/MARIOLKA PISZE…PAMIĘTNIK (8)

MARIOLKA PISZE…PAMIĘTNIK (8)

Pamiętacie moją pamiętnikową pocztówkę ze stolicy, która kończyła się słowami „Do zobaczenia, Warszawo”? Te słowa okazały się prorocze.

fot. Jola Witoszek Photography

Pod koniec października na trzy dni wybrałam się do mojego ulubionego miasta. Wyjazd był jak zawsze zaplanowany z dużym wyprzedzeniem, co spowodowane było biletami, które otrzymałam na hitowe przedstawienie Teatru Polskiego w Warszawie. Z ogromną przyjemnością obejrzałam „Króla” w reżyserii Moniki Strzępki i adaptacji Pawła Demirskiego. Spektakl wystawiany był we wtorkowy wieczór, a ja w Warszawie byłam już w poniedziałek rano.

Dużo się wydarzyło…

W podróży lubię czuć się komfortowo. Cenię wygodę i miłą atmosferę. Mam szczęście jeździć autobusem, który wszystkie moje wymagania spełnia. Spokojnie, lokowania produktu nie będzie.

Podróż przebiegała mi przyjemnie, udało mi się nawet solidnie zdrzemnąć, co w podróży nie zdarza mi się zbyt często. Na miejsce dotarłam po szóstej rano, idealna pora, by po ponad sześciu godzinach siedzenia w jednej pozycji rozprostować kości, wypić gorącą herbatę i zjeść porządne śniadanie. Kiedy już wszystkie te czynności wykonałam, podjechałam do apartamentu, w którym zarezerwowany miałam nocleg. Odłożyłam tylko walizki i pobiegłam na miasto. Byłam przekonana, że jeśli wrócę po trzynastej, pokój będzie lśnił. Weszłam więc na pełnym luzie do środka. Miałam zamiar szybko doprowadzić się do ładu, przebrać się i wyjść na umówiony wywiad. To, co zobaczyłam jednak odjęło mi mowę. Pokój był w opłakanym stanie. Wyglądał, jakby przez ruski rok nikt tam nie sprzątał. Brudne naczynia w zlewie, porozrzucane ulotki na podłodze, brudna pościel. No cóż, obraz nędzy i rozpaczy. Pierwszy odruch był taki, że sama to posprzątam. Jednak uświadomiłam sobie prawie w tym samym momencie, że nie ja odpowiadam za ten bałagan… Podniosłam słuchawkę, zadzwoniłam do właściciela i zgłosiłam stan, w jakim pozostawiony został mój pokój. Właściciel oczywiście stwierdził, że na pewno nic wielkiego się nie stało, a sprawa zostanie wyjaśniona. Kiedy na miejsce dotarła sprzątaczka, zadrżałam w obawie, że nie nie zdążę pojawić się na umówionym spotkaniu na czas. Po ponad godzinnym sprzątaniu jednak pokój wyglądał już jako tako, a ja mogłam szykować się do wyjścia. Na wywiad nie spóźniłam się, a nawet byłam na miejscu chwilę przed czasem. Jeśli uważnie czytacie moje „pamiętnikowe” wpisy wiecie, że oprócz komfortu i porządku cenię sobie również punktualność, którą staram się zawsze dotrzymywać.

Mimo tego „hotelowego incydentu” mój poniedziałek w stolicy oceniam bardzo pozytywnie. Oprócz miło spędzonego poranka na mieście i przeprowadzenia wywiadu w okolicy Placu Trzech Krzyży, spędziłam również bardzo miło czas ze znajomą. A dlaczego napisałam o tych mniej miłych wydarzeniach? Żeby sobie ponarzekać? Nic bardziej mylnego. Zrobiłam to po to, bo zawsze staram się być szczera, a jak wiecie, nie wszystko zawsze jest kolorowe…

fot. Jola Witoszek Photography

(MM)