Bieg Dwóch Szczytów

Po raz trzeci u źródeł królowej polskich rzek, w Wiśle, odbędzie się Bieg Dwóch Szczytów. Po raz trzeci do pokonania będą dystanse odpowiadające największym szczytom – polskim Rysom i himalajskiemu Mont Everestowi, uczestnicy biegu wesprą tym samym Fundację na Rzecz Psów Pracujących.

Mało kto wie, że szkolenie psa ratownika to w sumie ok. 80 tys. zł. Fundacja na Rzecz Psów Pracujących opiekuje się nie tylko czworonogami pracującymi w GOPR, ale także psami przewodnikami, obronnymi, jak i asystującymi. Psy co roku przechodzą specjalistyczne szkolenia, zdają egzaminy, potrzebują specjalistycznego sprzętu. Pieniądze pozyskane z cegiełki startowej wesprą finansowo fundację opiekującą się tymi niezwykłymi psiakami.

Biegom towarzyszyć będzie tzw. cegiełka startowa. Pieniądze trafią na konto Fundacji na Rzecz Psów Pracujących a biegacze otrzymają m.in. pakiet startowy, ciepły posiłek, medal. Dzięki wsparciu sponsorów dołożymy wszelkich starań, by zwycięzcy kategorii sport otrzymali ciekawe i satysfakcjonujące biegaczy nagrody. Cały czas dopracowujemy program, staramy się, by był on atrakcyjny zarówno dla biegaczy jak i kibiców.

Trzecia edycja zobowiązuje zapraszamy na Pl Hoffa w Wiśle już od godziny 14, czekać na was będą ratownicze i nie tylko atrakcje, pokazy, prelekcje i wiele wiele niespodzianek. Start biegu jak co roku w poże nocnej. 

Start Plac B. Hoffa w Wiśle;
Meta – Plac B. Hoffa
23.01.2016 godz. 18:00 – Start Biegu Rysy dystans 2499m
23.01.2015 godz. 18:25 – Koniec Biegu Rysy
23.01.2016 godz. 18:30 – Start Biegu Mount Everest 8848m
23.01.2016 godz. 20:00 – Koniec Biegu

Zachęcamy Was do regularnego odwiedzania naszej strony, do aktywności na naszym facebookowym profilu. Do zobaczenia w Wiśle!

8 LAT W TYBECIE – „KRÓL POPKULTURY TOUR”

Zwycięzcy ogólnopolskiego plebiscytu Nasze Miasto Gra i uczestnicy Festiwalu LUXFEST 2014 w Poznaniu.

Zwycięzcy regionalnych eliminacji Jarocin Rytmy Młodych 2015, a także zdobywcy licznych nagród i wyróżnień m.in. dla autora tekstów Dominika Witoszka.

W 2013 roku wydali debiutancką EPkę „Na zesłaniu”, która składała się 6 utworów o łącznej długości ponad 35 minut. Tytułowy utwór można było jeszcze przed premierą albumu usłyszeć kilkakrotnie na antenie Radiowej Trójki, został także odnotowany w listach przebojów mniejszych, niezależnych rozgłośni radiowych zajmując czołowe pozycje.

Trasa ma na celu promocję dwóch singli, które już niedługo ujrzą światło dzienne. Nad sprawną realizacją materiału czuwa Leszek Biolik (producent muzyczny i muzyk Republika, Nowe Sytuacje, Wilki).
Nazwa trasy koncertowej jest związana z jednym z utworów zespołu o tej właśnie nazwie. Na chwilę obecną poznaliśmy sześć dat i miejsc, ale już niedługo będzie ich znacznie więcej. 

Anielski Młyn wg. Dragona

Zaczęliśmy jako wolontariusze stowarzyszenia AZYLAND. Robiliśmy wtedy różne koncerty i jakieś działania dla młodzieży. Gadałem wtedy z kilkoma ludźmi którzy żalili się że nie mają kasy na instrumenty dla swoich dzieci a dostrzegają w nich jakiś talent… Paru takich dzieciaków sam znam. Kto nie zna. Pogadaliśmy ze swoimi znajomymi i okazało się że jeden ma jakiegoś starego bongosa inny resztki perkusji F.I.O. dało trochę kasy tak uzbieraliśmy sprzęt do pierwszych warsztatów rytmicznych dla dzieciaków. (pt. „Zamiast ćpać wolę grać”) (więcej…)

