/Blanka Lipińska: „Lubię kobietom mieszać w głowach”

Blanka Lipińska: „Lubię kobietom mieszać w głowach”

Autorka bestsellerowej powieści „365 dni” spotkała się z czytelniczkami w Cieszynie, aby zaprezentować najnowszą książkę „Ten dzień”.

Wyniki czytelnictwa z roku na rok gwałtownie spadają. Jak Pani myśli, co ma na to największy wpływ? Można jakoś to zmienić, jakoś temu zaradzić?

Nie miałam pojęcia, że wyniki czytelnictwa spadają, bo zupełnie mnie to nie interesowało. Wydałam debiutancką książkę w lipcu, która dzięki temu, że jest lekka, łatwa i przyjemna, osiągnęła sukces. Przede wszystkim jest o seksie. Kobietom brakuje dobrego seksu, więc mogą o nim chociaż poczytać. (Śmiech.) Jeśli ktoś oczekuje ode mnie rad jak wydać dobrą książkę, nie mam zielonego pojęcia. Jestem debiutantem piszącym o seksie, nie znam się na tej branży, od tego mam moją agentkę wydawniczą, Martę.

Jest wiele inicjatyw promujących czytanie. Jest Pani ich zwolennikiem, czy przeciwnikiem?

Nie wiem, jakie są inicjatywy czytelnicze. Tak jak wspominałam, moja książka jest w księgarniach od 4 lipca. Nie interesuje mnie rynek wydawniczy, nie znam się na nim. Stworzyłam powieść, która nie miała być wydana. Więc kiedy postanowiłam obdarować nią świat, poszłam na żywioł, nie robiąc badania rynku. Także te pytania, chyba należy zadać wydawnictwu.

Jakie książki czyta Pani w wolnych chwilach?

Nie czytam, bo nie mam wolnych chwil. Kiedy muszę, czytam własną. (Śmiech.)

„Hipnotyzer”, „kitesurfer”, „kucharz”. Tak brzmi Pani opis na oficjalnym profilu na Instagramie. Które z określeń jest na ten moment najbardziej trafne?

Hipnotyzerem, kitesurferem i kucharzem jestem zawsze. W każdym z tych wcieleń jestem sobą.

Idąc za ciosem – pomijając przepis na bestseller, który zostanie pewnie Pani słodką tajemnicą, jakie jest Pani danie popisowe?

Przepisu na bestseller nie zdradzę, bo go nie znam. Jestem bardzo dobra w gotowaniu, więc przygotuję wszystko. Mogę zrobić nawet sos z grzebieni kogucich, jeśli dostanę je w sklepie, a marne szanse. (Śmiech.)

Spotykamy się w księgarni Book Book w Cieszynie, gdzie o godz. 17:00 spotka się Pani z czytelnikami. Jak samopoczucie przed rozpoczęciem spotkania autorskiego?

Jak zwykle zajebiste, dziękuje. Jestem jak kwiat lotosu na tafli jeziora, więc moje samopoczucie jest zawsze doskonałe. Piję dużo alkoholu, więc to też pewnie ma wpływ (Śmiech). Żartuję, nie pije dużo tylko często. Lampka wina, którą serwuję sobie każdego wieczoru, uspokaja mnie i wycisza. Może być nawet bezalkoholowe.

Co jest dla Pani najważniejsze w spotkaniach z czytelnikami? Czym lubi się Pani z nimi dzielić?

Najbardziej lubię kobietom mieszać w głowach. W książce stworzyłam obraz ukazujący seks, którego my kobiety chciałybyśmy – przynajmniej ja tak uważam. Zależy mi, aby przenieść go na realne życie, czyli namówić mężczyzn, aby się postarali. I uświadomić kobiety, że mają prawo wymagać.

Jakie jest najczęstsze pytanie, które pada w Pani kierunku ze strony czytelników?

Kiedy trzecia część? (Śmiech.) A potem kolejne części… Później pojawi się pytanie o ekranizację i jej następne części. (Śmiech.) Myślę, że pytania nigdy się nie skończą, nawet kiedy zakończę całą historię.

Może uda się przytoczyć któreś, które przez swoją oryginalność zapadło Pani w pamięci?

Gdyby mojemu głównemu bohaterowi trzeba było coś zabrać, z czego zrezygnowałabym najłatwiej? Z dobrego seksu, wyglądu, czy pieniędzy? Chodziło o to, bez której z tych rzeczy potrafiłabym napisać moją książkę. Uważam, że nie dałoby się jej napisać bez dobrego seksu. Można zrezygnować z wyglądu i pieniędzy. Ale dzięki Bogu nie trzeba, więc w mojej książce jest wszystko.

Do Cieszyna przyjechała Pani z książką „Ten dzień”, która jest kontynuacją bestsellerowej powieści „365 dni”. Jeśli chodzi o „365 dni”, spotkałam się z porównaniem, że „napisała (Pani) polskiego Greya. Jak się Pani do tego odniesie?

Sama wymyśliłam by napisać to na okładce. „365 dni” to tytuł, który równie dobrze może nosić poradnik turystyczny, a ja chciałam, aby czytelnik nie miał absolutnie żadnych wątpliwości, jaką książkę bierze do ręki. Pozwoliłam sobie na porównanie do „50 twarzy Greya” i „Ojca Chrzestnego”, aby uświadomić czytelnika, że będzie mafia i sex.

Proszę opowiedzieć coś o kulisach pracy nad książką „Ten dzień”. Jak wyglądały? Jak długo trwały?

Całą książkę napisałam na raz, co trwało 4 miesiące. Tak jak wspominałam wielokrotnie w wywiadach – „365 dni” i „Ten dzień”, to była jedna książka. Podzielona na pół ze względów marketingowych. Wszystkie części (cała saga) zostały napisane cztery lata temu. Od tak. Siadłam i napisałam.

Od samego początku planowała Pani stworzenie kontynuacji pierwszej powieści, czy decyzja przyszła z czasem?

Tak jak mówiłam, to nie jest kontynuacja. Napisałam tę książkę dla siebie, a nie dla czytelników. Także nic nie mogło mieć wpływu na jej zawartość, czy ilość części. Chciałam napisać sobie seks, którego wówczas nie uprawiałam – to napisałam.

Proszę na koniec przytoczyć swoje motto życiowe.
„Nigdy niczego nie żałuję. Bo wszystko w
życiu, dzieje się po coś”

Rozmawiała Mariola Morcinková

fot. zdjęcia nadesłane