rycerza, co by nowy tydzień z uśmiechem na buzi zacząć.

W 7 dniu tygodnia skupiajmy się jeszcze bardziej na rodzinie i na nas samych. Odpuścimy gonitwę po sklepach, w których zawsze na coś się wkurzymy, a to nie ma mojego smaku serka, a to mały w wózku wszystko dookoła chce zrzucić, a to Rycerz ładuje superfit sześciopak coli, argumentując go promocją. 😛 

Jeśli dobrze zaplanujemy sobie sobotę, to zrobimy wszystko tak, by całej niedzieli nie spędzić w kuchni, ponieważ mamy prawo, by z czystym sumieniem po prostu SE DYCHNĄĆ!

Także Kochani!  Korzystajcie z pięknej mroźnej pogody, ubierzcie się ciepło i wyskoczenie na rynek do dobrej knajpy na pyszną kawę, a po powrocie dobry grzaniec, jeszcze nikomu nie zaszkodził 🙂

Do jutra!

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

 

Uwielbiam widok bawiącego się Juniora z Rycerzem. Dora…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Uwielbiam widok bawiącego się Juniora z Rycerzem. Od zawsze wiedziałam, że spełnieniem moich marzeń będzie posiadanie szczęśliwej i dobrej rodziny. Czasami miewamy trudne chwile, ale nie poznałam pary z dzieckiem czy też bez, która ich nie doświadcza. Zakładając rodzinę nie myśli się o tym, jak źle będzie, tylko jak dobrze – ale by docenić te dobre chwile muszą być też te gorsze. 

Jednego zawsze doświadczam po sprzeczce, pomimo tego jak bardzo miałam ochotę wcześniej Rycerza zabić – nie umiałabym żyć bez Niego. Nie wyobrażam siebie chwili, gdzie nie wyczekuje połowy dnia na Jego powrót z pracy albo obezwładniającego mnie szału, gdy widzę naczynia po raz enty, gdzie pozostawione? Oczywiście na blacie (wiesz co robić J ). Rycerz jest jedyną osobą, która w moment wyprowadzi mnie z równowagi i jedyną, która w moment sprawi, że chwyta mnie kolka ze śmiechu. To bezcenne mieć go przy boku, a idealną osobą kompletującą  nasze relacje jest Junior, czyli mieszanka wybuchowa osób z dwóch różnych planet.

Zawsze mimo przeciwności losu nie można się poddawać. Wygrana życiowa bitwa to najlepszy prezent jaki sami sobie możemy zafundować.  Też bywały u mnie momenty, w których dokładnie przed metą rezygnowałam. To nic złego, każdy ma prawo upaść i nie chcieć się przez jakiś czas podnieść by odpocząć.  Każdy ma swoją piramidę wytrzymałości.

Moją piramidą wytrzymałości dziś po raz kolejny była Ewka- turbo spalanie (tu przydałoby się hiper, ale takowego nie znalazłam). Gdybym była jeszcze bardziej kopnięta niż jestem to – tak jak planowałam – szminkami na buźce barwy wojenne machnęłabym. Następnie stanęłabym naprzeciwko laptopa z dzidą zamiast wody w ręce i wytrzymałabym do końca. Tym razem po trzydziestu minutach brakło mnie. Ale to kolejne dziesięć minut więcej, więc wyszłam mokra jak szczur z kanału z walk i padłam na rogówkę, a że chciałam dosłownie na nią upaść (dla podkreślenia widowiskowego dramatu) przywaliłam głową o róg kanapy. GAME OVER.

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Nostalgicznie… Dora pisze felieton :)

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Po wczorajszym leniuchowaniu, dziś trzeba było spiąć jeszcze niezgrabne (spokojnie, zdążę) cztery litery i nadrobić wczorajsze zaległości. Coś za coś. Pogoda dalej nie rozpieszcza, toteż człowiek ma prawo czuć się znużony i bez chęci do życia.

Mimo to postanowiłam, że dobrym sposobem na przeżycie w jednym kawałku tego dnia będzie spędzenie trochę czasu w kuchni.  Fakt może za ambitnie „nie pojechałam”, bo rosół z lanym ciastem i pieczeń z indyka to nie jest moje popisowe danie, ale to na pewno lepsze niż pierogi ruskie z zamrażalnika 🙂 Przyznam się Wam szczerze, że to WuSia jest specem kuchni „zamrażalnikowej”. 😛

Jednak po popołudniu Komuś udało się mnie postawić psychicznie z powrotem na nogi, by resztę dnia nie być ciągle marudzącą babą, której nigdy nic nie pasuje. Ważne jest to, żeby mieć Kogoś takiego, kto nawet nie widzi Cię, wyczuje, że radocha jest udawana, że ten Ktoś po prostu wie, jak jest naprawdę. Ustalmy jedno. Każdy jest tylko człowiekiem. Uważam, że wtedy najważniejsza jest rozmowa, w której dana osoba wyrzuci wszystkie smutki, żal z siebie i wykaże się znajomością łaciny na poziomie mocno zaawansowanym 🙂  jeśli takowa potrzeba nastąpi, a po wszystkim powie – po prostu – dziękuję.

 Dziś z otchłani nostalgii uwolniła mnie moja Mamcia. Dziękuję Jej, że potrafi przegadać ze mną dwie godziny, co gdy miałam naście lat było niemożliwe,  bo w kategorii „buntownik” miałam spokojnie zapewniony złoty medal.. Wiecie, prawda jest taka, że niezależnie jakie złe chwile kiedyś nas spotykały, to teraz, gdy człowiek założył już własną rodzinę i emocjonalnie dojrzał, potrafimy naprawić to wszystko, co kiedyś było nie takie, jak powinno być… Tak jak wcześniej wspomniałam jesteśmy tylko ludźmi. Nie warto przez zgrzyty przeszłości odrzucać dobre relacje na przyszłość. Wszystko idzie odbudować, swobodnie zaczynając nawet od zera, od fundamentów.  Rodzina to najważniejsze co mamy. Rodzinę należy więc chronić! 

Dziś wpis trochę za krótki, trochę za mało śmieszny, ale każdy ma prawo nie chcieć nawet „włączać do końca mózgu”, w czasie wychodzenia na mroźne podwórko, by wyrzucić  swoje śmieci, trzeba wtedy, w taką chwilę mocno zadbać, by ten nasz najważniejszy organ nie zamarł 🙂 Mnie się to dziś udało, śmieci wyniesione, felieton napisany… 🙂 

Jeśli Wy też dziś macie taki dzień, zadzwońcie do bliskiej osoby, i wyduście wszystkie złości z siebie. Fajnie jest wtedy, gdy mamy bliską osobę, która jest gotowa nas po prostu posłuchać. 

Najgorsze w życiu ludzkim jest to, że człowiek żyje ze swoimi smutkami sam i walczy ze sobą od środka. SAM. 

To nie pomaga. 🙁 

Fot. Mariusz Pietrzak

                Dziękuję Mamiś za ploteczki. Twoja Koziczka 🙂