„Czufowe” ciasteczka

Niedawno nabyłam niebywale zmyślne urządzenie, które spełniło moje odwieczne marzenie o produkcji domowych mleczek roślinnych, „dobrych, jak kupne”. Właściwie jest to jakieś czarodziejskie sito, które współpracuje ze zwykłym blenderem-żyrafą. Nazywa się trochę dziwnie: chufa (żeby nie było zbyt prosto, po polsku wymawia się: „czufa”). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła małego riserczu na temat pochodzenia tej nazwy. I co się okazało? Chufa to nazwa migdałów ziemnych, z których w Hiszpanii robi się orszady, czyli napoje z przecieranych ziaren. Ma sens.
Przy okazji dowiedziałam się, że migdał ziemny, zwany także ciborą jadalną i „tygrysim orzechem”, to roślina, która spożywana była już w starożytnym Egipcie. I że owe „migdały” to w rzeczywistości malutkie bulwy cibory. Roślina ma wiele właściwości leczniczych.
Tak czy owak, mam teraz nieograniczone możliwości w komponowaniu różnych funkcjonalnych koktajli i mleczek, na przykład mleczka z gryki, słonecznika, orzechów….
Problemy z cukrzycą, układem sercowo-naczyniowym, nowotworami? – proszę bardzo, już miksuję mleczko migdałowe z daktylami i jagodami goji. Nawracające infekcje uszu i górnych dróg oddechowych u dzieci? – zastępuję mleko krowie (i wszelkie wyroby z niego) smacznymi i leczniczymi mleczkami z kaszy jaglanej, niepalonej gryki, migdałów, pestek dyni, daktyli. Osteoporoza i słabe kości? – oto mleczko sezamowo-ryżowe. Problemy z prostatą, robaki? – mleczko ze świeżych pestek dyni przygotowuję w niecałe 5 minut. I tak dalej.
Dzisiaj konstruktywna odpowiedź na pytanie, co zrobić z „wytłokami”, czyli z tym, co pozostaje w sicie po odciśnięciu mleczka. Oczywiście można je wyrzucić, dać kurom lub przerobić na kompost. mam jednak lepszy pomysł.
W moim domu obecnie królują mleczka z orzechów i ziaren: włoskich, laskowych, kokosowych, pestek dyni i słonecznika, sezamu – obowiązkowo z dodatkiem daktyli, które nadają delikatnej słodyczy – i naturalnego olejku waniliowego, który tonizuje układ nerwowy. Po wyciśnięciu mleczka zbieram wytłoki do pojemniczka (ok. 2-3 łyżki za jednym razem) i składuję w zamrażalniku, aby nie zjełczały. Po 3-4 dniach mam już 300-400 g lekko wilgotnej masy, która w większości składa się z błonnika pokarmowego, a także z pewnej ilości białek i tłuszczy. Wtedy przystępuję do wypieku ciasteczek.

Czufowe ciasteczka z karobem

Składniki:
400 g mieszanych wytłoków z orzechów i ziaren
3 łyżki mąki gryczanej
1 łyżka oleju kokosowego
3 łyżki karobu (mączka chleba świętojańskiego)
2 łyżki melasy karobowej
lub brązowego cukru
1 łyżka cynamonu
1 jajko (można pominąć)
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej (można pominąć)

Wykonanie:
Wszystkie składniki wymieszać ręką na jednolitą masę. Z masy formować kulki wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczać w dłoniach na dość cienkie placuszki i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 180 stopni C przez 30-45 minut. Pieczone krócej są bardziej miękkie, dłużej – bardziej chrupiące.
Upieczone i wystygnięte ciasteczka można posmarować melasą karobową i oprószyć wiórkami kokosowymi. Można również udekorować je polewą czekoladową i orzechami.

Czufniczki czyli czufowe pierniczki

W wyniku wzmożonej produkcji mleczek roślinnych w ciągu ostatnich dni nazbierało mi się sporo wartościowych wytłoków, z których postanowiłam upiec korzenne ciasteczka, w sam raz na chłodne zimowe dni. Nie od dziś wiadomo, że korzenne potrawy, takie jak na przykład staropolskie pierniki, działają rozgrzewająco, a pięknie pachnące zamorskie przyprawy są dobrodziejstwem dla układu trawiennego.
W moich czufniczkach jest pełen zestaw przypraw piernikowych, sporo błonnika, trochę dobrego tłuszczu i miodu, zero mąki i cukru. Słodycz zawdzięczają wyciągowi ze stewii. Są więc nie tylko smaczne, lecz również całkowicie „dopuszczalne” dla osób, które z różnych względów zwracają uwagę, aby ich pokarm nie był chorobotwórczy, a wręcz przeciwnie 😉

