Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Śląskim z nowoczesnym…

Nowoczesny aparat USG w Szpitalu Śląskim

Sprzęt rentgenowski, nowoczesny aparat USG i trzystanowiskowa sala intensywnej terapii, a w planach lądowisko dla służb ratunkowych – to efekt wsparcia, jakie Szpital Śląski w Cieszynie otrzymał ze środków Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko za pośrednictwem Ministerstwa Zdrowia.
Modernizacja i doposażenie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Cieszynie to temat przewodni spotkania z prasą jakie w najbliższą środę, 28 lutego o godz. 10.00 odbędzie się w cieszyńskim szpitalu.

Zmodernizowana pracownia RTG w Szpitalu Śląskim w Cieszynie

Nowoczesny aparat RTG w Szpitalu Śląskim

Szpitalny Odział Ratunkowy w Szpitalu Śląskim w Cieszynie

SOR, jako jednostka zajmująca się przywracaniem i stabilizacją funkcji życiowych pacjentów w stanie nagłym, ich wstępną diagnostyką (także obrazową) oraz natychmiastowym leczeniem, w tym zabiegowym, zobowiązany jest do systematycznego uzupełniania i odnawiania bazy sprzętowej zarówno ze względu na postęp dokonujący się w medycynie, jak i z powodu dużej liczby osób przyjmowanych w ciągu doby, co powoduje szybkie zużywanie się sprzętu.

Dzięki staraniom dyrekcji Szpitala, Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w Cieszynie zakupił za ponad milion złotych wysokiej klasy zautomatyzowany aparat RTG przeznaczony do diagnostyki pacjentów Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Stanowiska intensywnej terapii SOR w Szpitalu Śląskim w Cieszynie

Najwyższe standardy pomocy pacjentom w Szpitalu Śląskim w Cieszynie

Chcąc oferować jak najwyższe standardy pomocy pacjentom, staraliśmy się o zakup kolejnego, wysokiej klasy urządzenia RTG dla naszej placówki. Aparat dostępny dotychczas w SOR został przeniesiony do Zakładu Diagnostyki Obrazowej. Dysponując obecnie trzema cyfrowymi aparatami RTG możemy zagwarantować nie tylko najwyższy poziom diagnostyki, ale też ciągłość świadczeń medycznych, jakich nie mogliśmy zapewnić wcześniej – mówi Czesław Płygawko, dyrektor Szpitala Śląskiego i dodaje – W SOR-rze naszej placówki działają od teraz trzy stanowiska wstępnej intensywnej terapii o wartości niemal pół miliona złotych. Ponadto zakupiliśmy nowoczesny aparat USG o wartości prawie 200 tys. złotych, bliźniaczy z aparatem USG w Zakładzie Diagnostyki Obrazowej, co ułatwia obsługę i serwisowanie oraz zapewnia kompatybilność osprzętu, w jakie oba są wyposażone.

 

Projekt lądowisko czas start

Podczas konferencji prasowej, będzie też okazja do rozmowy o dalszym etapie budowy nowoczesnego lądowiska na potrzeby śmigłowców sanitarnych.
Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dn. 3.11.2011 r. jednym z wymogów dla szpitali jest zapewnienie przez oddziały ratunkowe całodobowych lądowisk dla służb ratowniczych.

Fot. Szpital Śląski w Cieszynie

mat. pras. (SP)

 

Krystian Wieczorek: „Wszystko zależy od nas”

Zdjęcie Krystiana WIeczorka fot. Wojtek Biały

Z jednym z najbardziej znanych i lubianych polskich aktorów miałam przyjemność rozmawiać o roli Piotra Górskiego w serialu „Komisarz Alex”, umiejętności pracy ze zwierzęciem, ale także o sile internetu i tajnikach social media.

Gra Pan w dwóch czołowych serialach ramówki TVP, bez wątpienia to Pana czas. Proszę powiedzieć, czy pogodzenie zdjęć w dwóch miastach, Warszawa („M jak Miłość”) i Łódź („Komisarz Alex”) staje się na dłuższą metę kłopotliwe?

Nawet bardzo. Był czas kiedy bardzo dużo pracowałem i podróżowałem między czterema serialami jednocześnie. Znałem wszystkich konduktorów na trasie Warszawa – Kraków (Śmiech.)  Taki moment szaleństwa był spowodowany chyba małym doświadczeniem zawodowym, młody aktor myśli, że jeśli są propozycje to trzeba brać byka za rogi a potem dopiero przychodzi refleksja co z tego wyniknie. Podróże i zmęczenie też niestety wpływają na jakość mojej pracy, a widza przecież nie interesują moje problemy i ciągłe niewyspanie, tylko efekt na ekranie. Więc żeby szanować siebie i widza czasami warto się zastanowić, czy wszystko czego się podejmuję będzie miało jakość. O kosztach na zdrowiu i życiu prywatnym nie wspomnę.

Gdybym zapytała o rolę z tych dwóch bardziej wymagającą, padłoby pewnie na komisarza Górkskiego z „Alexa”. Nabycie jakich nowych umiejętności było konieczne, by wiarygodnie mógł Pan wcielać się w jego postać?

To prawda, ale tylko dlatego, że to zupełnie nowe zadania z którymi wcześniej nie miałem do czynienia. Zawsze zanim zrozumiem i poznam styl i system pracy, zanim oswoję rolę to zużywam bardzo dużo energii. A jeszcze w tej pracy dochodziła kolejna trudność, czyli praca ze zwierzęciem. Ciągle słyszałem uwagę – „nie zasłaniaj psa”:). Jednak chyba największym wyzwaniem była prędkość pracy, nigdy wcześniej nie pracowałem w takim tempie a to wymaga oddania się tej pracy w wolnym czasie. Trzeba być bardzo dobrze przygotowanym żeby móc w takim systemie pracować rzetelnie.

Co było najtrudniejsze? Obstawiam, że najwięcej frajdy sprawiało Panu strzelanie (Śmiech.)

Szczerze to nigdy nie cierpiałem broni, więc gdy przyszło do szkolenia, w tej kwestii byłem bardzo zestresowany. Świadomość strzelania z ostrej amunicji naprawdę pobudza wyobraźnię. Byłem wychowywany w duchu wspomnień z Drugiej Wojny i to żywych wspomnień. Gdy babcia mi opowiadała, że oficer niemiecki przyłożył jej lufę pistoletu do skroni to proszę uwierzyć, że nabrałem potwornego wstrętu do broni. Oswoiłem broń na tyle, żeby zagrać sceny z użyciem pistoletu, ale prywatnie nie ciągnie mnie żeby dla rozrywki sobie postrzelać. Dosyć łatwo się domyślić, co sądzę o tych wszystkich kołach łowieckich. Dostępie do broni w Stanach Zjednoczonych, a kończąc na tej okropnej modzie na jakieś jednostki paramilitarne…

Aktualnie przez sympatyków jest Pan bardziej kojarzony z Andrzejem, czy Piotrkiem? Którego ze swoich bohaterów Pan bardziej lubi? A może wychodzi Pan z założenia, że polubienie i zaakceptowanie każdej swojej postaci jest częścią wiarygodnego jej odegrania?

Lubienie i zaakceptowanie tzw. postaci nie ma w moim przekonaniu nic wspólnego z wiarygodnością. Myślę, że rolę trzeba przede wszystkim zrozumieć, a potem użyć całego warsztatu i talentu, żeby pokazać złożoność postaci.

Seriale, w których Pan występuje są niekwestionowanymi hitami. Co według Pana jest ich największym sukcesem? Czy na ich popularność składają się takie czynniki, jak wielowątkowość i dobieranie aktualnych tematów?

Serial przez swoją wielowątkową strukturę ma szansę, żeby pokazać złożoność charakteru, czy sytuacji. Film fabularny musi być syntezą, a całej reszty musimy się domyślić i pozostawione to jest w większym stopniu naszej wyobraźni. Stąd taki zalew fantastycznych telewizyjnych produkcji z zagranicy, bo okazuje się, że w serialu można zaryzykować i zrealizować najbardziej szalone pomysły. Myslę, że powoli zaczynamy rozumieć, że tylko kreując rzeczywistość w sposób szalony i odważny, mamy szansę zaistnieć na tym już potężnym rynku. Widza trzeba zaskakiwać, a nie zastanawiać się, jakie są jego oczekiwania.

Z tego, co wiem, jest Pan wielkim kinomanem. Ma Pan swój ulubiony gatunek filmowy, przy którym najbardziej Pan odpoczywa? Co z perspektywy widza jest dla Pana w filmach najważniejsze?

Wiem jedno, że nie cierpię horrorów a tak to lubię kino w całej różnorodności. A najważniejsze dla mnie w kinie jest inne spojrzenie i podważanie tego co wydaje się oczywiste. Odpoczywam na filmie, który mnie angażuje i nie ważne czy to jest dramat, czy komedia.

Lubi Pan odkrywać nowe tytuły, czy ma Pan też filmy do których lubi wracać?

Zdecydowanie odkrywać, ale powrót do jakiegoś tytułu też może być odkryciem tyle, że niebezpiecznym, bo arcydzieła często wietrzeją i pozostaje tylko jakieś wspomnienie wrażeń. Kino europejskie za to bywa dla mnie coraz bardziej nieznośne, gdy coś co jest oczywiste eksponowane jest na tyle długo, że przestaje mnie interesować. Te wydłużone sceny, gdzie nic się nie dzieje albo jakaś fizjologia, z której pokazywania nic nie wynika.

Trzy filmy, które każdy miłośnik kina zobaczyć powinien to…

Nie mam takiej listy, bo co chwila musiałbym ją uaktualniać. A czy powinien? To też nie wiem, z jakiego powodu no chyba, że z ciekawości oraz po to żeby mieć własne zdanie, ale to wtedy warto oglądać naprawdę wszystko.

Ostatnio przyznał się Pan, że ma Pan sentyment do czeskiego kina. Co najbardziej w nim Pana urzekło?

Ta nieznośna lekkość bytu przy całym dramacie historii i poczucie absurdu, którego nam ciągle brakuje.

Przejdźmy jednak o krok dalej i porozmawiajmy o…aktywności w social media. Do niedawna nie był Pan osobą nadzywczaj aktywną w sieci. Dlaczego? Nie wierzył Pan w siłę internetu?

Po pierwsze – czas mi nie pozwalał i dalej nie pozwala się tym zajmować. Nie wiem, na ile starczy mi teraz cierpliwości, żeby dalej się bawić w Insta game. Plusem tego nazwijmy to narzędzia jest to, że ja decyduję, czym chcę się z ludźmi podzielić.Wizerunek budowany w sposób tradycyjny zawsze jest wypadkową gustów redakcji, ich potrzeb i moich oczekiwań. W ten sposób zawsze to będzie jakiś kompromis. Dam przykład. Zdjęcia do większości publikacji były wybierane nie te, które uważałem za godne uwagi.

Te, które moim zdaniem były najciekawsze nigdy nie zostały opublikowane, bo nie pasowały do wizerunku itd. Tak samo było z różnymi wywiadami, więc postanowiłem ich nie udzielać, skoro muszę odwalić całą robotę za tzw. dziennikarza. Social media mają bardzo niebezpieczną cechę, czyli wirtualność i chęć zawłaszczania wszystkiego. Nadawanie rangi czemuś, co nie ma kompletnie żadnego znaczenia, jest jakieś prymitywne i obciachowe. Na początku Instagram mnie ciekawił, ale szybko rozczarował tym, co przeważnie tam znajdywałem.Teraz mam drugie podejście i staram się zachować wobec tego medium więcej dystansu, ale niestety zauważam, że zagarnia w moim życiu coraz więcej przestrzeni i będziemy musieli się z Insta raczej rozstać. Bardzo nie lubię się od czegoś uzależniać:) Szczególnie, że naprawdę nie wiem jak przekroczyć ten banał, który się wylewa z mediów spolecznościowych? Mam zamieszczać zdjęcie i mądry cytat,którego i tak nikt nie czyta?:)

Po długiej nieobecności aktywował Pan swój oficjalny profil na Instagramie. Muszę opowiedzieć się za opinią wielu osób i przyznać, że z Pana profilu bije niesamowicie pozytywna energia. I to chyba nią najbardziej dzieli się Pan na Instagramie. Skąd Pan czerpie tak wiele radości życia?

Po prostu z życia i z wiary:) No dobra, może dla tej pozytywnej energii pozostanę jeszcze troszkę na Instagramie:)

Mam wrażenie, że Polacy nie zawsze umieją cieszyć się chwilą. Uważa Pan, że każdy dzień może być dobrym, bo wszystko zależy tylko od nas samych? Jaka jest recepta na udany dzień według Krystiana Wieczorka?

Oczywiście, że od nas, bo wszystko zaczyna się ode mnie i mojego nastawienia. A recepty takiej nie ma, ale ważna jest elastyczność, bez niej ciagle miałbym do siebie pretensje, że nie wykonałem jakiejś normy, a przecież nie ma żadnej normy, jest tylko życie i poczucie humoru:). O reszcie zrobimy inny wywiad:)

Usłyszał Pan kiedyś od fana, bądź kogoś innego pytanie, które przez swoją śmieszność, czy oryginalność zapadło Panu w pamięci?

Miałem niedawno wywiad do znanej gazety lajfstajlowej i świetnie mi się z dziennikarzem rozmawiało, a gdy przysłał materiał okazalo się, że redaktor uznała, że wywiad nie może być za mądry i zostaly tylko pytania dotyczące ciuchów, gadżetów i konsumpcji. Podziękowałem grzecznie:)

Zakończmy jednak ważnym tematem. Angażuje się Pan w akcje propagujące badania profilaktyczne. Uważa Pan, że udział w tego rodzaju inicjatywach pomaga w budowaniu świadomości, jak regularne badanie się jest ważne?

Oczywiście, gdybym tak nie uważał to angażowanie się w takie akcje byłoby tylko autopromocją.

Co jest dla Pana najważniejsze w pomocy potrzebującym?

Działanie – tylko tyle lub aż tyle.

fot. Wojtek Biały

stylizacja: Anna Wójcik

mua: Alicja Staszewska – Witek                                                                         Rozmawiała Mariola Morcinková

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że…

Dorota Węglorz fot. Mariusz Pietrzak

Cześć! Jestem Dora i bardzo się cieszę, że zaglądasz właśnie tutaj!

 Mam nadzieję, że po dłuższym czasie zechcesz poznać mnie lepiej, a w zamian ja, postaram ubarwić Ci każdy dzień dawką codziennego humoru prosto z mojego tęczowego życia. Jestem młodą matką rocznego Juniora. Nie jestem fit, na co dzień wolę dresy niż leginsy, innym razem się wysilę i pomaluję, a raz wypożyczę z szafy mojego Rycerza największą bluzę, upnę niedbały kok, (który mimo oczekiwań nie wygląda tak, jak u reszty koleżanek tylko, jakbym pozbyła się resztek włosów przez ostatnie farbowanie), lubię zjeść niezdrowo i zdrowo. Czasami ryczę ze śmiechu, innym razem z wykończenia. Nie jestem idealna. Ale spokojnie. Każda z nas nawet w swojej nieidealności jest IDEALNA. Jesteśmy matkami! Mamy prawo wybuchnąć, mamy prawo przesolić zupę i nie posolić ziemniaków.  O tych wszystkich naszych wzlotach i upadkach poczytacie właśnie u mnie!

W moich felietonach znajdziecie coś śmiesznego, coś motywującego i coś nostalgicznego. Wszystko to, czym my matki żyjemy na co dzień. A jak to u nas bywa (a mamy do tego stuprocentowe prawo) przeżywamy te wszystkie trzy nastroje (odliczając czas na sen) w przeciągu dwunastu godzin.

Mam nadzieję,  że znajdziecie we mnie swoją portalową kompankę do pokonywania każdych codziennych przeszkód z podniesioną głową!

Do poczytania za niedługo, bo już jutro po godz. 19:00. 

Fot. Mariusz Pietrzak

Twoja Dora

Pomóż Patrycji – 1 % nic nie kosztuje!

Jedenastoletnia Patrycja, córka pracownika komendy powiatowej policji w Cieszynie, cierpi na nieuleczalną chorobę Charcot – Marie – Tooth (CMT). Wszyscy możemy pomóc przekazując na jej leczenie 1 % naszego podatku. To nic nie kosztuje, a w wymierny sposób wspiera leczenie Patrycji. Choroba ta powoduje ona ciężkie wyniszczenie organizmu, co w konsekwencji prowadzi do całkowitego zaniku mięśni.

 W chwili obecnej jej tata, który sam zmaga się z tą samą chorobą,  jest jedynym żywicielem rodziny. Mama Patrycji w związku z tą sytuacją była zmuszona do rezygnacji z pracy w celu zapewnienia stałej opieki chorej córce. Do leczenia potrzebny jest natychmiastowy zakup elektrostymulatora do odnerwionych już mięśni, gdzie koszt zakupu tego urządzenia to około 19000 zł. Z pensji, którą otrzymuje ojciec (około 1900 zł netto) muszą utrzymać się we czwórkę, ponieważ Patrycja ma jeszcze młodszą, sześcioletnią siostrę.  Rodzice nie są w stanie sami ponieść takiego wydatku finansowego. Patrycja potrzebuje ciągłej rehabilitacji oraz różnego rodzaju badań, które również są bardzo kosztowne. Obecnie wydatki w związku z chorobą córki to około 500 zł miesięcznie .

Mając na uwadze chęć niesienia pomocy rodzinie dziewczynki zwracamy się z prośbą o pomoc finansową na leczenie i rehabilitację, bo przecież „NIGDY NIE JESTEŚMY TAK BIEDNI, ABY NIE STAĆ NAS BYŁO NA UDZIELENIE POMOCY BLIŹNIEMU” Mikołaj Gogol

Pieniądze można wpłacać, a także przekazać 1 % odpisu z podatku, na konto

fundacji Słoneczko 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010  KRS 0000186434

KONIECZNIE Z DOPISKIEM   

„Patrycja Filapek 169/F na leczenie i rehabilitację”

mat. pras. (SP)

„Nie means nie” czyli Bollywood na Żywiecczyźnie

W dniu 21 lutego (środa) w Żywcu w Biurze Poselskim przewodniczącej Polsko-Indyjskiej Grupy Parlamentarnej Małgorzaty Pępek odbyła się konferencja prasowa, której głównym tematem była bollywoodzka produkcja fabularnego filmu pt. ” Nie means nie”, kręconego głównie na Żywiecczyźnie. Gośćmi spotkania byli m.in. Vikash Verma, reżyser filmu, główny aktor Gulshan Grover oraz główna aktorka Natalia Bąk, pochodząca z Bielska – Białej, którzy opowiedzieli o swojej produkcji, ale przede wszystkim o fascynacji południem Polski oraz okolicami Żywiecczyzny.

Gulshan  Grover jest znanym w Indiach i na świecie aktorem, wystąpił już w ponad 400 filmach, m.in. Marigold, Yes Boss, Duplicate, Boom, w najnowszym swoim obrazie zaprezentuje się w roli adwokata.  W „Nie means nie” pojawi się też Anna Guzik, któea zagra rolę  prokurator. Natalia Bąk wcześniej wystąpiła w krótkometrażowej produkcji.

Film pt. „Nie means nie” powstaje od dwóch miesięcy w Polsce, zdjęcia potrwają jeszcze kilka tygodni. Polska premiera  jest planowana wczesną jesienią.

Jednym z wątków filmu jest miłość młodych ludzi: Hindusa i Polki, których pasją są narty. Tłem społecznym obrazu są prawa kobiet. Ekipa filmowców liczy blisko 40 osób. Film powstanie w trzech wersjach językowych – hindi, angielskiej i polskiej i ma trafić również na polski rynek filmowy.

W planach i przygotowaniu jest kolejna produkcja Studia G7 i Vikasha Vermy, w której zagra oraz wystąpi w roli współproducenta Steven Seagal.

Fot. Mariusz Pietrzak

(SP) 

Dziś Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego

Na 21 lutego przypada Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Znany jest również jako Międzynarodowy Dzień Dziedzictwa Językowego. W 1999 roku święto to ustanowione zostało przez UNESCO.

Wielu z was zapytać może dlaczego akurat święto to przypada na ten, a nie inny termin. Odpowiedź na to pytanie ma korzenie historyczne. Data ta jest upamiętnieniem tragicznych wydarzeń w Bangladeszu, gdzie w 1952 roku grupa studentów uniwersytetu w Dhace zginęła podczas mającej tam miejsce demonstracji. Miała ona związek z domaganiem się uzyskania statusu języka urzędowego dla języka bengalskiego.

W jaki sposób w chwili obecnej obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego?

W wielu szkołach organizowane są przeróżne atrakcje i ciekawe wykłady językowe, m.in specjalne dyktanda, które odbywają się zazwyczaj na czterech poziomach zdolności językowych.

Fot. mat. pras.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         

 (MM)

Pomoc dla Jasia i Kacpra

2Panie i Panowie, oto Jaś i Kacper Jabłońscy. Chłopaki mają prawie 10 lat i potrzebują Państwa pomocy!

Panie i Panowie, oto Jaś i Kacper Jabłońscy. Chłopaki mają prawie 10 lat i zmagają się z całym spektrum chorób, które są konsekwencją przedwczesnego porodu. Bliźniaki przyszły na świat w 26 tygodniu ciąży.

Mimo bardzo młodego wieku bliźniaki mają już wiele za sobą. Obaj w trzecim tygodniu życia przeszli operację kardiochirurgiczną, zmagali się z przypadłościami ściśle związanymi z wcześniactwem (retinopatia, nadciśnienie płucne, niedokrwistość).

U Jasia, który przyszedł na świat jako pierwszy stwierdzono mózgowe porażenie dziecięce, spowodowane wylewami dokomorowymi III i IV stopnia, które trwale i nieodwracalnie uszkodziły mózg chłopca. W konsekwencji czego Jasiek cierpi na niedowład połowiczy lewostronny ciała (znacznie mniej sprawna jest lewa strona ciała) oraz opóźnienia rozwojowe. Kacper, który urodził się jako drugi, miał trochę więcej szczęścia. Jest o wiele bardziej sprawny intelektualnie i ruchowo. Lekarze jednak stwierdzili u niego Całościowe Zaburzenia Rozwojowe ze spektrum Autyzmu.

Codzienność chłopaków, to ciągłe rehabilitacje, hipoterapia i wizyty u specjalistów. Jaś regularnie dostaje zastrzyki z toksyny botulinowej w nóżkę, dzięki której mięśnie się rozluźniają i chłopiec może chodzić – bez ortez niestety jednak się nie obejdzie.

Choroba, to na szczęście nie jedyny świat Kacpra i Jasia. Bliźniaki uczęszczają do przedszkola integracyjnego, gdzie mimo przeciwności losu, uczą się, bawią i poznają świat. Kacper umie już czytać i mówić. Jaś mimo głębszego upośledzenia, też doskonali technikę komunikacji z otoczeniem przez komunikację alternatywną (obrazkową). Mimo choroby, bólu i przeciwności chłopakom uśmiech nie schodzi z buziek.

Dzięki wysiłkowi rodziców i najbliższej rodziny, chłopaki wciąż mogą pracować nad powrotem do zdrowia. Rzecz w tym, że upór i miłość, to nie wszystko. Aby zgromadzić wszystkie materiały i leki niezbędne do poprawy stanu chłopców potrzebne są pieniądze.

I tu zaczyna się Państwa rola! Zwracamy się do wszystkich osób o dobrym sercu o pomoc. Chłopaki i ich rodzina będą wdzięczni za każdą formę pomocy.

Roczne rozliczenia PIT idą pełną parą. Namawiam wszystkich do przekazania swojego 1% właśnie dla Jasia i Kacpra Jabłońskich.

Oto dane do formularza PIT: w punkcie „WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1 % PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)” wpiszecie numer KRS naszej Fundacji: 0000037904 a niżej w rubryce „INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE” koniecznie: 10480 Jabłoński Jan.

Wszystkie darowizny dla chłopców proszę kierować na konto:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” Alior Bank S.A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615 Tytułem: 10480 Jabłoński Jan darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

W imieniu SCI24, Jasia, Kacpra i ich rodziny bardzo dziękujemy!

mat. pras. (SP)

 

 

Magdalena Zawadzka: „Zachowuję w pamięci tylko dobre chwile”

Przed spektaklem „Śmiertelna pułapka” w Cieszynie miałam przyjemność rozmawiać z Panią Magdaleną Zawadzką. O podróżach, roli szczęścia w codziennym życiu i książce „Moje szczęśliwe wyspy”.

Jest tyle tematów, na które można z Panią rozmawiać, że długo zastanawiałam się, od czego zacząć naszą rozmowę. Chciałabym zacząć od książki „Moje szczęśliwe wyspy”, wydanej w kwietniu 2017 roku. Nie sposób pominąć fakt, jak wielką jest Pani miłośniczką podróży. Czy tytuł nawiązuje do tego faktu?

Tak, tytuł nawiązuje do tego, że kocham podróże.

Chciałabym zapytać Panią o miejsce, które ostatnio Panią zachwyciło. Dlaczego?

Zachwycają mnie wszystkie miejsca do których się wybieram, ponieważ są dla mnie nowością. W książce „Moje szczęśliwe wyspy” piszę o tych wyspach, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Są nimi Islandia i Mauritius.

Dlaczego Islandia? Dlaczego Mauritius?

Islandia zachwyciła mnie swoją niezwykle ciekawą florą i fauną, obyczajami oraz przepięknym krajobrazem w którym są piękne pola, wspaniałe jeziora polodowcowe, wulkany i gejzery. Bardzo ciekawa jest też obyczajowość ludzi i ich tradycyje, które nie zmieniły się chyba od ponad tysiąca lat.

Podróż marzeń Magdaleny Zawadzkiej na ten moment to…

Moją podróżą marzeń jest Argentyna. Nigdy jeszcze nie byłam w Ameryce Południowej a o Argentynie czytałam, że jest Paryżem Ameryki Południowej. Może ciągnie mnie argentyńskie tango. (Śmiech.) Nie wiem, ale Argentyna jest tak daleko, że musi być zupełnie inna od tego, co znam.

Czyli odległość również Panią motywuje…

Tak. Jestem ciekawa ludzi, świata i wszystkiego, co inne.

Czy oznacza to, że z reguły decyduje się Pani na dalekie podróże?

Nie, bo na przykład ostatnio byłam na Elbie, która wcale nie jest tak daleko od Polski. Jestem bardzo ciekawa świata, a jeszcze nie widziałm tylu krajów, że za każdym razem, kiedy tylko czas pozwala, staram się nadrabiać wszystkie zaległości i wyruszam w podróż.

Podróżuje Pani również po Polsce?

Tak, zarówno prywatnie jak i zawodowo.

Pani książka to nie tylko podróże, ale też sentymentalne wspomnienia. Co w pisaniu „Moich szczęśliwych wysp” było dla Pani najważniejsze? Na co najbardziej zwracała Pani uwagę podczas procesu jej powstawania?

Najważniejsze były dla mnie te wspomnienia, które mogą być ciekawe zarówno dla tych, którzy przeżyli to, co ja, jak i dla tych, którzy nie znają świata w którym ja wzrastałam. Są to przeważnie dobre wspomnienia. Bez względu na to, jak było i co było, zachowuję w pamięci dobre chwile. Pielęgnuję w sobie dobro, które spotykało mnie przez całe życie.

Jest pełna dobrych emocji i wspomnień. Czy znajduje Pani w niej fragment, który jest dla Pani w pewien sposób szczególny? Czego dotyczy?

Nie wartościuję w ten sposób. To, co jest najważniejsze w moim życiu niekoniecznie musi być opisane. Niech to zostanie we mnie.

Są także anegdoty. Czym kierowała się Pani wybierając te, które zostaną opublikowane?

Anegdoty zawsze łączą się z tym, o czym piszę.

Czy jest szansa na kolejną książkę w Pani dorobku?

Napisałam już trzy wspomnieniowe książki. „Gustaw i ja” to książka, która najbardziej mnie dotyka, ponieważ napisałam ją w krótkim czasie po śmierci mojego męża, Gustawa Holoubka. „Taka jestem i już” jest bardziej otwarta na różnego rodzaju wspomnienia i na mnie samą. A „Moje szczęśliwe wyspy” to wyspy wspomnień, które są w mojej jaźni, we mnie i zaznaczone są również na mapie. Czy zdecyduję się na napisanie czwartej książki? Podkreślam, że nie jestem pisarką zawodową. To, co piszę jest rodzajem amatorskiej zabawy w pisanie. Jeżeli jest przez ludzi akceptowana i czytana, jest to dla mnie największym komplementem. By napisać czwartą książkę, muszę zebrać myśli. Ta była wydana tak niedawno, niespełna rok temu. Na razie robię to, co potrafię najlepiej, czyli gram jako aktorka.

Przejdźmy jednak do kolejnego tematu. Jest Pani osobą niezwykle pozytywnie nastawioną do ludzi i świata. Skąd czerpie Pani radość życia?

Z siebie. Nikt nie musi nakręcać mnie w tej kwestii. Cali jesteśmy w naszym umyśle i głowie.

Mam wrażenie, że Polacy nie zawsze umieją cieszyć się chwilą. Uważa Pani, że każdy dzień może być dobrym, bo wszystko zależy tylko od nas samych?

Nie wszystko zależy od nas, bo są okoliczności, które nas przytłaczają, ale od nas zależy jak się w tych okolicznościach odnajdziemy.

Jaka jest Pani recepta na udany dzień?

Trzeba się cieszyć każdą dobrą chwilą. I tak, jak napisałam w książce – Często duże szczęście długo nie przychodzi albo wcale, ale małych szczęść jest po drodze bardzo dużo. Trzeba je dostrzegać i nimi się cieszyć.

Nawet pogoda za oknem może być źródłem naszej frustracji, czy radości. Może być zimno i brzydko, ale można odnaleźć w tym dniu również piękno.

Dzisiejszy dzień też jest dla Pani udany. Rozmawiamy w Teatrze w Cieszynie, a o 18tej zagra Pani w sztuce komediowej „Śmiertelna pułapka”. To inteligentnie i zabawnie opisana historia misternie zaplanowanego morderstwa. Jak w kilku słowach opisałaby Pani swoją bohaterkę?

Moja bohaterka jest postacią drugoplanową, ale niesłychanie ważną dla całej akcji. Jest osobą wyjątkową, choć nie zdradzę, na czym jej wyjątkowość polega. Takich ludzi nie ma na świecie zbyt wielu. Jest całkowicie inna, co jest najważniejszą nicią tej intrygi.

Komedia, czy kryminał? Czego jest tu więcej?

Według mnie jest to kryminał, który ma bardzo dużo elementów ogromnego zaskoczenia i komediowości. Często wybucha się śmiechem, ale później okazuje się, że akcja wcale nie jest śmieszna. Cały czas rośnie napięcie i dramatyzm tego, co się dzieje.

Mówi się, że komedia jest najbardziej lubianym gatunkiem publiczności, ale jednocześnie najtrudniejszym gatunkiem do grania. Jest Pani tego samego zdania?

Też tak uważam. Jest łatwiej wywołać u widzów płacz, czy smutek, niż ich rozbawić.

W jakich jeszcze sztukach można Panią obecnie oglądać?

„Lilka cud miłości” o życiu Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, wspaniała opowieść. Są jeszcze dwa spektakle – „Pocztówki z Europy” (Och Teatr) oraz „Pan Jowialski” (Teatr Polonia).

Fot. z archiwum prywatnego Magdaleny Zawadzkiej

                                                                                                        Rozmawiała Mariola Morcinková