Strzeż się chwilówek

Nie cierpię matematyki. Nigdy jej nie rozumiałem. Oby jak najdalej od tych delt, równań, sinusów, potęg i logarytmów!!! Taka postawa bliska jest znacznej części naszego społeczeństwa. Jednak nieznajomość matematyki może tylko szkodzić. Nabycie wiedzy o podstawowych jej zasadach może natomiast znacznie podnieść świadomość mechanizmów rządzących wieloma aspektami naszego życia. Nieodłączną jego częścią są finanse. Umiejętność właściwego liczenia pieniędzy przyda się każdemu. Odkryjmy tajemnice tzw. chwilówek.

Pożyczki zwane chwilówkami są dość chodliwym towarem. Może je otrzymać każdy, nawet wtedy, gdy nie ma tzw. zdolności kredytowej. Brakuje do pierwszego, więc pożycza się małe kwoty — kilkadziesiąt do kilkuset złotych. A biuro jest tuż za rogiem, czemu się nie skusić…

Pożyczone pieniądze trzeba kiedyś oddać. W przypadku chwilówek z niemałym procentem. Od roku 2002 firmy zajmujące się w Polsce finansami zobowiązane są do podawania tzw. RRSO swoich produktów finansowych. Jest to rzeczywista roczna stopa oprocentowania. Mówiąc w dużym skrócie informuje ona, jakie odsetki zapłacimy, gdyby nasza pożyczka nie była spłacana przez rok. A te są naprawdę pokaźne, rzędu kilkuset, a nawet kilku tysięcy procent (można z łatwością znaleźć takie produkty w internecie). Jesteśmy kuszeni niskim oprocentowaniem, bądź nawet jego brakiem. Ale kosztuje coś innego: wszelkiego rodzaju prowizje, opłaty manipulacyjne, przygotowawcze, siakie i owakie, ubezpieczenia spłaty itp. Na tym zarabiają pożyczkodawcy zajmujący się chwilówkami.

Wszystkich, dla których matematyka jest czymś więcej niż tylko cyferki, zapraszam na mój blog Być matematykiem. Najnowszy artykuł Kiedy zaczyna się lichwa pokazuje jak oblicza się RRSO dla najprostszej pożyczki. Wnioski płynące z lektury mogą niejednego zadziwić. W kwestii finansów polecam też siedmioczęściowy cykl Subtelności liczenia pieniędzy.

Dokąd więc udać się po pożyczkę? Mimo wszystko do banku. Ten oferuje naprawdę uczciwe warunki i nie zajmuje się lichwą.

Fot. Szymon Wąsowicz

Szymon Wąsowicz

Nostalgicznie… Dora pisze felieton :)

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Po wczorajszym leniuchowaniu, dziś trzeba było spiąć jeszcze niezgrabne (spokojnie, zdążę) cztery litery i nadrobić wczorajsze zaległości. Coś za coś. Pogoda dalej nie rozpieszcza, toteż człowiek ma prawo czuć się znużony i bez chęci do życia.

Mimo to postanowiłam, że dobrym sposobem na przeżycie w jednym kawałku tego dnia będzie spędzenie trochę czasu w kuchni.  Fakt może za ambitnie „nie pojechałam”, bo rosół z lanym ciastem i pieczeń z indyka to nie jest moje popisowe danie, ale to na pewno lepsze niż pierogi ruskie z zamrażalnika 🙂 Przyznam się Wam szczerze, że to WuSia jest specem kuchni „zamrażalnikowej”. 😛

Jednak po popołudniu Komuś udało się mnie postawić psychicznie z powrotem na nogi, by resztę dnia nie być ciągle marudzącą babą, której nigdy nic nie pasuje. Ważne jest to, żeby mieć Kogoś takiego, kto nawet nie widzi Cię, wyczuje, że radocha jest udawana, że ten Ktoś po prostu wie, jak jest naprawdę. Ustalmy jedno. Każdy jest tylko człowiekiem. Uważam, że wtedy najważniejsza jest rozmowa, w której dana osoba wyrzuci wszystkie smutki, żal z siebie i wykaże się znajomością łaciny na poziomie mocno zaawansowanym 🙂  jeśli takowa potrzeba nastąpi, a po wszystkim powie – po prostu – dziękuję.

 Dziś z otchłani nostalgii uwolniła mnie moja Mamcia. Dziękuję Jej, że potrafi przegadać ze mną dwie godziny, co gdy miałam naście lat było niemożliwe,  bo w kategorii „buntownik” miałam spokojnie zapewniony złoty medal.. Wiecie, prawda jest taka, że niezależnie jakie złe chwile kiedyś nas spotykały, to teraz, gdy człowiek założył już własną rodzinę i emocjonalnie dojrzał, potrafimy naprawić to wszystko, co kiedyś było nie takie, jak powinno być… Tak jak wcześniej wspomniałam jesteśmy tylko ludźmi. Nie warto przez zgrzyty przeszłości odrzucać dobre relacje na przyszłość. Wszystko idzie odbudować, swobodnie zaczynając nawet od zera, od fundamentów. Rodzina to najważniejsze co mamy. Rodzinę należy więc chronić! 

Dziś wpis trochę za krótki, trochę za mało śmieszny, ale każdy ma prawo nie chcieć nawet „włączać do końca mózgu”, w czasie wychodzenia na mroźne podwórko, by wyrzucić  swoje śmieci, trzeba wtedy, w taką chwilę mocno zadbać, by ten nasz najważniejszy organ nie zamarł 🙂 Mnie się to dziś udało, śmieci wyniesione, felieton napisany… 🙂 

Jeśli Wy też dziś macie taki dzień, zadzwońcie do bliskiej osoby, i wyduście wszystkie złości z siebie. Fajnie jest wtedy, gdy mamy bliską osobę, która jest gotowa nas po prostu posłuchać. 

Najgorsze w życiu ludzkim jest to, że człowiek żyje ze swoimi smutkami sam i walczy ze sobą od środka. SAM. 

To nie pomaga. 🙁 

Fot. Mariusz Pietrzak

   Dziękuję Mamiś za ploteczki. Twoja Koziczka 🙂 

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Dwudziesta minuta turbo spalania z Ewką. Upadłam na matę z wykończenia. Gdzie tam do czterdziestej piątej minuty do końca nagrania!!! Dorota… Dasz radę!! Po chwili pozbierałam z maty swoje mokre od potu zwłoki i doczołgałam się do kuchni, przypominając wyschniętego od słońca kaktusa na pustyni (dopiero mądra po fakcie, oczywiście wcześniej, zanim zaczęłam ćwiczyć, wody sobie nie przygotowałam, bo po co?). Chwytam za moją oazę (dzbanek z filtrem), a tam… sucho. W tej chwili mego życia wydaje mi się, że widzę wodospad! Nie to tylko fatamorgana!

Słyszę, jak w pokoju Ewa woła „pamiętaj, potrafisz więcej niż podpowiada Ci Twój umysł”, więc ponownie zebrałam resztki swoich sił, odkręciłam wodospad (kurek z kranówką) i napełniłam dzbanek do pełna.

Czekam… Czekam… Woda się filtruje… Jest! Napełniam czym prędzej kubek- oczywiście nie obyło by się bez rozlania połowy 🙂 taki „NIESTETY LUB SETY” talent ze mnie :. Piję… Piję… W POKOJU ROZLEGA SIĘ CICHE CHLIP CHLIP…

Nastaje wielka ulga.

Dobra! Trochę odpoczęłam , przy tym nabrałam siły i lecę czym prędzej z powrotem do Ewki, a tam… Koniec nagrania. O my God! Taki pech 🙁 

Niee, nieee, teraz się nie poddam, nie oszukam samej siebie, cofam ponownie nagranie do dwudziestej minuty, gdzie wcześniej skończyłam i walczę dalej. Walczę dla siebie, dla Juniora, dla Rycerza, walczę dla Was! 

Po całej serii ćwiczeń z Chodakowską mimo potwornego wykończenia poczułam się MEGA szczęśliwa, dumna, ale przede wszystkim ulżyło mi, że w końcu zaczęłam pracować nad swoim ciałem. Moje ciało przestaje być tylko nędznymi zwłokami 🙂 Staję się piękniejsza, jak śpiewał kiedyś K.A.S.A. 

Wieczne wymówki, a to nie dziś, od jutra, a to jutro zwlekało do jutra, za tydzień. Znacie to skądś? Tak? To powiedzcie sobie dość! DOŚĆ JUTRA! Liczy się tu i teraz! Tego zamierzam się trzymać! 

Jest dzisiaj, więc zacznij działać już dzisiaj!

Sama bałam się zacząć DZIŚ. Bałam się, że nie dam rady, że w połowie się poddam, wyłączę to cholerne nagranie i machnę na to ręką. Bałam się też zawieść samą siebie, udowodnić, że faktycznie tak się zaniedbałam, że durnych czterdziestu minut nie potrafię wytrzymać kondycyjnie. Zamiast ćwiczeń, które setki razy odpuszczałam, robiłam coś innego (jakże wtedy zaczynają nas interesować programy, które wcześniej nie robiły na nas wrażenia, prawda?).

Teraz już wiem, ponieważ czuję po sobie, że to odkładanie na potem było gorsze niż ta przerwa w połowie ćwiczeń. Ona się nie liczy. Liczy się to, że pokonałam samą siebie i wymordowałam się do tego stopnia, że nie mam już siły kłócić się z Rycerzem o to, że kubek znowu nie trafił do zmywarki tylko odstawił go na blat.

Jak to czytasz Kochanie, to proszę Cię włóż go teraz do zmywarki 🙂 

A tak a propos! Jak spędzacie czas, w tę mroźną zimę? Pada śnieg Wam pięknie?

Przyznam się Wam szczerze, że jak dla mnie to mogłoby być już lato, słońce, siedzenia z poranną kawą w ogródku…, ale się teraz rozmarzyłam!

Gdy jest tak zimno i siedzę w domu, lubię skupiać uwagę na porządkach, które olewam, gdy jest cieplej. Mimo, iż nie cierpię, w sumie to nawet NIENAWIDZĘ robienia porządków w szafach, teraz czuję, że nie mam po prostu wyboru i biorę się za to. Potem wynagradzam sobie swoją ciężką pracę pyszną herbatką i dobrą książką, a swoich chłopaków w tym właśnie momencie wysyłam do innego pokoju. Często też wspominam sobie, jak miałam naście lat i nie cierpiałam czytać. Unikałam książek jak ognia! W technikum zrozumiałam, że po prostu, nie lubię czytać w momencie, kiedyś ktoś mi wyznacza lektury, wmusza je we mnie. Teraz sama czytam ciekawe recenzje i średnio co dwa tygodnie zamówię sobie jakiś maleńki skarbek do małej kolekcji, którą w swoim domku posiadam. Czytanie mnie odpręża, pozwala wyrwać się od codzienności, przetransportować na inną planetę. Polecam Wam tę metodę odpoczynku.

UWAGA! Szybko ta moja metoda uzależnia 🙂 

BABECZKI! JAK WASZE „CHWILE TYLKO DLA SIEBIE”? UDAŁO WAM SIĘ POŚWIĘCIĆ CZAS TYLKO SOBIE? NAPISZCIE CZY TAK I W JAKI SPOSÓB, JESTEM OGROMNIE TEGO CIEKAWA!! 

Teraz pochwalę się, a co mi tam! Dziś zamierzam dla Was upolować jakiś ciekawy wywiad :), a więc śledźcie nasz portal: www.SCI24.pl.

Zapraszam także do czytania moich felietonów!

Do poczytania za niedługo, bo już w poniedziałek po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Przypomniałam sobie wczoraj, jak Junior naciskał stopkami na moje żebra, a ja z ogarniającej mnie nudy wynikającej z siedzenia w domu nie umiałam się wyzwolić. I to ciągłe znużenie, senność- doprowadzało mnie do szału. A teraz łapię się sama na tym, jak kładąc się spać, obmyślam wyimaginowany plan, jak cudownie byłoby spędzić cały jeden dzień w zaciszu własnych myśli. Następnie uświadamiam  sobie, że po czterech godzinach nie widzenia Krasnala dostaję szału i moja głowa skupia się jedynie na przeglądaniu galerii w telefonie rozczulając się nad tym, jak on szybko rośnie, coraz więcej mówi, coraz lepiej chodzi. Więc  mimo szczerych chęci wolę jednak być w domu, trochę pomarudzić, poględzić, nie być wyspana, ale być z moimi chłopakami spokojna i szczęśliwa, że są cali i zdrowi.

Dwa dni temu byłam zmuszona wybrać się do fotografa. Nie cierpię, gdy ktoś robi mi  zdjęcia, a na dodatek wszystkie moje niedoskonałości komentuje i wyolbrzymia. Super doświadczenie, będące miodem dla moich uszu i sumienia 🙂 . 

 Trafił mi się (na domiar wszystkiego) uroczy, przesympatyczny PAN FOTOGRAF. Świetnie. Szanowny Pan na wstępie zmierzył mnie wzrokiem i stwierdził, że spróbuje „coś ze mną zdziałać” oraz „ coś uratować”. Umówmy się – znoszę krytykę i do pewnego stopnia przyjmuje ją na klatę. Tutaj miałam istny egzamin z życia. Podsumowując, była to dla mnie świetna zabawa 🙂  Cały czas się śmiałam, uśmiech nie znikał z mojej twarzy! Moja wizyta u fotografa była przezabawna. Czułam się tam bardzo dobrze. Przyznam się szczerze, że miałam lekki stresik, idąc tam. 

Fachowiec zrobił co miał zrobić,  sprawdzając moje granice wytrzymałości z każdej strony. Na domiar wszystkiego miałam okazję widzieć, jak mnie retuszuje na zdjęciu, obrabiając i ratując moją twarz  :). „ tutaj mi coś jeszcze nie pasuje […] tu trzeba wyszczuplić […] i uratowana!”  Wychodząc od niego przez połowę drogi gapiłam się w samochodowe lusterko zastanawiając się czy jest AŻ TAK ŹLE, A MOŻE AŻ TAK DOBRZE?  🙂 . Puentą tego wyjazdu i szalonej sesji jest fakt, że dziś już zaliczyłam serię porządnych ćwiczeń, aby ta moja urocza buźka nabrała odpowiednich kształtów. DZIĘKUJĘ ZA MOTYWACJĘ PANIE  FOTOGRAFIE 🙂 

Czasami ktoś musi nam zaserwować terapię wstrząsową, żebyśmy tupnęły nogą i zabrały się za siebie- dla  siebie samej. Często widzę, jak koleżanki bronią się rękami i nogami i nonszalancko biorą na SERIO do siebie słowa niezbyt dla nich miłe. I to się często w  ich życiu powtarza i powtarza, a one się bronią i bronią. Najlepsze jest to, że nic z tego tak naprawdę nie wynika… Znam je na tyle dobrze, że wiem, iż pewna krytyka nie jest dla nich wygodna. Jednak wolą tę krytykę brać do siebie, obrażać się i gniewać na potencjalnego krytykanta, niż obrać jakiś cel i powalczyć o lepszą siebie!  Ludzie od zawsze boją się, że coś im nie wyjdzie, nie chcą się podejmować wyzwań, bo obawiają się porażek. A tak naprawdę od tych wszystkich porażek najgorsze jest to, że nie próbujemy! Konstruktywna krytyka powinna nas zmotywować do mądrego działania.

Wyznaczcie sobie jakiś cel, prosty, do wykonania. I zacznijcie już dziś! Nie jutro, nie w przyszłym tygodniu. Im dłużej z czymś zwlekamy, dłużej przesuwamy coś w czasie, tym większe prawdopodobieństwo, że nigdy nie zaczniemy.

ZACZNIJ DZIŚ I ZA JAKIŚ CZAS POCHWAL SIĘ PIERWSZYMI EFEKTAMI!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

 

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Home sweet home… Dopóki nie spędzasz w nim 24h w ciągu dłużej niż trzy dni. W końcu doczekałam się promieni ukochanego słoneczka nad naszym smogowym Cieszynem! I, gdy tylko udało mi się skończyć obiad, ogarnąć mieszkanie, ubrałam się czym prędzej z Juniorem i postanowiliśmy przejść się na cieszyński rynek i pobiegać za gołębiami (czyż to nie wspaniały widok jak Wasz maluch dorasta i nawet byle ptaszyna sprawia mu tyle frajdy?). 

Idąc dumnie na spacer, uznałam, że zadzwonię do mojej przyjaciółki WuSi. Gdy próbowałam wybierać numer, ona już dzwoniła do mnie. Wszystko byłoby super, gdyby WuSia na wstępie nie wywrzeszczała mi do słuchawki „MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE JESTEŚ JESZCZE POZA DOMEM! NIE WYCHODŹ! W RADIO MÓWILI O TYM SMOGU! A MÓWIŁAM FERDKOWI, NO WIESZ, TEMU MOJEMU NOWEMU FACETOWI, ŻE MA DO CIEBIE ZADZWONIĆ I PRZYPOMNIEĆ, ŻE MASZ OKIEN NIE OTWIERAĆ, NAWET MU ZOSTAWIŁAM KARTKĘ”. Myślę sobie…, że ciekawie się zapowiada dzień. Jest dopiero 11:00, a ja dostaję takie mrożące krew w żyłach ostrzeżenie. WuSia kochana! Melduję się cała i zdrowa w domu! Nic mnie nie wciągnęło, nic mnie nie udusiło i niestety, ale pewnych rzeczy choćbyśmy, jak chcieli oraz nie wiadomo, jak się starali to nie unikniemy.

Dziś jednak nie będę dalej pisała o smogu. Dziś chciałabym wszystkie Was zachęcić, byście postarały się więcej uwagi skupiać na siebie samych. Tak bardzo angażujemy się, by być tymi najlepszymi, idealnymi, perfekcyjnymi kobietami, kucharkami, matkami, że w pewnej chwili zapominamy o tym, że nam też od życia się coś należy, choćby ta godzinka przed wywaleniem swoich zmęczonych zwłok przed telewizorem, bo „zrobiłam już chyba wszystko…(?!)”.

Wstańcie jutro z łóżek i powiedzcie sobie, że to właśnie ten dzień, w którym zamienię się w Fionę z Shreka i zrobię sobie maseczkę z zielonej glinki, pójdźcie do sklepu i kupcie w końcu ten wymarzony balsam do ciała, który poleca tyle znanych aktorek czy blogerek. Nie żałujcie tego czasu oraz tych kilku złotych. Całymi dniami robicie wszystko z sercem dla wszystkich, a więc teraz oddajcie siebie – w dobre ręce, bo swoje!. Sama wiem po sobie, jak po całym dniu (mimo iż czasami odpuszczam z wykończenia PRZYZNAJĘ SIĘ ), zamykam się w łazience na cztery spusty, informuję Rycerza, że przejmuje on pałeczkę w usypianiu, bawieniu, tuleniu, i poświęcam się tylko sobie. Ta krótka godzinka z maseczkami, balsamami, solami do kąpieli, odżywkami do włosów sprawia, że czuję się w pewnym sensie wynagrodzona za cały mój ciężki dzień. Działa to odprężająco, bo to ja zadbałam o siebie i dla siebie. W końcu poświeciłam czas na to, by przyjrzeć się sobie. Prawda jest taka, że nikt mnie nie zna tak dobrze, jak ja sama. To jakby czas spędzony z najlepszą przyjaciółką, którą jestem sama dla siebie. Wy też tak czujecie?!

Ja dziś skusiłam się na mały eksperyment. Dużo słyszałam o domowych sposobach  wybielenia zębów. Fakt, najpierw chciałam zamówić odpowiednie preparaty, ale niestety ich ceny są kolosalne w porównaniu z samą metodą. Chodzi mi o kapsułki z węglem. Okazuje się, że węgiel ściąga ogromną ilość zanieczyszczeń. Wystarczy wymieszać jedną kapsułkę,(którą wcześniej przecinamy i wysypujemy jej zawartość do malutkiego pojemniczka) z wodą i szczoteczką do zębów oraz nakładamy taką miksturę na zęby. Trzymamy trzy minutki, płuczemy, myjemy zęby pastą i…BAM! Nowy, śliczny bielszy uśmiech!

Dajcie znać na forum w komentarzach pod felietonem, czy próbowałyście tej metody, oraz czy okazała się ona  skuteczna. Czy Waszym zdaniem jest strzałem w dziesiątkę!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. Tylko na SCI24.pl. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

 

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że zaglądasz właśnie tutaj!

 Mam nadzieję, że po dłuższym czasie zechcesz poznać mnie lepiej, a w zamian ja, postaram ubarwić Ci każdy dzień dawką codziennego humoru prosto z mojego tęczowego życia. Jestem młodą matką rocznego Juniora. Nie jestem fit, na co dzień wolę dresy niż leginsy, innym razem się wysilę i pomaluję, a raz wypożyczę z szafy mojego Rycerza największą bluzę, upnę niedbały kok, (który mimo oczekiwań nie wygląda tak, jak u reszty koleżanek tylko, jakbym pozbyła się resztek włosów przez ostatnie farbowanie), lubię zjeść niezdrowo i zdrowo. Czasami ryczę ze śmiechu, innym razem z wykończenia. Nie jestem idealna. Ale spokojnie. Każda z nas nawet w swojej nieidealności jest IDEALNA. Jesteśmy matkami! Mamy prawo wybuchnąć, mamy prawo przesolić zupę i nie posolić ziemniaków.  O tych wszystkich naszych wzlotach i upadkach poczytacie właśnie u mnie!

W moich felietonach znajdziecie coś śmiesznego, coś motywującego i coś nostalgicznego. Wszystko to, czym my matki żyjemy na co dzień. A jak to u nas bywa (a mamy do tego stuprocentowe prawo) przeżywamy te wszystkie trzy nastroje (odliczając czas na sen) w przeciągu dwunastu godzin.

Mam nadzieję,  że znajdziecie we mnie swoją portalową kompankę do pokonywania każdych codziennych przeszkód z podniesioną głową!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora