/Aktorstwo? W tym zawodzie trochę mi się powiodło

Aktorstwo? W tym zawodzie trochę mi się powiodło

Fot. archiwum aktora

Jan Nowicki był gościem w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Bez granic“. W kawiarni AVION/NOIVA, po czeskiej stronie Olzy spotkał się z czytelnikami i opowiedział o swoich książkach – „Dwaj Panowie“ i „Białe Walce“. Udzielił też wywiadu.

Spotykamy się w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Bez granic“. Mam wrażenie, że tego rodzaju przedsięwzięcia jednoczą ludzi i kulturę. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

-Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

Kiedy przygotowywałam się do naszej rozmowy, natknęłam się na określenie „były aktor“ w stosunku do Pana osoby. Co ciekawe, nikt tak Pana nie nazwał. Pan sam tak zwykł mówić o sobie. Kiedy pierwszy raz określił Pan siebie w ten sposób?

-Kiedy byłem młody, postanowiłem, że zawód ten będę uprawiał do 40tego roku życia. Mijały jednak kolejne lata, a ja dalej grałem. Fakt, że nazwałem siebie byłym aktorem bierze się stąd, że uświadomiłem sobie, że nie dokonałem najlepszego wyboru. Powinienem zajmować się pisaniem. W tej chwili wydaję moją siódmą książkę. Książki są czytane i to mnie pociąga. Wiadomo jednak, że wyżyć się z tego nie da, więc także jestem aktorem. Zwłaszcza, że w tym zawodzie trochę mi się powiodło.

Czy trafnym w takim razie jest stwierdzenie, że o wiele bliżej Panu w tym momencie do pisania książek, niż do aktorstwa?

-Zdecydowanie tak. Pisaniu poświęcam bardzo dużo czasu. To nie tylko książki, ale też kolędy, piosenki. 10 lat zajmowałem się zawodowo felietonistyką. To nie zabawa aktora w pisanie.

Pana dzisiejszym powodem przyjazdu do Cieszyna jest właśnie spotkanie z czytelnikami. Dotyczyć ono będzie dwóch tytułów z Pana dorobku pisarskiego. Książek „Dwaj Panowie“ i „Białe Walce“. Umiałby Pan określić, która z tych książek jest dla Pana ważniejsza?

-To dwie zupełnie inne książki. „Dwaj Panowie“ to książka składająca się z dwóch tomów. Są to listy do zmarłego przyjaciela, Pana Piotra Skrzyneckiego.

„Białe walce“ to moja pierwsza powieść. O tyle dla mnie ważna, że przez okres jej pisania zaprzyjaźniłem się ztymi  ludźmi, że prawdę mówiąc, nikt nie byłby mi już potrzebny do towarzystwa, tylko właśnie oni.

„Dwaj Panowie“ to książka wyjątkowa, której wydaniem chciał Pan zignorować niebotyczną odległość pomiędzy dwoma światami. To listy niezwykłe do Piotra Skrzyneckiego. Co w powstaniu tej książki było dla Pana najbardziej istotne?

-Tych listów nie zamierzałem nazywać książką. Fakt, że wyszły w formie książki, spowodowany jest ogromnym zainteresowaniem czytelników. Przekrój zaproponował mi pisanie felietonów. Pomyślałem wtedy, że mogłyby to być listy do zmarłego przyjaciela. Bezpośrednią inpisarcją do tego nie były ambicje literackie, tylko tęsknota za przyjacielem. Tęsknotę tę chciałem spacyfikować, oswoić. Udało mi się to. Przez 5 lat miałem poczucie, że on żyje. Mieliśmy bezpośredni kontakt, spowodowany faktem pisania do siebie listów.

Kiedy pojawił się u Pana pomysł wydania książki „Dwaj Panowie“, wiedział Pan od początku, że chce przedstawić ją w formie listów do Pana Piotra? Nigdy nie pomyślał Pan o tym, by były to po prostu opowiadania?

-Wszystkie gatunki literackie się splatają. Od dłuższego czasu piszę książkę, w której tak naprawdę pojawia się wszystko. Od piosenki, po opowiadanie. Zabiegam tylko o to, by były to formy w miarę krótkie. Czas galopuje, ludzie odzwyczaili się od pisania. Trzeba więc trafić do nich m.in przez to, by np. druk był większy.

Czy „Dwaj Panowie“ można nazwać książką dla Pana wyjątkową? Mam wrażenie, że tak…

-Tak. Płynęła z serca, jest mi bardzo bliska. Powstawała w ciągłym pędzie, praktycznie cały czas w drodze. Bardzo się przy tym napracowałem, byłem zdenerwowany, czy przekaz trafi do czytelnika. Na szczęście trafił.

Jednak przejdźmy do książki „Białe Walce“. Do jakich czytelników jest ona skierowana?

-Wzruszają mnie ludzie starzy, chciałem ich rozśmieszyć. Dać im poczucie, że życie się jeszcze nie skończyło, że wszystko przed nimi, a starość potrafi być także zabawna. Jestem już w tym wieku, że bardziej zaczynam znać się na starości, a mniej na kobietach. (Śmiech.)

To połączenie powieści, podróży, humoru i zadumy nad życiem człowieka. Czym inspirował się Pan pisząc tę książkę?

-Pojechałem do Ciechocinka. Zamieszkałem w Hotelu Zdrojowym numer cztery, i od razu, po kilku dniach, zorientowałem się, że wszystko, co pisze się (zwłaszcza w tekstach satyrycznych), na temat tego miasta, to głupoty. Ja pokochałem to miejsce.

Tego rodzaju spotkania pełne są pytań. Czy może mógłby przytoczyć Pan na koniec takie, które najbardziej utkwiło Panu w pamięci, przez swoją wyjątkowość?

-Nie przypominam sobie. Muszę pokonać u ludzi nadmierną chęć rozmawiania z aktorem. Na koniec przytoczę anegdotę. W Poznaniu, (Biblioteka Raczyńskich), widniał plakat, na którym był Bohumil Hrabal, a obok, stosownie mniejszy plakat z podpisem: „spotkanie z Janem Nowickim“. (Śmiech.)

Serdecznie dziękuję za spotkanie, poświęcony czas i rozmowę. To był dla mnie zaszczyt i piękne zawodowe doświadzczenie.

Rozmawiała Mariola Morcinková