Późne popołudnie i smartfon. Kamil Pietrzak pisze felieton…

Późne popołudnie; posilony późnym obiadem, koncypuję, pod sklepieniem czaszki, jak aktywnie i twórczo oraz możliwie tanio, spożytkować te resztki – okruchy słonecznej pogody, które dzień serwuje nam tuż przed zmierzchem.

Niesiony tą myślą, czy też podmuchem wiatru, który wdarł się do pokoju przez uchylone okno, ubieram jeansy, już ciut starte; narzucam na siebie kurtkę – również ciut startą i jeansową. Łapię smartfona, którego bateria dogorywa, podłączam słuchawki i odpalam skocznego hard rocka. Zamykam drzwi, zbiegam schodami z klatki.

Już na dworze, bez zarysu, choćby mglistego, miejsca w jakie się udam, ruszam przed siebie… nogi już same prowadzą mnie ścieżką, która biegnie wzdłuż potoczka odgradzającego Osiedle Centrum od ulicy Cieszyńskiej. Tuż przy rozwidleniu dróg, przekraczając drewniany mostek, skręcam w lewo.

Idę osiedlem domków jednorodzinnych, sytuowanym na pagórku, przy ulicy Jana Wantuły i Pięknej. Osiedle jest spokojne i niemal wyludnione – jak to zwykle bywa. Mijam ciemnobrązowe płotki, zielone tuje, białe i szorstkie fasady segmentów jednorodzinnych. Wiosenny wicherek, niby zadziorny kompan, targa i rozwiewa gęstą grzywkę, ze słuchawek sączy się; rytmiczne tap tap perkusji; energiczne brummm gitary prowadzącej.

Na horyzoncie malują się tęgie bloki osiedla Manhatan – kiedyś jasnoszare, teraz odświeżone w różnokolorowe trójkątne wzory u podstawy i szczytu elewacji. Prawdziwa gratka dla koneserów Modernizmu i konstrukcji z tzw. „wielkiej płyty”. Jest tu zdecydowanie tłoczniej i gwarniej, przestępuję na drugą stronę ulicy. I odnogą, wiodącą przez ulicę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, skręcam w lewo, schodząc na brukowany chodniczek tuż przy ulicy Spacerowej. Stamtąd odbijam w prawo po przekątnej w stronę Jelenicy.

Owa Jelenica, u podnóża góry Czantorii, to krajobraz nad wyraz spokojny i przyjemny, jak i atrakcyjna baza turystyczna. Można znaleźć tu: dom wczasowy, ośrodek wypoczynkowy, pokoje do wynajęcia, kempingi, ville… a nawet usługi związane z samochodami – koniec dygresji.

Przechodzę pod wiaduktem, rozglądam się w poszukiwaniu różnorakich kadrów… mam do wyboru: drzewa, gałązki, niebo, żółty mostek. Robię parę przymiarek, jednak znaki drogowe i kable psują kompozycję – szkoda zachodu, idę dalej.

W końcu chodniczek zawija się w prawo, prowadząc lekko pod górkę, aż nagle się urywa i pozostaje mi maszerować dalej poboczem. Mijam zakład produkcji wód mineralnych oraz napojów: Ustronianka Sp. z o.o. Maszeruję cały czas przed siebie, przestępuję potoczek i samotny domek na obrzeżach lasku u podnóża Małej Czantorii. Kroczę ściółką leśną, usłaną mchem, kamieniami, martwymi liśćmi – coś przykuwa moją uwagę…

 

Wkomponowana pośród kawałków kory, brunatnych listków i patyczków, w szarobiałym uśmiechu, szczerzy się do mnie żuchwa – swoiste memento mori natury. Uśmiecham się też, ale w duszy i snuję myśl, że utrwalę informację za pomocą przetwornika w aparacie smartfona – zapiszę te pośmiertne tchnienie zwierzęcia.

 

Słońce opada za horyzont; ostatnie promyki płoną zza gałęzi. Chwytam więc za jeden z wielu martwych listków i przykładam do obiektywu, cedząc przezeń ostatnie okruchy dnia – nim ten zgaśnie we śnie.