Czufniczki

Składniki:
400 g wytłoków kokosowo-orzechowo-ryżowo-słonecznikowo-daktylowych
1 łyżka cynamonu
pół łyżeczki mielonego kardamonu
pół łyżeczki suszonego imbiru
pół łyżeczki mielonej kolendry
ćwierć łyżeczki mielonego angielskiego ziela
ćwierć łyżeczki mielonych goździków
ćwierć łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
ćwierć łyżeczki mielonego anyżu
ćwierć łyżeczki pieprzu
3 łyżeczki kakao naturalnego
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 jajko (można dodać, pierniczki będą bardziej miękkie i wilgotne)
1 łyżeczka wyciągu ze stewii (można pominąć)
1 łyżka miodu
1 łyżka roztopionego masła lub oleju kokosowego

Wykonanie: Wszystkie przyprawy korzenne łączę w miseczce a następnie prażę średnim ogniu na suchej patelni przez 1 minutę dla uwolnienia aromatu. Po całym domu roznosi się niebiański zapach.
W głębokiej misce łączę wytłoki z przyprawami, sodą, kakao, stewią, miodem i olejem kokosowym, wyrabiając ręką w jednolitą, dość wilgotną masę. Z masy formuję w dłoniach najpierw kulki a następnie płaskie placuszki o średnicy ok. 5 cm i grubości 3-5 mm. Układam je na wyłożonej papierem blasze i dopiero tam wykrawam foremkami do pierników (zbierając odkrojone brzegi i formując z nich nowe placuszki – aż do wyczerpania masy). Z powyższej porcji wychodzą 2 blachy czufniczków.

Wykrojone ciasteczka piekę przez 30-40 minut w piekarniku o temperaturze 180 stopni C.
Kiedy wystygną, smaruję je polewą z roztopionej gorzkiej czekolady, melasą karobową lub odrobiną gęstego naturalnego miodu, do którego przyklejam wiórki kokosowe lub kawałki orzechów.

Pasztet z fasolki mung

Postanowiłam zmodyfikować go, aby dostosować do wymogów dietetyki funkcjonalnej, czyli, żeby spożywanie go nie tylko cieszyło kubki smakowe, lecz równocześnie dostarczało konkretnej korzyści zdrowotnej.

Fasolka mung (w rzeczywistości bliższa bobowi niż fasoli) wyróżnia się bowiem szczególną właściwością: potrafi usuwać z naszego organizmu różne toksyny w stopniu znacznie większym niż pozostałe strączkowe. Jest lekkostrawna i przyjazna dla każdego typu metabolicznego. Należy do czołówki obfitujących w białko roślin strączkowych – w 100 gramach zawiera 7 g czystych protein. Wykazuje znaczące właściwości antyzapalne. W Azji, skąd pochodzi, uważana jest za superpokarm. Pewno dlatego jej alternatywna nazwa brzmi: złota fasola.

W smaku sama w sobie jest neutralna, dlatego też w Azji przyrządzana bywa zarówno na słodko, jak i na słono. Na pasztet nadaje się idealnie, gdyż przejmuje aromat od „pasztetowych” ziół, idealnie symulując np. pasztet z królika. Zresztą zrobiłam taki eksperyment: podałam pasztet z munga na przyjęciu, goście brali dokładki i nikt nie zorientował się, że „podstępnie” podałam im zdrowe jedzenie 😉

Oto przepis:
1 szklanka namoczonej na noc fasolki mung
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1 duża cebula
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju kokosowego
4 listki laurowe
3 goździki
3 owoce angielskiego ziela
1/2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki majeranku
1 łyżeczka cząbru
1 łyżeczka lubczyku
1/2 łyżeczki mielonego pieprzu
1/2 łyżeczki tymianku
2 łyżki sosu sojowego
4 łyżki żurawiny (może być suszona)

1. Fasolkę zalewam 3 szklankami wody i gotuję z dodatkiem listków laurowych i szczypty asafetydy (jest to przyprawa cudownie poprawiająca strawność strączkowych). Kiedy jest miękka, osączam na sicie.
2. Kaszę jaglaną, przepłukaną na sicie, gotuję na wolnym ogniu w podwójnej ilości wody (1 szklanka) z dodatkiem kurkumy i szczypty soli, aż będzie miękka i wchłonie całą wodę.
3. Obraną cebulę kroję w kostkę i rumienię na oliwie (1 łyżka) z dodatkiem goździków, liści laurowych i angielskiego ziela. Usuwam liście laurowe.
4. Do misy malaksera wrzucam fasolkę, kaszę i przyrumienioną cebulę, dodaję pozostałe przyprawy i tłuszcze i miksuję na jednolitą masę. Jeśli trzeba, przyprawiam solą i pieprzem. 
5. Na samym końcu wrzucam żurawinę i mieszam łyżką (już nie miksuję), aby pozostała w całości.
6. Gotową masę przekładam do małej keksówki (ostatnio kupiłam silikonową – jest wspaniała, bo nie trzeba jej niczym wykładać ani smarować). Wstawiam do piekarnika o temp. 180 stopni C i piekę przez 50-60 minut.
7. Po upieczeniu pasztet jest miękki, dlatego pozostawiam go do całkowitego wystudzenia i dopiero kroję.

Od pewnego czasu różne warianty tego pasztetu z powodzeniem zastępują mojemu Mężowi wędlinę do kanapek, które zabiera do pracy. Ja plaster pasztetu z dodatkiem domowego chrzanu lub ajwaru jem na proteinowe śniadanie. Pycha!

Faworki z orientalnym swingiem

Aby ponieść się karnawałowej rozpuście i kulinarnemu wy-uzdaniu (czyli zdjęciu ortorektycznej uzdy), podaję przepis na chrust (czy też, oficjalnie, faworki) w wydaniu orientalnym. Z tą niebiańską łakociom zetknęłam się w ubiegłym roku w Stambule, podczas Ramadanu. Jak przystało na wersję orientalną, przepis ma kilka smakowych ornamentów i słodycz, przy której nasze słodycze bledną 😉

Składniki:
3 1/2 szklanki mąki
1 1/2 kg miodu
1 1/4 szklanki sezamu
1 szklanka blanszowanych migdałów
1 jajko
4 łyżki masła
2 szklanki oleju
2 łyżki octu
2 łyżki esencji z kwiatu pomarańczy (można pominąć)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka świeżych drożdży
1 łyżeczka mielonego anyżu
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
szczypta szafranu (można pominąć)
szczypta soli

Wykonanie:
Migdały a następnie sezam uprażyć na suchej patelni i zemleć partiami w młynku do bakalii (migdały) i do kawy (sezam). 1/4 sezamu pozostawić do dekoracji.
Mąkę przesiać na stolnicę, dodać anyż, cynamon, proszek do pieczenia oraz sól i wymieszać
Drożdże rozpuścić w 1 niepełnej szklance letniej wody. Masło roztopić w rondelku i połączyć z 3 łyżkami oleju.
Zrobić zagłębienie w mące, wlać tłuszcz, drożdże z wodą, ocet, dodać szafran rozpuszczony w esencji pomarańczowej, wbić żółtko, wsypać mielone migdały i sezam.
Z wymienionych składników zagnieść jednolite, sprężyste ciasto jak na makaron. Podzielić na 4 części, uformować kule i przykryć talerzem, aby nie obsychały. Każdą po kolei wałkować na cieniutki placek i wykrawać radełkiem prostokąty 6×8 cm z czterema równoległymi nacięciami wzdłuż. Przekładać końce ciasta przez nacięcia, jak to w faworkach.
W dużym rondlu rozgrzać tłuszcz (najlepiej smalec gęsi lub olej kokosowy) a w drugim, mniejszym, miód. Smażyć faworki na złoty kolor. Po usmażeniu (i tutaj zaczyna się perwersja) przekładać do gorącego miodu. 5-7 minutach wyjmować na talerz i posypywać sezamem.

 
 

44 Młodzieżowy Rajd – Zakończenie Lata

Już po raz 44 odbył się Młodzieżowy Rajd Górski – Pożegnanie Lata zorganizowany przez PTTK – Oddział „Beskid Śląski” w Cieszynie, Urząd Miejski w Cieszynie oraz Starostwo Powiatowe. Jak co roku Młodzież nie zawiodła i frekwencja była wyjątkowo duża. Nasze tereny Beskidu wyjątkowo sprzyjają pieszym wycieczkom górskim, a wyremontowane schronisko na górze Grabowa ( 907 m n.p.m ) pięknie komponuje się w krajobraz. Wokół schroniska znajduje się park tematyczny „Ogród Bajek” z postaciami z legend i podań z regionu Beskidu Śląskiego.

Szkoła Podstawowa nr 1 w Cieszynie wystawiła uczniów klas 4-6 do udziału w Konkursie z wiedzy turystycznej o Beskidzie Śląskim, historii Ziemi Cieszyńskiej oraz znajomości zasad ochrony przyrody. Uczeń tej szkoły z klasy 4b Kacper Wolski startując po raz pierwszy wygrał cały konkurs pokazując, że wiedza zdobyta na szlakach nie jest mu obca. Kacper był najlepszy z klasyfikacji Szkół Podstawowych otrzymując wielkie uznanie oraz cenne nagrody.

Kacper Wolski ( 2005r ) już od 2007r. należy do Zakładowego Koła PTTK nr 7 „Cieplaczki” więc Beskidy czy Tatry nie są mu obce. W tym roku odbył największą wędrówkę w swoim życiu. Ponad 200 km piechotą szlakiem Krynica Zdrój ↔ Wołosate za co zdobył Złotą Odznakę za Przebycie Szlaku Beskidzkiego