Fot. Kamil Pietrzak

(KP) 

 

 

 

Słoiczki vs domowy obiad?!

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Uwielbiam gotować Juniorowi. Przyjemność i duma z patrzenia, jak zjada to co mu mama przygotowała jest olbrzymia! Mam to szczęście, że Krasnal nie stroni od jedzenia, to też my z łatwością przyswajamy nowe smaki. Cieszę się, gdy widzę dzieci, które lubią świeże owoce, a nie tonę słodyczy, chociaż też czasami mu je daję, ale oczywiście z określonym umiarem. Nie jestem przeciwniczką słodyczy, dla mnie to normalne, że dzieciaki je lubią, ponieważ SĄ SŁODKIE. O wiele bardziej podobają mi się jednak od słodyczy, tzw. saszetki owocowe. Mam świadomość, że zawierają konserwanty, ale nie sądzę, że jest w nich zawarta dawka groźna dla Juniorowego zdrowia, skoro z założenia jest to produkt skierowany dla dzieci.

Prawdą jest, że te wszystkie sklepowe owoce i warzywa zawierają wszelakie pestycydy. Stąd właśnie nasze ZDROWE warzywa i owoce są takie lśniące, duże i piękne. Mimo to, my je jemy i nasze dzieci też. Oczywiście mamy w Cieszynie targ warzywny, ale nie każdy przed pracą ma czas i głowę jechać tam i obzłocić się w ekologiczne warzywka. Dlatego też, gdy mam jeden dzień z tych zatytułowanych „Urwanie głowy” nie mam wyrzutów sumienia, gdy Junior zje raz na ruski rok słoiczek z Gerbera. Nie jest on na pewno tak bardzo odżywczy, jak to, co JA SAMA przygotuję, ale nie uważam, by miał Juniora otruć 🙂 Traktuje słoiczki jak opcję AWARYJNĄ lub tzw. plan B.

Fot. Mariusz Pietrzak

Dora

Złote rady nie matek. Spotkałyście się z tym?

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Złote rady nie matek. Spotkałyście się z tym? Patrzę na to z przymrużeniem oka, bo mam świadomość, że znajome nie chcą dla mnie źle, ale zawsze te ich porady mijają się z rzeczywistością. Dlaczego ktoś próbuje powiedzieć mi, co robię nie tak, jak powinnam albo powinnam?

Ludzie, którzy nie mają dzieci, widzą wszystko, to co my im opowiadamy swoimi oczami. W naszych wizualizacjach na temat danej sytuacji mamy świadomość tego, że nie spałyśmy tyle ile chciałybyśmy, wypiłyśmy kolejną kawę w pośpiechu lub na spokojnie, ale zimniejszą i rzesze innych drobiazgów, których osoby bez bobasów nie znają. Dla nich prostym rozwiązaniem jest wziąć i powiedzieć „A zrób to tak”, „A weź daj go do łóżeczka, popłacze i przestanie”.  Tu pojawiają się właśnie już wcześniej wspomniane luki, a gdy wspomnę komuś o nich, to słyszę „Dorota, bo ty masz za miękkie serce”.  No mam. Bo jestem matką, bo nosiłam Juniora 9 miesięcy pod sercem, rok ponad już go mam obok siebie, kocham Go miłością nieopisaną, więc to chyba normalne, że jestem wrażliwa na każde jego kolejne potknięcie. Nie twierdzę, że ludzie niemający dzieci nie powinni się wypowiadać, po prostu czasem trzeba pewne rady zostawić dla siebie i się nie wychylać, dlatego, ponieważ nie możecie oceniać czegoś stu procentowo, nie będąc rodzicem. Jestem osobą, która zawsze stawiała sprawy jasno, dlatego WuSia wie, że pewnych spraw nie przeskoczy i daje mi się wypłakać, wykrzyczeć bez względnych złotych rad.

Skorzystaliście ze słoneczka kilka dni temu? Nam się udało po drzemce wyruszyć na godzinny spacerek i połobuzować na placu zabaw. Junior się wybiegał z rówieśnikami i po powrocie do domu dosłownie padł z sił, a ja mogłam w spokoju przeczytać nowo dorwaną książkę Maggie O’Farrel „Kiedy odszedłeś”.

W pogodę taką, jaką mamy dziś za oknem nie mam ochoty czytać nic poza dobrym do beczu dramatem 🙂

Nie mogę doczekać się słońca, ciepłego podmuchu powietrza, spacerów popołudniami, grilla mmm… Ten mróz za oknem trwa już za długo. Dziś uznałam, że jeśli nie zacznę dnia z uśmiechem, to koniec dnia będzie się mi przeciągał w czasie niemiłosiernie. A więc kompleks witamin, zielona herbata, potem kawusia, maseczka oczyszczająca na twarz i co? Da się umilić poranek? Da się! Człowiek od razu czuję się lepiej, pełen wigoru i przede wszystkim chęci, by przeżyć dzień z taką pogodą za oknem. Czy dziś odpuścić ćwiczenia? Kuszące… Brzmi ta opcja przepięknie… Nie Dora! Podnieś swoje cztery litery i maszeruj na matę raz, raz, raz! To mi poprawi jeszcze bardziej samopoczucie, satysfakcja nie do opisania, potem obiadek i drzemka z Juniorem 🙂

Wypijcie sok ze świeżo wyciskanych owoców,  dobra dawka naturalnych witamin nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

Fot. Mariusz Pietrzak

Zaglądnę do Was jutro, Dora 🙂 

Skąd się bierze u kobiet ta radość z…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Skąd się bierze u kobiet ta radość z zakupów? Czy traktujemy to jak nagrodę? Wynagradzany się? Zakupy u kobiet powodują podniesienie poziomu endorfin, czyli najnormalniej w świecie – zakupy sprawiają nam PRZYJEMNOŚĆ.

Lubimy oglądać, przymierzać, dotykać, interesować się modą, po to, by się PODOBAĆ. Lubicie chodzić do tzw. „Second hand’ów”? Ja mam różnie, ponieważ, gdy idę do nich sama, to po dziesięciu minutach dostaję oczopląsu, nie wiem gdzie zawiesić wzrok, nie wiem w co ręce włożyć i z namalowanym grymasem na twarzy po prostu wychodzę z pustym koszykiem, ale pełnym portfelem 🙂

Natomiast, gdy idę z Mamą Rycerza, wychodzę obładowania po pachy, z siatką większą niż te eko z Intermarche, z bananem na buzi i… pustym portfelem 🙂

Zapytałam się Jej kiedyś, jak ona to robi, że znajduje takie perełki, a ja nie potrafię tam odnaleźć nawet siebie. Odpowiedziała mi – w gruncie rzeczy – bardzo oczywistą rzecz, „Trzeba mieć cierpliwość, wiedzieć, kiedy są dostawy i trzeba tam trochę posiedzieć”. A więc tak, cierpliwości to ja od urodzenia nie posiadam, zapominam o datach dostaw i nie umiem w sklepie odzieżowym wystać dłużej niż 15 minut, bo zaczynam się wszystkim irytować i jest mi w tych sklepikach po prostu za ciepło.

Kiedy byłam w ciąży, kilka razy wybrałam się – z jeszcze nieprawną – Teściową do Cieszyńskiej BIGI. Przesiedziałyśmy w niej… NIEWAŻNE ile czasu, ja oczywiście nic nie znalazłam, bo skupiałam się na kopaniu przez Juniora (szalał w moim brzuszku) i na obolałych stopach i tym, że o wszystko zahaczam sobą. Natomiast moja Kompanka zdążyła nazbierać pełny kosz, dumna ze znalezisk, obładowała mnie nimi, powtarzając „przymierz, przymierz, fajnie, nie? A popatrz – co tu mam”. W tym czasie stałam zauroczona znalezionymi rzeczami, jej zarażającą euforią i nagle dostałam jakiegoś „kopa” (nie, tym razem nie od Juniora) i zaczęłam grzebać jeszcze bardziej dociekliwie w ubraniach i faktycznie znalazłam kilka genialnych perełek, które do teraz są w mojej szafie, oraz znajdują się w rankingu ulubionych rzeczy w pierwszej dziesiątce 🙂

Wypady „na ciuchy” do dzisiaj dają mi dużo fun’u, ale tylko jak idę z Rycerzem albo koleżanką i tylko, kiedy mam minimum godzinę na spokojne przeglądanie wieszaków. Wcale nie czuję się gorsza posiadając kilka ubrań z „ drugiej ręki” – wręcz przeciwnie, cieszę się, że udało mi się kupić coś za śmieszne pieniądze i nadaje się to do codziennego użytku.

Często spotykam się z memami, na których dziewczyny są obrażone, złe na partnera, ponieważ On w ramach przeprosin proponuje Jej jedzenie, a tej, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przysłowiowy foch przechodzi. Potem przypomniałam sobie, że ze mną jest tak samo „wiejska z sosem czosnkowym” i BACH, po problemie, odpuszczam Ci Twe WINY. Mówią o nas, o kobietach, jako o skomplikowanej, zagmatwanej płci, a tu rozwiązanie jest takie banalne.

Natomiast przypominam sobie momenty, w których Rycerz miał swego FOCHA i kanapka nie zadziałała :),  więc idąc tym tropem – Babeczki, kto ma momentami gorzej  -MY, czy nasi Rycerze?

Fot. Mariusz Pietrzak

Miłego wieczorku,

Wasza Dora

Dopadł Was już szał przedświąteczny? Dora pisze…felieton!

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Dopadł Was już szał przedświąteczny? Mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Zdążyłam już zaliczyć kilka sklepów, wzbogacić się o jajko świeczkę, świecącego zajączka, nowy koszyczek na święconkę i tackę na owoce, oczywiście w tematyce świątecznej, a znając moją wybujałą wyobraźnię, na tym się nie skończy. Oczywiście body dla Juniora w jajka i zające są w poszukiwaniu. To nie obsesja i nie, nie kwalifikuję się na badania, to chęć stworzenia dziecku najlepszych świąt, jakie będzie miał w życiu (i tak co rok).

Pewnie znacie to z autopsji, każda matka chce być najlepszą ze wszystkich, chce mieć takie święta, jakimi maluchy będą się przechwalać między sobą w przedszkolach i szkołach. Ważne jest to, żeby nie popadać w paranoję, ani też nie starać się tylko od święta, a przez cały rok. Bo sztuka dążenia do perfekcji polega na codziennym pomysłowościom, codziennej walce z wadami oraz na pokonywaniu swoich barier i przeszkód.

Słyszeliście kiedyś o matkach, które podczas grypy leżą w łóżku, Mąż podaje im herbatę… W telewizji leci ulubiony serial… Dzieckiem zajmuje się Tatuś albo samo się grzecznie  bawi… Ja niestety rzadko tak mam, no chyba, że jest weekend i podobnie, jak Napoleon z reklamy zarządzam, iż potrzebuję święty spokój, bo jestem najnormalniej w świecie przeziębiona. Mimo tego, że zamierzony cel osiągam, to maksymalnie po godzinie wstaję z łóżka i nadrabiam zaległości z pomocą Rycerza. Nie lubię stwierdzenia, że jako matka nie posiadam możliwości odpoczynku, bo taki stereotyp nakazuje, że mam non stop być na najwyższych obrotach, do tego wszystkiego dobrze wyglądać, mieć zadbany kok, chociaż w miarę dobry makijaż, figurę modelki i do tego – dorzućmy jeszcze szczyptę uśmiechu oczywiście od ucha do ucha. TAK SIĘ NIE DA. Jeżeli jestem pełno – etatową mamuśką, to niestety Panowie, ale czasem dobrze mi wyglądać nie dobrze 🙂  Chociaż nawet, kiedy nie czeszę się cały dzień, o makijażu zapominam i do wieczora paraduję w piżamie, to Rycerz mówi, że wyglądam ślicznie, i że mnie kocha. Za to na drugi dzień, chociaż się poczeszę- ot motywacja. Ważne, byleby się tak codziennie nie zapominać, bo może to wejść w nawyk.

Ostatnie dni przyprawiły mnie o dawkę pozytywnej energii. Słoneczko, lekki wiaterek, spełnienie jednego z tych mniejszych, moich marzeń, ale to jednak zawsze marzenie, czyli posłuchania na żywo ukochanego MIKROMUSIC w Browarze. Przez  wszystkie wydarzenia zapomniałam o diecie, a zamiast tego przypomniał mi się WieśMac i McFlurry. No cóż. Czas wrócić na odpowiednie tory, bo inaczej się nie pozbędę tych kilogramów. 🙂

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Strzeż się chwilówek

Nie cierpię matematyki. Nigdy jej nie rozumiałem. Oby jak najdalej od tych delt, równań, sinusów, potęg i logarytmów!!! Taka postawa bliska jest znacznej części naszego społeczeństwa. Jednak nieznajomość matematyki może tylko szkodzić. Nabycie wiedzy o podstawowych jej zasadach może natomiast znacznie podnieść świadomość mechanizmów rządzących wieloma aspektami naszego życia. Nieodłączną jego częścią są finanse. Umiejętność właściwego liczenia pieniędzy przyda się każdemu. Odkryjmy tajemnice tzw. chwilówek.

Pożyczki zwane chwilówkami są dość chodliwym towarem. Może je otrzymać każdy, nawet wtedy, gdy nie ma tzw. zdolności kredytowej. Brakuje do pierwszego, więc pożycza się małe kwoty — kilkadziesiąt do kilkuset złotych. A biuro jest tuż za rogiem, czemu się nie skusić…

Pożyczone pieniądze trzeba kiedyś oddać. W przypadku chwilówek z niemałym procentem. Od roku 2002 firmy zajmujące się w Polsce finansami zobowiązane są do podawania tzw. RRSO swoich produktów finansowych. Jest to rzeczywista roczna stopa oprocentowania. Mówiąc w dużym skrócie informuje ona, jakie odsetki zapłacimy, gdyby nasza pożyczka nie była spłacana przez rok. A te są naprawdę pokaźne, rzędu kilkuset, a nawet kilku tysięcy procent (można z łatwością znaleźć takie produkty w internecie). Jesteśmy kuszeni niskim oprocentowaniem, bądź nawet jego brakiem. Ale kosztuje coś innego: wszelkiego rodzaju prowizje, opłaty manipulacyjne, przygotowawcze, siakie i owakie, ubezpieczenia spłaty itp. Na tym zarabiają pożyczkodawcy zajmujący się chwilówkami.

Wszystkich, dla których matematyka jest czymś więcej niż tylko cyferki, zapraszam na mój blog Być matematykiem. Najnowszy artykuł Kiedy zaczyna się lichwa pokazuje jak oblicza się RRSO dla najprostszej pożyczki. Wnioski płynące z lektury mogą niejednego zadziwić. W kwestii finansów polecam też siedmioczęściowy cykl Subtelności liczenia pieniędzy.

Dokąd więc udać się po pożyczkę? Mimo wszystko do banku. Ten oferuje naprawdę uczciwe warunki i nie zajmuje się lichwą.

Fot. Szymon Wąsowicz

Szymon Wąsowicz

Nostalgicznie… Dora pisze felieton :)

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Po wczorajszym leniuchowaniu, dziś trzeba było spiąć jeszcze niezgrabne (spokojnie, zdążę) cztery litery i nadrobić wczorajsze zaległości. Coś za coś. Pogoda dalej nie rozpieszcza, toteż człowiek ma prawo czuć się znużony i bez chęci do życia.

Mimo to postanowiłam, że dobrym sposobem na przeżycie w jednym kawałku tego dnia będzie spędzenie trochę czasu w kuchni.  Fakt może za ambitnie „nie pojechałam”, bo rosół z lanym ciastem i pieczeń z indyka to nie jest moje popisowe danie, ale to na pewno lepsze niż pierogi ruskie z zamrażalnika 🙂 Przyznam się Wam szczerze, że to WuSia jest specem kuchni „zamrażalnikowej”. 😛

Jednak po popołudniu Komuś udało się mnie postawić psychicznie z powrotem na nogi, by resztę dnia nie być ciągle marudzącą babą, której nigdy nic nie pasuje. Ważne jest to, żeby mieć Kogoś takiego, kto nawet nie widzi Cię, wyczuje, że radocha jest udawana, że ten Ktoś po prostu wie, jak jest naprawdę. Ustalmy jedno. Każdy jest tylko człowiekiem. Uważam, że wtedy najważniejsza jest rozmowa, w której dana osoba wyrzuci wszystkie smutki, żal z siebie i wykaże się znajomością łaciny na poziomie mocno zaawansowanym 🙂  jeśli takowa potrzeba nastąpi, a po wszystkim powie – po prostu – dziękuję.

 Dziś z otchłani nostalgii uwolniła mnie moja Mamcia. Dziękuję Jej, że potrafi przegadać ze mną dwie godziny, co gdy miałam naście lat było niemożliwe,  bo w kategorii „buntownik” miałam spokojnie zapewniony złoty medal.. Wiecie, prawda jest taka, że niezależnie jakie złe chwile kiedyś nas spotykały, to teraz, gdy człowiek założył już własną rodzinę i emocjonalnie dojrzał, potrafimy naprawić to wszystko, co kiedyś było nie takie, jak powinno być… Tak jak wcześniej wspomniałam jesteśmy tylko ludźmi. Nie warto przez zgrzyty przeszłości odrzucać dobre relacje na przyszłość. Wszystko idzie odbudować, swobodnie zaczynając nawet od zera, od fundamentów.  Rodzina to najważniejsze co mamy. Rodzinę należy więc chronić! 

Dziś wpis trochę za krótki, trochę za mało śmieszny, ale każdy ma prawo nie chcieć nawet „włączać do końca mózgu”, w czasie wychodzenia na mroźne podwórko, by wyrzucić  swoje śmieci, trzeba wtedy, w taką chwilę mocno zadbać, by ten nasz najważniejszy organ nie zamarł 🙂 Mnie się to dziś udało, śmieci wyniesione, felieton napisany… 🙂 

Jeśli Wy też dziś macie taki dzień, zadzwońcie do bliskiej osoby, i wyduście wszystkie złości z siebie. Fajnie jest wtedy, gdy mamy bliską osobę, która jest gotowa nas po prostu posłuchać. 

Najgorsze w życiu ludzkim jest to, że człowiek żyje ze swoimi smutkami sam i walczy ze sobą od środka. SAM. 

To nie pomaga. 🙁 

Fot. Mariusz Pietrzak

                Dziękuję Mamiś za ploteczki. Twoja Koziczka 🙂 

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Dwudziesta minuta turbo spalania z Ewką. Upadłam na matę z wykończenia. Gdzie tam do czterdziestej piątej minuty do końca nagrania!!! Dorota… Dasz radę!! Po chwili pozbierałam z maty swoje mokre od potu zwłoki i doczołgałam się do kuchni, przypominając wyschniętego od słońca kaktusa na pustyni (dopiero mądra po fakcie, oczywiście wcześniej, zanim zaczęłam ćwiczyć, wody sobie nie przygotowałam, bo po co?). Chwytam za moją oazę (dzbanek z filtrem), a tam… sucho. W tej chwili mego życia wydaje mi się, że widzę wodospad! Nie to tylko fatamorgana!

Słyszę, jak w pokoju Ewa woła „pamiętaj, potrafisz więcej niż podpowiada Ci Twój umysł”, więc ponownie zebrałam resztki swoich sił, odkręciłam wodospad (kurek z kranówką) i napełniłam dzbanek do pełna.

Czekam… Czekam… Woda się filtruje… Jest! Napełniam czym prędzej kubek- oczywiście nie obyło by się bez rozlania połowy 🙂 taki „NIESTETY LUB SETY” talent ze mnie :. Piję… Piję… W POKOJU ROZLEGA SIĘ CICHE CHLIP CHLIP…

Nastaje wielka ulga.

Dobra! Trochę odpoczęłam , przy tym nabrałam siły i lecę czym prędzej z powrotem do Ewki, a tam… Koniec nagrania. O my God! Taki pech 🙁 

Niee, nieee, teraz się nie poddam, nie oszukam samej siebie, cofam ponownie nagranie do dwudziestej minuty, gdzie wcześniej skończyłam i walczę dalej. Walczę dla siebie, dla Juniora, dla Rycerza, walczę dla Was! 

Po całej serii ćwiczeń z Chodakowską mimo potwornego wykończenia poczułam się MEGA szczęśliwa, dumna, ale przede wszystkim ulżyło mi, że w końcu zaczęłam pracować nad swoim ciałem. Moje ciało przestaje być tylko nędznymi zwłokami 🙂 Staję się piękniejsza, jak śpiewał kiedyś K.A.S.A. 

Wieczne wymówki, a to nie dziś, od jutra, a to jutro zwlekało do jutra, za tydzień. Znacie to skądś? Tak? To powiedzcie sobie dość! DOŚĆ JUTRA! Liczy się tu i teraz! Tego zamierzam się trzymać! 

Jest dzisiaj, więc zacznij działać już dzisiaj!

Sama bałam się zacząć DZIŚ. Bałam się, że nie dam rady, że w połowie się poddam, wyłączę to cholerne nagranie i machnę na to ręką. Bałam się też zawieść samą siebie, udowodnić, że faktycznie tak się zaniedbałam, że durnych czterdziestu minut nie potrafię wytrzymać kondycyjnie. Zamiast ćwiczeń, które setki razy odpuszczałam, robiłam coś innego (jakże wtedy zaczynają nas interesować programy, które wcześniej nie robiły na nas wrażenia, prawda?).

Teraz już wiem, ponieważ czuję po sobie, że to odkładanie na potem było gorsze niż ta przerwa w połowie ćwiczeń. Ona się nie liczy. Liczy się to, że pokonałam samą siebie i wymordowałam się do tego stopnia, że nie mam już siły kłócić się z Rycerzem o to, że kubek znowu nie trafił do zmywarki tylko odstawił go na blat.

Jak to czytasz Kochanie, to proszę Cię włóż go teraz do zmywarki 🙂 

A tak a propos! Jak spędzacie czas, w tę mroźną zimę? Pada śnieg Wam pięknie?

Przyznam się Wam szczerze, że jak dla mnie to mogłoby być już lato, słońce, siedzenia z poranną kawą w ogródku…, ale się teraz rozmarzyłam!

Gdy jest tak zimno i siedzę w domu, lubię skupiać uwagę na porządkach, które olewam, gdy jest cieplej. Mimo, iż nie cierpię, w sumie to nawet NIENAWIDZĘ robienia porządków w szafach, teraz czuję, że nie mam po prostu wyboru i biorę się za to. Potem wynagradzam sobie swoją ciężką pracę pyszną herbatką i dobrą książką, a swoich chłopaków w tym właśnie momencie wysyłam do innego pokoju. Często też wspominam sobie, jak miałam naście lat i nie cierpiałam czytać. Unikałam książek jak ognia! W technikum zrozumiałam, że po prostu, nie lubię czytać w momencie, kiedyś ktoś mi wyznacza lektury, wmusza je we mnie. Teraz sama czytam ciekawe recenzje i średnio co dwa tygodnie zamówię sobie jakiś maleńki skarbek do małej kolekcji, którą w swoim domku posiadam. Czytanie mnie odpręża, pozwala wyrwać się od codzienności, przetransportować na inną planetę. Polecam Wam tę metodę odpoczynku.

UWAGA! Szybko ta moja metoda uzależnia 🙂 

BABECZKI! JAK WASZE „CHWILE TYLKO DLA SIEBIE”? UDAŁO WAM SIĘ POŚWIĘCIĆ CZAS TYLKO SOBIE? NAPISZCIE CZY TAK I W JAKI SPOSÓB, JESTEM OGROMNIE TEGO CIEKAWA!! 

Teraz pochwalę się, a co mi tam! Dziś zamierzam dla Was upolować jakiś ciekawy wywiad :), a więc śledźcie nasz portal: www.SCI24.pl.

Zapraszam także do czytania moich felietonów!

Do poczytania za niedługo, bo już w poniedziałek po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora